Baza danych to dział, do którego wklejamy nasze karty postaci z tym, że w tym przypadku jesteśmy w stanie je dowolnie zmieniać, aktualizować i dopisywać w historii z biegiem czasu nowe wydarzenia.

Ananthe'Viroccum vas Eboracum

24 mar 2013, o 19:51

Miano: Ananthe'Viroccum vas Eboracum, aka Bosh’tet
Wiek: 28 standardowych lat galaktycznych, ur 2158
Rasa: Quarianka
Płeć: Kobieta
Specjalizacja: Szpieg
Przynależność: Quariańska Flotylla
Zawód: Najemnik




Aparycja:


Wzrost około 155cm, szczupła żylasta sylwetka, drobne, acz silne mięśnie wzmocnione są najprawdopodobniej dodatkowymi implantami. Ubrana w czarno-żółty kombinezon Zaćmienia, z delikatnie złotymi światełkami. Czarny kaptur ocenia nowoczesny Wizjer Kuwashi z podwójną szybką. W zależności od upodobania posiadaczki może on być matową jednolicie niebieską taflą, bądź zwykłą, przeźroczystą szybką mineraliczną. Wyświetla on szczegółowe dane z kombinezonu, informacje bojowe, oraz jest podłączony do interfejsu omniklucza. Policzki, szyja i inne części ciała quarianki, nie wymagające możliwości ruchu osłonięte są grubszą warstwą sztywnych włókien ablacyjnych o metalicznym pobłysku. Części motoryczne kombinezonu wykonane są z cieńszych włókien, pokrytych miejscami ozdobną skórą (piersi, rękawiczki, przedramiona, wewnętrzna strona ud). Na ramionach quarianka ma czarne naramienniki z cienkimi, żółtymi pasami. Przedramię ochrania gruba metalowa bransoleta, z niewielkimi symbolami Wędrującej Floty i Zaćmienia. Na kombinezon quarianka narzucona jest kamizelka (bądź według niektórych tunika) w pasującym do kaptura kolorze. Głębokie wcięcie, biegnące od szyi, aż po talię spięte jest grubym, czarnym pasem z tradycyjną sprzączką w złotym kolorze, od którego odbiega niewielki skrawek przyczepiany do tuniki. Na nim zaczepione są dwa małe noże do rzucania. Poniżej kolan, nogi quarianki obleczone są w czarno-żółte sabotyny. Przez plecy, w warunkach bojowych przewieszony jest średnich gabarytów pas, zawierający w sobie sprytny zamek mechaniczny, dzięki czemu można do niego bez obaw przyczepić ciężką Wdowę. Jej głos jest minimalnie zniekształcony przez modulator. Ma on niską, przyjemną dla ucha barwę, choć niestety czasem pozbawiony jest emocji, przez co traci wiele na sowim uroku. Quarianka mówi z typowym dla swoich rodaków akcentem. Kiedy jest podenerwowana, lub szybko biegnie delikatnie utyka na prawą nogę, co jest pozostałością po dosyć ciężkim urazie tej kończyny, jakiego nabawiła się będąc jeszcze nastolatką.

Pod kombinezonem kryje się proporcjonalnie zbudowana, drobna dziewczyna. Mocne kości okrywają sploty silnych żylastych mięśni oraz odrobina tłuszczyku, skutecznie je maskująca. Ananthe posiada całkiem typowy zestaw kończyn, wraz z przyjemnym dla oka ciałem, przez co nie wyróżnia się zbytnio spośród co ładniejszych przedstawicielek swojej rasy. Z cech wyjątkowych posiada dużo zgrabniejsze dłonie niż u innych quarian, oraz dosyć szeroką bliznę biegnącą od prawej łopatki, do pośladków, oraz zestaw drobniejszych "zadrapań" na prawej nodze. O wiele bardziej uwagę przyciąga jej twarz. Owalną buzię okalają ciemno-niebieskie, wręcz czarne włosy. Niewielka grzywka przykrywa wyraźne brwi, nie zasłaniając jednak białych, delikatnie świecących oczu, z których chyba nigdy nie znika wyraz rozbawienia. Rozdziela je niewielki nosek, delikatnie zadarty nad pełnymi ustami. Ananthe ma tendencję do ciągłego przygryzania górnej wargi, przez co niejednokrotnie ją sobie poraniła. Całości tego obrazu dopełnia wąska, lekko zaokrąglona broda i do bólu normalna, zgrabna szyja.



Osobowość


W życiu zawodowym Ananthe nie ma miejsca na gniew, czy złość. Każdy jej ruch, czyn czy słowo są dokładnie przemyślane, czego wymaga jej praca. Nie znaczy to oczywiście że quarianka jest pozbawiona uczuć, jednakże nauczyła się je idealnie oddzielać od wykonywanej roboty (i walki), tak by obcy widzieli w niej czystą kompetencję i profesjonalizm. Jedynie grono bliskich przyjaciół zna jej prawdziwą twarz, która oparty jest na głębokiej empatii, ciętym języku i nietypowym poczuciu humoru,a także niekontrolowanych wybuchach emocji. Jeśli nie jest akurat w interesach, zawsze stara się zadbać o dobre samopoczucie i zdanie otaczających ją istot, o ile jej na nich zależy. W kontaktach z nimi jest to typ dyplomaty, który potrafi załagodzić nawet największa awanturę paroma celnymi uwagami. Jej ojciec zaszczepił w niej głęboką dumę z bycia quarianinem, ale również szacunek dla innych ras. Także jego zasługą było ukierunkowanie nadmiernej „żywotności córki” w stronę nauki. Zakorzenił w niej wielki głód wiedzy, który pomimo upływu lat nadal nie słabnie. Ananthe potrafi bardzo szybko zaaklimatyzować się w nowym otoczeniu, choć najlepiej czuje się w cichych, ustronnych miejscach z dala od większych tłumów. Często zdarza się jej posługiwać dosyć naukowym językiem, przez co nierzadko jej rozmówcy czują się delikatnie skołowani. Mimo iż łatwo zawiera nowe znajomości, trzeba sobie ciężko zapracować na jej zaufanie i przyjaźń.


Historia


Rodzice i dzieciństwo:


Czasami los jest w stanie obdarować największym skarbem, by po chwili zabrać wszystko co uważaliśmy za nasze.... Tak też było z ojcem Ananthe, głównym mechanikiem Yaski, Orisem'Viroccum vas Yaską. Nim opadł pierwszy uścisk radości, jaki wywołały narodziny upragnionej córki, ślepy traf postanowił zabrać mu ukochaną żonę, którą zmogła utrzymująca się od wielu dni infekcja. Pomimo żałoby, nawału obowiązków i problemów zdrowotnych Oris postanowił dać swojemu dziecku najlepszy możliwy start w życiu, oraz wychować ją w miarę swoich możliwości. Jeszcze jako niemowlę, Ananthe przeszła parę operacji genetycznych, które pozwoliły na wyleczenie chorób odziedziczonych po swojej matce. Choć nie było tego wiele, to na standardy socjalistycznej Wędrownej Floty można mówić o dużym szczęściu i zainteresowaniu lekarzy jej życiem.
Ponieważ nikt nie może próżnować we Flotylli, nawet samotny ojciec, Oris gdy tylko jego pociecha podrosła na tyle by móc poruszać się bez niczyjej pomocy, zabierał córeczkę w specjalnie dla niej skonstruowanej kuli, ze sobą do pracy gdzie uczyła się ojcowskiego fachu, i w coraz bardziej żywiołowy sposób manifestowała swoją obecność. Choć główny mechanik był quarianinem cierpliwym i nad wyraz spostrzegawczym, nie zawsze potrafił upilnować swojej córki, przez co niejednokrotnie lądowała w szpitalu, z mniejszymi lub większymi urazami i zakażeniami.
Momentem przełomowym w jej wczesnej młodości był wypadek, jaki przeżyła po rozpoczęciu rytuału przejścia na dwa lata przed pielgrzymką, gdy otrzymała swój pierwszy kombinezon (obecny egzemplarz wykonała w trakcie pielgrzymki). W trakcie ucieczki przed pomocnikami ojca, z typową młodzieńczą brawurą spróbowała przeskoczyć nad dosyć sporym otworem prowadzącym do mechanizmów uzdatniających wodę. Choć siły jej nie zbywało, skok zakończył się równie szybko jak zaczął, to znaczy uderzeniem głową o rurę wystającą ze ściany. Następne chwile, oraz parę kolejnych dni były dla niej tylko przebłyskami, przerywanymi ciemnością i bólem. Jak się później dowiedziała po swoim niefortunnym skoku spadła prosto w przepaść cudem unikając poszatkowania przez maszyny, by zatrzymać się na jednej z półek kontrolnych łamiąc prawą nogę i parę żeber. Przez następny rok przechodziła powolną rehabilitację. Okres ten znacząco zmienił jej charakter; z wesołego, roztrzepanego łobuza zaczęła formować się dzisiejsza Ananthe. Aby złagodzić jej niemożliwość ruchu, Oris zaczął znosić jej widy, pliki i wszelkie e-książki do jakich miał dostęp. Delikatnie zachęcając rozbudził w córce niepohamowany głód wiedzy, który napędza ją do dziś.


Pielgrzymka


Mając siedemnaście lat odmieniona Ananthe opuściła flotę, aby przejść rytuał dojrzewania jakim jest dla quarian Pielgrzymka. Dzięki cichej pomocy ojca „wysadzono” ją w porcie kosmicznym, z którego miała wykupiony lot na Cytadelę, mając na koncie parę set kredytów, a w torbie stary model Shurikena. Pierwsze miesiące, mimo takiego przygotowania, okazały się dla niej niezwykle trudne. Nowe środowisko, nieprzyjaźni i często wrogo nastawieni obcy i „pracodawcy” którym zależało tylko na niewolnikach były jednymi z wielu kłopotów jakie napotkała. Niesamowitym zrządzeniem losu wygłodniała, bezrobotna i mocno pobita trafiła na schody serwisu elektronicznego, którego właścicielem był jej rodak, znany powszechnie jako Tonk. Po wysłaniu go na przymusową separację od floty, za incydenty z oprogramowaniem gehtów czuł głęboką urazę do swojej rasy, to coś w widoku wycieńczonej rodaczki musiało poruszyć jego serce. Sam się sobie dziwiąc zaprowadził ją do szpitala, a potem po dłuższych rozmowach, upewniwszy się że nie będzie sprawiać mu problemów zatrudnił na miesiąc. Z czasem pomiędzy szorstkim wygnańcem, i naiwną quariańską młódką zrodziła się nić przyjaźni. Po ponad roku ciężkiej, ciągle przedłużanej pracy zaoszczędziła dosyć pieniędzy by kontynuować swoją wędrówkę, jednak pozostała w warsztacie staruszka jeszcze przez kolejne sześć miesięcy, uzupełniając swoją wiedzę i doglądając starego weterana. Przez następny kwartał zajmowała się pracą dla pomniejszych przedsiębiorców i handlarzy, by zdobywszy odpowiednie referencje zostać zatrudnionym jako jeden z inżynierów w zakładach Ariake Technolgics. Choć rzadko wspomina o tym okresie, z urywków jakie wyjawiła można wywnioskować, iż jej umowa o pracę, została sformułowana w nietypowy sposób. Została spisana przy udziale dwóch prawników z jej strony, co praktycznie wyczerpało fundusze Ananthe. Zawierała ona następujące klauzule: miała pracować przez cztery lata, z czego dwa, wykonując najcięższe prace, prawie zawsze pracując za trzy a nawet cztery osoby. Jej dniówka wynosiła w tym okresie ponad dwanaście godzin, a w zamian otrzymywała tylko kąt do spania i miskę pasty. Najmniejszy błąd, uchybienie czy usterka przez nią spowodowana miała zakończyć się jej wywaleniem na bruk. Zastanawiająca była ta sytuacja, w momencie gdy Ananthe dysponowała środkami i wiedzą pozwalającą na kontynuowanie pielgrzymki, i życia w dużo lepszych warunkach. Choć przez pierwsze miesiące cała załoga traktowała ją gorzej niż psa, a parokrotnie nastawano na jej życie w końcu udało się wszystkim osiągnąć pewien status quo, a z czasem zdobyła tam parę w miarę życzliwych dusz. Zagadkę takiego obrotu sprawy, rozwikłał wysłany w 2179 dosyć szeroki list rekomendacyjny, do uczelni powiązanej z firmą. Choć system społeczno-ekonomicznego traktuje quarian jak obywateli drugiej kategorii, Instytut Lawrenca nie mógł sobie pozwolić na ignorowanie wytycznych od chlebodawcy. Z pewnością rektor wyolbrzymił sprawę, a w wypadku odmowy ulżyłoby nie tylko uczelni ale i Ariake, która zawsze mogłaby zakryć się dokumentem poświadczającym o wywiązaniu się ze swojej części umowy. Jednak na szczęście sprawę zbyto komentarzem " To przecież quarianin wywalimy ją po pierwszym roku". Dzięki tym słowom spełniło się również jedno z pragnień Ananthe; została przyjęta na wydział inżynieryjny uczelni w okręgu Kithoi. W pracy jej stan poprawił się również z dnia na dzień: dniówka spadła do regulaminowych 8 godzin, zaś jej pensja wzrosła z pasty do całkiem racjonalnej liczby kredytów. Nie rozwodząc się zbytnio pomimo uprzedzeń części wykładowców i egzaminatorów udało jej się ukończyć studia na tej niekoniecznie prestiżowej uczelni, a także w późniejszym okresie, dzięki wiedzy tam nabytej zostać jednym z poważniejszych specjalistów od kamuflażu taktycznego i maskowania. Tam również poznała swoją pierwszą, acz nad wyraz krótką miłość-> Nae. Ananthe poznała młodą asari w trakcie wykładu dot. zastosowań zakrzywionej przestrzeni powstałej w wyniku użycia efektu masy. Choć nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, dziewczyny miały się wyraźnie ku sobie, co dało o sobie znać w następnych miesiącach, kończąc się typowy dla tego wieku sposób czyli w łóżku. Kwitnący związek został jednak przerwany przez powrót Nae na Thesię, gdzie musiała się zająć sprawami rodzinnymi, w tym wybrykami swojej siostry Ardat-Yakshi. Choć się już więcej nie spotkały do dziś utrzymują ze sobą kontakt poprzez extranet. Jedynym jeszcze wypadkiem wartym upamiętnienia z tego okresu była jej praca końcowa, którą wystawiła już po 4 latach nauki. Choć merytorycznie byłą perfekcyjna, żaden z promotorów nie chciał o niej nawet słyszeć. Zrozpaczona quarianka, była już bliska porzucenia studiów gdy pomoc nadeszła w dosyć nieoczekiwanej postaci. Jeden z wykładowców znalazł się w ciężkich problemach finansowych i nie mógł oczekiwać na żadną pomoc od swoich kolegów z pracy, gdyż powszechnie znano go jako ostatniego gbura i chama. Ananthe zawarła z nim ściśle biznesową umowę: w zamian za jej zaoszczędzone fundusze, a także 95% jej pensji profesor miał zostać jej promotorem.
Po zdaniu ezgaminu i odejściu z uniwersytetu Ananthe zaczęła podróżować wraz z najemnikami (głównie Błękitnymi Słońcami i Zaćmieniem) i statkami handlowymi, doskonaląc swoje umiejętności i wykorzystując je w bardziej praktyczny sposób. W trakcie tych eskapad poznała również Pawła Dukaja, eks-żołnierza przymierza, z zamiłowania nożownika i fatalnego śpiewaka, z zawodu najemnika Błękitnych Słońc, a także swojego najbliższego przyjaciela. Od niego nauczyła posługiwać się bronią białą, palną, oraz pięknie fałszować, pić turiańską odmianę wódki i kląć jak prawdziwy mieszkaniec Ziemi. W zamian wyposażyła go kamuflaż taktyczny własnego projektu i umilała mu rozmowami długie godziny lotów. Od niego również dostała na urodziny chyba najbardziej nietypowy prezent w życiu: paczkę mocnych dragów i archaiczny wręcz egzemplarz Modliszki, której największą zaletą było to że jeszcze nie zabiła właściciela. No cóż, prezentów i przyjaciół się nie wybiera. Spędzając długie godziny nad tą bronią Ananthe wymieniła w niej prawie wszystko, włącznie z obudową, powoli doprowadzając ją do stanu używalności. Choć karabin ten nigdy nie odzyskał pełnej mocy pocisków, wyposażony jest w wytrzymalszy i prostszy mechanizm optyczny, dwie „nóżki” ułatwiające celowanie i tłumik dzięki któremu strzelec nie naraża się na tak szybkie wykrycie, jak w wypadku autoryzowanych kopii. Broń ta jest minimalnie cięższa i ma delikatnie słabszą siłę wystrzału.
W wieku 26ciu lat zatrzymała się w małej turiańskiej kolonii na obrzeżach Hades-Gamma. Zatrudniona tam jako jeden z inżynierów pomocniczych powoli odpoczywała i dystansowała się do tego co przeżyła. Dopadł ją również nieodzowny towarzysz uchodźców: tęsknota. Mimo przyjemnego życia i stabilności coraz częściej wracała myślami do Flotylli i swojego ojca. Z drugiej strony jednak „zapuściła korzenie”, zawarła znajomości i czuła się spełnione. Na nieszczęście z impasu wyrwał ją punktowy atak Cereberusa, który kompletnie zaskoczył wszystkich mieszkańców. Pomimo świetnej obrony napastnicy wdarli się na teren osady, by zająć centrum ochrony i niewielki instytut badawczy zlokalizowany na obrzeżach miasteczka. Wybiwszy do nogi ochronę, zmusili personel badawczy do przekazania kodów dostępu. W całym tym zamieszaniu nikt nie zauważył zniknięcia quarianki. Wdarłszy się do głównego hangaru, zaczęła gorączkowo hackować terminale bezpieczeństwa, by aktywować Mechy obronne. Gdy już prawie zaimplementowała ostatnie linie kodu, a firewall powoli upadał jeden z wrażych żołdaków wszedł przez niedomknięte przez nią drzwi. Wtem Ananthe poczuła mocne uderzenie w plecy, poprzedzone hukiem wystrzału po którym powoli osunęła się na podłogę. Ostatnim zrywem włączyła roboty, po czym osunęła się w ciemność.
Dzięki jej działaniu udało się odeprzeć wroga, choć koloniści ponieśli ciężkie straty. Jak się okazała kompleks ten miał budowę wielopoziomową, a na samym dnie prowadzono intensywne badania nad zminiaturyzowanymi reaktorami piezo. Choć Cerberus dokładnie wiedział czego szuka, nie był przygotowany na zabezpieczenia jakimi obłożono prototypy. Gdy tylko oddalili się na ponad kilometr od zakładu wszystkie zrabowane przez nich egzemplarze uległy auto detonacji. Choć nie wiele można zarzucić turianom, nie przygotowali mechanizmów zapobiegających powstaniu reakcji łańcuchowej, którą wywołał jednoczesny wybuch prawie sześciu reaktorów. W jego wyniku powstała punktowa osobliwość, która implodując spowodowała zniszczenie większej części miasta. Z racji nocnej pory i gęstego zabudowania w obszarze wybuchu śmierć poniosło prawie 20% populacji liczącej ponad tysiąc osób. Młodą quariankę znaleziono dopiero po dwóch godzinach w kałuży krwi, gdy po przebrzmiałym wybuchu szukano ostatnich nieprzyjaciół na terenie niedotkniętym katastrofą. Choć na pierwszy rzut oka wydawało się że jest kolejnym trupem, dalsze oględziny okazały się dużo pomyślniejsze; cała posoka jaką była oblana, należała do żołdaka zabitego przez systemy obronne które aktywowała, zaś rana pleców uległa tylko częściowemu zakażeniu choć wymagała natychmiastowej pomocy.
Po prawie sześciogodzinnej operacji udało się wyciągnąć pocisk i odkazić ranę. Przez następny miesiąc quarianka powoli dochodziła do siebie w kolonijnym szpitalu, wraz z innymi rannymi. Choć jej czyn niewątpliwe uratował życie wielu badaczy oraz po części sam projekt ( napastnikom udało się zrabować tylko niewielką część obecnych tam przedmiotów), to turiańskie dowództwo nie mogło pozwolić sobie na to aby na terenie autarchii przebywała nie-turianka znający kody dostępu do obrony planetarnej. Dały znać o sobie również zadawnione uprzedzenia, rozbrzmiewające w głosach osób obarczających ją i jej rodaków za całą katastrofę. Dlatego też gdy tylko wyzdrowiała, oddano jej w ramach wdzięczności jedną z paru uszkodzonych korwet od dawna nieużywanych lotnictwo kolonii i uprzejmie kazano się wynosić.



Powrót i czasy obecne


Choć z ciężkim sercem, Ananthe odeszła ze swojego dotychczasowego domu i udała się w drogę powrotną do miejsca swych narodzin. We flocie potraktowano ją z zaskoczeniem i dystansem, jak osobę od dawna uważaną za zmarłą, co poniekąd było prawdą gdyż ze starej Ananthe zostały tylko wspomnienia i głos. Niestety, zastała tu takie same zgliszcza jakie opuściła. Podczas gdy jej kolonię zniszczył jeden oddział, na jeden z dokonujących napraw statków Flotylli napadł inny statek Cerberusa. Choć zagrożenie zostało odparte, quarianie ponieśli niewielkie starty. Niestety jedną z ofiar ataku był również jej ojciec, który znalazł się o nieodpowiedniej godzinie w obleganej części okrętu. To wydarzenie ją załamało, przez wiele tygodni nie odzywała się do nikogo, mechanicznie wykonując swoje zadania. Zdawało się że już nic nie wyrwie jej ze stuporu, gdy nagle pewnego dnia z werwą jakiej nie widziano u niej od lat, spakowała się, zabrała jedyną pamiątkę jaka jest została po ojcu (stalowy sztylet, który Oris zdobył w czasie swojej pielgrzymki, wygrywając w karty [w niekoniecznie uczciwy sposób ] od jednego z żołnierzy Przymierza Układów), po czym udała się do admirała dowodzącego okrętem prosząc o pozwolenie na naprawę statku i opuszczenie Wędrownej Floty na czas nieokreślony. Acz niechętnie, po ostatnich wypadkach, dowódca zgodził się na jej propozycje, pod jednym warunkiem: miała uzupełnić wiedzę floty o to czego się nauczyła, i stawać na każde jej (floty) wezwanie, oraz przekazywać wszystkie dane jakie zbierze w trakcie swojego śledztwa.
Wywiązawszy się z pierwszej części warunku bez większej zwłoki zabrała się za naprawę swego pojazdu, by w 28 urodziny opuścić flotyllę. Miała nowy cel w życiu: pomścić ojca i na zawszę wyeliminować zagrożenie jakie dla jej rasy, oraz każdej innej stanowiła organizacja Cerberus.







Ekwipunek i statystyki
Karta Statystyk

Środek Transportu

Eboracum

Jest to mała turiańska fregata typu „L: klasy „Inkwizytor”. Maszyny tego typu zostały wycofane z użycia prawie 30 lat temu, z racji mocno awaryjnego napędu piezo, jednak do dziś niektóre kolonie i grupy najemników korzystają z nich, ze względu na nieprzyzwoicie wręcz wytrzymały wielowarstwowy pancerz ablacyjny, bardzo dobre generatory tarcz wzmocnione o punktowe wzmacniacze, generujące dodatkowe pole ochronne tuż nad poszyciem i niewielkie rozmiary klasyfikujące go tak naprawdę jako mogącą pomieścić trzy osoby hybrydę myśliwca, fregaty i miniaturowej twierdzy. Niestety dodatki te okupione zostały małą zwrotnością i stosunkowo słabym uzbrojeniem. Model posiadany przez Ananthe znacząco odbiega od standardów turian. Opływowe kształty zastąpione zostały przez bardziej praktyczne ostre krawędzie, dzięki czemu znacząco odciążono tą maszynę, nie obniżając właściwości obronnych. Przestarzałe silniki i napęd piezo wymieniono na kapkę nowsze modele ARM/300 produkowane przez Salarian, dzięki czemu Eboracum może spokojnie stawać w wyścigach z średniej klasy korwetą. Zamontowano w nim również nowoczesne systemy hamulcowo-operacyjne DX-480 turiańskiej produkcji, dzięki czemu drastycznie poprawiono jego możliwości manewrowe. Pozwoliło to również na poszerzenie możliwości manewrowych o pionowy start i lądowanie. Stare uzbrojenie zastąpiono dwoma nowoczesnymi działkami akceleratorów masy, (wystrzeliwujących pociski wielowarstwowe, dla zmaksymalizowania zniszczeń,) i starym modelem GARDIANA wyciągniętym gdzieś z quariańskich złomowisk. Choć ma on tendencję do częstego zacinania się, obsługuje amunicję o dużo większej sile przebicia niż standardowe wersje, a także posiada domontowane generatory impulsów EMP krótkiego zasięgu, bazujące na jednorazowych ogniwach energetycznych. Ponad to statek wyposażono w antyczne wręcz, lekkie ,sprzężone miny zbliżeniowe Jerycho, kupione za bezcen w okolicach Omegi. Pomimo małego pola rażenia, oraz kiepskich detonatorów, świetnie nadają się na zastawienie małej pułapki, czy opóźnienie pościgu w szczególności że w porównaniu do nowoczesnych wersji wystrzeliwana jest ich prawie trzy-czterokrotnie więcej.Okręt ma również jedna bardzo nietypową dla quarian właściwość: został ulepszony, wbrew oficjalnym zaleceniom floty w archaiczny terminal kwantowy (wielokrotnie przebadany i naprawiany, jednak w końcu uznany za bezużyteczny i nienadający się nawet do sprzedaży), odziedziczony po poprzednim właścicielu jednego z niedawno "nabytych" okrętów, na który tymczasowo wgrana jest rozszerzona WI. Dodatek ten drastycznie zwiększył moc obliczeniową i możliwości adaptacyjne WI, czyniąc z niej nieocenioną pomoc w walce, kosztem nabycia przez rzeczone oprogramowanie dosyć irytujących tendencji do podważania rozkazów. Statek posiada również dodatkowe awaryjne ogniwa fuzyjne, wystarczające do skoku na długość dwóch lat świetlnych. Rdzeń WI, układy podtrzymywania życia, oraz najważniejsze podsystemy dodatkowo chronione są przez Siatkę Faradaya


Dodatkowe informacje:
Może to nikogo nie interesuje ale:
-Ananthe jest mańkutem
-Ponieważ jej organizm ma małe zapotrzebowanie na sen, które wyrobiła sobie w trakcie pracy dla Ariake, quarianka sypia maksimum 5 godzin dziennie
-Zna biegle angielski i polski (tak od swojego przyjaciela, choć nauka tego była stratą czasu, a mało kto się nim posługuje)
-Utyka na prawą nogę
-Po postrzale w plecy ma minimalnie ograniczone ruchy prawą ręką, co nie wpływa zbytnio na jej zdolności, chyba że jest bardzo rozemocjonowana
-Ma słabość do turiańskiej odmiany alkoholu, w szczególności drinków na bazie 45% bimbru
-W miarę dobrze dogaduje się z BS’ami
-Przezwisko nadał jej Paweł po pierwszym spotkaniu, kiedy to wpadł na nią zalewając jej dysk z plikami, które miała dostarczyć zleceniodawcy wrzątkiem. Skończyło się to mały ekscesem, w wyniku którego quarianka ciosała mu kołki na głowie wyzywając od najgorszych przez dobre paręnaście minut, a z braku wyzwisk w prawie każdym zdaniu powtarzało się to słowo. Koledzy Dukaja podchwycili te wyrażenie, a po paru tygodniach jakoś tak przylgnęło do Ananthe, w wyniku czego na większości planet znana jest pod tym przezwiskiem.
-Tak wiem że Bosh’tet znaczy mniej więcej skurwysyn, idiota, czy debil.
-Siostra Nae (Ardat Yakshi) została zabita przez Samarę, ale wcześniej nabruździła trochę uciekając z zakonu.
-Nie jest lesbijką, ale ma słabość do Asari
-Choć nie jest przyjacielem gethów (jak chyba każdy quarianin), nie ma jednak uprzedzeń charakterystycznych dla jej rasy. Analizując historię doszła do wniosków iż obie strony były winne, choć to jej lud stał się ogniwem zapalnym i wykazał się niesamowitą wręcz krótkowzrocznością próbując ułatwić sobie życie za pomocą SI, którą potem próbował eksterminować.
-Na chwilę obecną znajduje się w okolicach Cytadeli poszukując śladów Cerberusa.
-Posiada specjalną kartę wystawioną przez SOC, uznającą ją za stałego mieszkańca Cytadeli, i pozwalająca na częściowe ominięcie kontroli celnej oraz wnoszenie jej zestawu ostrzy na teren stacji.




Rozegrane Misje:


I.
Nazwa misji: Specjalna przesyłka
Zleceniodawca: Ariake Technologies
Miejsce misji: Cytadela
Cel: Dostarczenie przesyłki
Zabójstwa: Nie dotyczą
Czas misji: Dwie godziny
Początek: Sklep Omnitronik

II
Nazwa misji: Operacja Archanioł
Zleceniodawca: BS'y i Zaćmienie
Miejsce misji: Omega
Cel: Dostarczenie przesyłki
Zabójstwa: 2 (najemnicy)
Czas misji: Dzień
Początek: Obóz Zaćmienia
Ostatnio edytowano 3 lut 2014, o 15:32 przez Ananthe’Viroccum vas Eboracum, łącznie edytowano 20 razy
ObrazekObrazek

Jeśli piszesz do mnie, używaj rodzaju męskiego, jeśli do Ananthe, rodzaju żeńskiego.

Ananthe’Viroccum vas Eboracum

Avatar użytkownika
 
Posty: 312
Dołączył(a): 23 mar 2013, o 22:40
Lokalizacja: Złotoryja
Miano: Ananthe vas Eboracum
Wiek: 28
Klasa: Szpieg
Rasa: Quarianka
Zawód: Najemnik
Postać główna: Ananthe'Viroccum vas Eboracum
Status: Członek Zaćmienia Pierwszego Stopnia
Kredyty: 1.200
Medale: 3
Sabotażysta (1) Medal za długą służbę (1) Operacja Archanioł (1)

Powrót do Baza danych

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość