Baza danych to dział, do którego wklejamy nasze karty postaci z tym, że w tym przypadku jesteśmy w stanie je dowolnie zmieniać, aktualizować i dopisywać w historii z biegiem czasu nowe wydarzenia.

Zeervus Xanthus Haazheel

19 wrz 2013, o 22:48


Miano: Zeervus „Zeer” Xanthus Haazheel
Wiek: 25.07.2161, 25 lat
Rasa: Turianin
Płeć: Mężczyzna
Specjalizacja: Żołnierz
Przynależność: Hierarchia Turian
Zawód: Porucznik 60. Dywizji Desantowej



Aparycja:
Pierwszą rzeczą rzucającą się w oczy osobom postronnym jest kolor skóry Zeervusa. Białe lico bowiem, z jednej strony podkreśla niebieskie oczy syna Invictusa (jeżeli oczywiście ktoś zwraca na to uwagę), ale również sprawia, iż nietrudno odnaleźć go w tłumie, zwłaszcza przy działaniu lampy ultrafioletowej. Twarz turianina pokryta została rozległym tatuażem w kolorze morskim, zdradzającym innym pobratymcom jego pochodzenie. Ciekawostką anatomiczną u Zeervusa jest, iż w przeciwieństwie do większości mężczyzn swojej rasy, wyrostki na głowie Haazheela są dłuższe i odbiegają od standardów. Anatomia żuwaczek natomiast nie odchodzi od palaveńskiej normy.

Zeervus mierzy 190 cm wysokości, co wśród jemu podobnych jest raczej normalnym wzrostem. Kwestia odzienia zależy natomiast od sytuacji w jakiej Haazheel się aktualnie znajduje. Będąc na przepustce szczupłe, wysportowane ciało turianina odziane jest zwykle w błękitny odpowiednik ludzkiego garnituru sportowego z czarnymi akcentami. W czasie służby natomiast mężczyzna nosi granatowy mundur, którego pagony wskazują rangę porucznika. Jak każdy żołnierz wyposażono go również w standardowy, czarno-żółty pancerz, którego jedyną dekoracją jest wymalowany na ramieniu biały herb 60-tej Dywizji Desantowej.

Osobowość:
Zeervus na pierwszym planie stawia przede wszystkim interes Hierarchii i honor rodziny. Zdaje on sobie sprawę, że każdy popełniony przez niego czyn wpisuje się w historię jednostki wojskowej, w której służy. W przyszłości bowiem kolejni bohaterowie 60-tej Dywizji poddadzą ocenie jego wysiłki, traktując mieszkańca Invictusa jako godnego podziwu bądź skazanego na potępienie. Oprócz perfekcyjnego wykonywania rozkazów zwierzchników, Zeervus stara się również zadowolić ambitnego ojca, uspokoić troskliwą matkę, a także zaspokoić ciekawość swojego młodszego rodzeństwa. Dla przełożonych zatem wczuwa się w rolę obywatela idealnego, dla rodziny natomiast przybiera postać ukochanego syna i starszego brata.

Przy takiej rozbieżności ról do wypełnienia można się zastanowić, jaki jest prawdziwy Zeervus? W czasie służby podwładni uważają go za surowego przełożonego, karzącego ojca, czasem jako wymagającego nauczyciela. Nigdy jednak Haazheel nie oczekuje niemożliwego, a jedynie solidnego wykonywania powierzonych zadań i obowiązków. W czasie wolnym natomiast, Zeervus jednak staje się "jednym z nich", zwykłym zmęczonym żołnierzem, osobą z którą można spokojnie napić się piwa i porozmawiać o problemach. Oddział jest dla niego jak druga rodzina, a dobry dowódca powinien budzić zarówno respekt jak i zaufanie swoich towarzyszy broni. Nierzadko zdarza mu się również ironizować, czy żartować z kompanami. Dobry dowódca powinien bowiem odpowiednio rozkładać ciężar pomiędzy stawianymi wymaganiami, a dobrym traktowaniem swoich ludzi, do czego Zeervus stara się nawiązywać.

W stosunku do "Obcych", w tym również nieznanych osób, kodeks i wychowanie oficerskie nakazują Zeervusowi być miłym i uprzejmym, do czego ten się stosuje, choć oczywiście zdarzają się wyjątki. Haazheel przede wszystkim darzy podejrzliwością, krogan i polityków. Młodzieniec uważa mieszkańców Tuchanki za dzikie bestie, choć w pewnym sensie traktowanie to jest spowodowane osobistymi doświadczeniami z osobnikami tej rasy. Nieufność do polityków natomiast wmieszana jest w kulturę jego rasy. "Gołe twarze" bowiem mają wiele do ukrycia, a ich intrygi nierzadko odbiegają od dobra publicznego, czy interesu Hierarchii. Warto odnotować również niecodzienny stosunek Porucznika do przedstawicieli Ludzi i Przymierza. Pomimo iż dzieci Palavenu odnoszą się do nich co najmniej nieufnie, Zeervus traktuje ich bardzo pobłażliwie. Mieszkańcy Ziemi są bowiem dla niego jak małe dzieci, dopiero raczkujące w niebezpiecznej Galaktyce. Jak to jest zwykle z niemowlakami dorośli powinni im pozwolić na nieskrępowane odkrywanie "świata". Z drugiej strony dobry rodzic winien potrafić postawić na swoim i nie doprowadzić do tego, aby "dziecko" weszło mu na głowę. Młodzi członkowie Społeczności Galaktycznej powinni bowiem pamiętać o swoim miejscu w szeregu, nawet jeśli przewodzą Radzie Cytadeli.

Historia:
Invictus… jedna z ciekawszych planet znajdujących się pod kontrolą Hierarchii Turian. Historia jej kolonizacji była obarczona wieloma smutnymi chwilami, jednakże obecność potężnych złóż aluminium i srebra powodowały, że objęcie tego pustkowia byłoby kluczowe dla rozwoju rasy palaveńskiej. Invictus jest dość specyficzny klimatycznie albowiem znaczna jego powierzchnia pokryta jest pustynią. Równik natomiast stanowi swoistego rodzaju „pas tropikalnej zieleni” zarówno pięknej, jak i morderczej. Jednakże kapitan piechoty Julius Haazheel, emerytowany żołnierz i jego żona Pathra mieli na tyle rozumu, aby osiedlić się w niewielkiej kolonii Rhuta położonej w kole podbiegunowym planety, a zatem daleko od niebezpieczeństwa chorób i dzikich zwierząt. Niewielka osada na obrzeżach planety miała jednak swoje plusy, a najważniejsze to spokój i cisza. Miejsce wręcz idealne do wychowania ich dziecka, Zeervusa.

Ojciec Zeer’a miał jeden cel. Sprawić, żeby jego syn stał się idealnym żołnierzem, który zajdzie wysoko w merytokracji. W pewnym sensie emeryt wojskowy realizował przez to swoje ambicje. Julius Haazheel jako kapitan miał swoją własną fregatę i oddział wiernych druhów, którzy go respektowali. Służąc wiernie w 60. Dywizji Desantowej wróżono mu stopień generała oraz wysoką pozycję w Hierarchii. Jednakże w wyniku wypadku przy potyczce z najemnikami Krwawej Hordy atakującymi konwoje dostaw na Invictusa, a zwłaszcza z jednym kroganinem, Julius Haazheel odniósł ciężkie rany. Stracił oko, lewą rękę, miał pogruchotane kości. W ogóle miał szczęście, że przeżył. Rekonwalescencja była na tyle długa, iż nie mógł on już skutecznie dowodzić swoimi ludźmi. W konsekwencji wpłynęło to na jego samopoczucie. Julius marzył o karierze wojskowej, którą bezpowrotnie odebrała mu jakaś dzika kupa mięśni i pancerza. Wobec tego, kiedy narodził się jego pierworodny, ten uznał iż syn spełni jego marzenia jak i rodzinny obowiązek. Haazheelowie bowiem wiernie służyli w 60. Dywizji od czasów Wojny Zjednoczeniowej, a w kronikach tej jednostki znajdowały się zapiski bohaterskich czynów jego dziadów i pradziadów. Żaden z nich nie został jednak oficerem, a Julius jako pierwszy doszedł tak wysoko.

Kiedy Zeervus urósł na tyle, aby móc utrzymać broń, emerytowany oficer rozpoczął swój „program szkoleniowy” przygotowany specjalnie dla potomka. Wpierw Julius stworzył na pustyni strzelnicę, gdzie ojciec i syn mogli się odprężyć poprzez strzelanie do pustych butelek. W ruch poszedł najpierw pistolet, a na końcu karabin myśliwski. Kiedy młody turianin obszedł się z bronią, kolejnym krokiem były wspólne polowania na miejscową zwierzynę. Zeer umiał już na tyle posługiwać się ojcowskim arsenałem, że wiedział który koniec mógł zabić i jak nie odstrzelić sobie palców, czy głowy. Polowania jednak musiały wykreować w dziecku nowe umiejętności. Nie jest sztuką bowiem „zabić” butelkę, a odnalezienie zwierzyny po śladach, sztuka zanęcania oraz ustrzelenie ruchomego celu czyniły młodego turianina w prymitywny sposób mężczyzną. Żołnierza to z niego nie zrobiło, jednakże umiejętności te mogły się w przyszłości przydać. Ostatecznie, kiedy młodzieniec miał już 13 lat, Julius skierował go do miejscowego garnizonu na pomocnika. W porównaniu do tego co dotąd robił, Zeervus musiał podporządkować się innym osobom. Co prawda chłopak wykonywał prace typu „przynieś-podaj-pozamiataj”, miał on dostęp do zaawansowanego (jak na garnizon mniejszej, pogranicznej kolonii) asortymentu bojowego. Technologia w koszarach była o wiele bardziej nowoczesna niż przedpotopowy pistolet Juliusa pamiętający Wojnę Pierwszego Kontaktu, czy też wysłużony karabin myśliwski. Niektórzy strażnicy pozwalali młodemu nawet dotknąć broni, czy postrzelać na strzelnicy, o ile dobrze się sprawował. Dzięki takiemu rozplanowaniu zajęć swojemu dziecku, Julius Haazheel miał pewność, że jak Zeervus będzie odbywał szkolenie wojskowe, to może zainteresuje się karierą wojskową i podtrzyma rodzinną tradycję. Choć z drugiej strony wojaczka i tak tkwiła w jego kościach i DNA. Wystarczyło nim zatem tylko odpowiednio pokierować.

W wieku 15 lat jak każde turiańskie dziecko, Zeer musiał odbyć obowiązkowe szkolenie wojskowe dla młodych obywateli na stacji kosmicznej Kiliax, służącej za centrum szkoleniowe dla potencjalnych rekrutów w tym sektorze. Dość szybko okazało się, że Haazheel potrafił więcej niż inni rekruci, lecz instruktorzy zawsze utrzymywali go na właściwym poziomie, nierzadko kopniakiem czy ostrym słowem. W Centrum Szkoleniowym poborowi zostali podzieleni na trzyosobowe oddziały, którymi opiekował się konkretny instruktor, a raczej nadzorował ich. Do drużyny Zeervusa przydzielono dość ciekawe indywidualności. Gellin Portavius, syn polityka z Shastinasio (stolicy Invictusa), którego ego nie pomieściłaby chyba cała Galaktyka oraz Livia Tornax, cicha dziewczyna z zadatkami na dobrego inżyniera. Na początku trudno było mówić o jakimkolwiek dogadywaniu się między młodymi. Zeervus najczęściej spędzał czas wolny na strzelnicy, szlifując swoje umiejętności, Livia szperała w jakimś złomie, badając go jakby była to najstarsza technologia protean, a Gellin podrywał wszystkie dziewczyny jakie napatoczyły mu się po drodze, nie zwracając uwagi na towarzyszy. Przełom między nimi nastąpił jednak dość szybko. Pewnego dnia karabin ćwiczebny Zeervusa zepsuł się. Gdyby przekazał go do Kwatermistrza to musiałby prawdopodobnie szorować za karę podłogi na całej stacji. Pomoc nadeszła z nieoczekiwanej strony, bo od cichej koleżanki, zawsze brudnej od smaru. Livia nie dość, że z łatwością zidentyfikowała i usunęła usterkę, to jeszcze pokazała mu jak uchronić się przed tym na przyszłość. Od tego czasu chłopak i dziewczyna zaczęli się lepiej dogadywać ze sobą. Z Gellinem sprawa była o tyle gorsza, że ten uważał się za najmądrzejszego i najwspanialszego. W końcu doprowadziło to do konfliktu, a Zeervus jak i młody Portavius postanowili rozwiązać swoje różnice zdań za pomocą pięści. Walka, ku zdziwieniu Haazheela zakończyła się chyba w rekordowo krótkim czasie. Syn Juliusa bowiem skończył na podłodze z obitą twarzą zanim zdążył wykonać jakikolwiek ruch. Okazało się, że chuderlawy pomiot polityka potrafił nieźle obić facjatę, a przy tym stwarzał pozory słabeusza. Umiejętności strzeleckie Portaviusa dawały jednak wiele do życzenia, co oświeciło bohatera tej historii. Haazheel zaprosił pozostałych członków drużyny i po długiej dyskusji ustalili, że w wolnym czasie będą wzajemnie się doszkalać. Tak więc Livia uczyła ich jak radzić sobie z awariami ekwipunku i jak w miarę sprawnie usunąć drobne usterki, Gellin pokazywał jak skutecznie walczyć wręcz, a Zeervus natomiast jak najwydajniej posługiwać się bronią palną, w sposób inny niż było to pokazane na szkoleniu. Owa strategia opłaciła się, podział na grupy nie był bowiem przypadkowy. Trójki zostały na zakończenie podane zostały szeregom testów, nie tylko fizycznych, ale również z wiedzy wojskowej i wspólnej kooperacji przy rozwiązywaniu problemów. Zeervus, Livia i Gellin zajęli zaszczytne miejsce w pierwszej piątce. Brakowało im wiedzy taktycznej i odrobiny dyscypliny, jednakże współpraca i zażyłość między nimi spowodowały, że zaszli bardzo wysoko.

Drogi trzech przyjaciół jednakże się rozeszły. Gellin wrócił na Invictus i został politykiem. Z tego co wiadomo Haazhelowi prowadził dobrą robotę, walcząc o rozwój planety. Livia założyła warsztat, jednakże koszarowy styl życia zasmakował jej na tyle, że w końcu zaciągnęła się do korpusu inżynieryjnego. Co do Zeervusa, jego dalszą ścieżkę kariery łatwo dało się przewidzieć. Po zakończonym szkoleniu poprosił dowództwo stacji o przydzielenie do 60. Dywizji Desantowej, aby móc kontynuować rodzinną tradycję. Jego prośba została rozpatrzona pozytywnie, ku radości Juliusa.

Przez 9 lat Zeervus wypruwał sobie żyły, aby zasłużyć na aprobatę swoich nowych towarzyszy broni. Jednakże siły dodała mu niespodziewanie pewna młoda osóbka. Od razu po zakwaterowaniu się w koszarach jednostki, młodzieniec otrzymał pilną wiadomość od ojca. Julius przekazał mu dwie szokujące wiadomości. Na początku oświadczył, że jest z niego dumny, coś czego nigdy mu nie powiedział, bo ten zwykle oczekiwał jeszcze większego wysiłku. Ostatnia natomiast była jeszcze bardziej zaskakująca, bowiem młodzieniec dowiedział się, że ma siostrę. Młoda Kyreen urodziła się niedługo po zakończeniu przez niego szkolenia na Kiliaxie, co jeszcze bardziej wprawiło go w zdumienie. Teraz nie tylko musiał być przykładnym turiańskim synem wojskowego, ale również odpowiedzialnym i troskliwym starszym bratem.

Rodzina Haazheelów miała ugruntowaną reputację w 60. Dywizji Desantowej, przez co dostało mu się nieźle w tyłek. Będąc członkiem tej rodziny musiał pracować o wiele ciężej niż zwykli rekruci. Niejeden raz kierowano go do kronik dywizji, aby lepiej poznał historię czynów swoich dziadków. Dodatkowo starsi oficerowie pamiętali jeszcze służbę jego ojca, przez co oczekiwania wobec niego były bardzo duże. W czasie ćwiczeń i misji jednakże był traktowany przez swoich współtowarzyszy jak równy z równym pomimo, iż najczęściej krzyczano do niego "Ej ! Świeżak !". Z czasem miało to się zmienić, 60. Dywizja ochraniała bowiem dostawy cywilne do kolonii, które chętnie atakowali piraci, zwłaszcza dostawy broni i medykamentów. Jego pierwsza misja była szczególna, ponieważ o mało nie został stratowany przez kroganina (widać, że nad jego rodem ciążyło fatum możliwości zostania poturbowanym przez jakiegoś osobnika rodem z Tuchanki). Na szczęście towarzysze broni z pomocą dużej ilości amunicji spacyfikowali przeciwnika, a Haazheel nie odniósł większych obrażeń. Był to jego chrzest bojowy. Wraz z kolejnymi zadaniami młodzieniec zdobywał coraz więcej doświadczenia stając się żołnierzem godnym chwały swoich przodków. W wieku 22 lat (2183 r.) Zeervus został awansowany na podporucznika. Z tej okazji dowódca jednostki przemieścił żołnierzy na Cytadelę, gdzie drużyna miała oczekiwać na kolejny transport do kolonii, jak również wykorzystać okazję do świętowania awansu ich młodego nabytku przy turiańskim ale'u i tancerkach. Niestety nigdy do tego nie doszło, a stacja zmieniła się w śmiertelną pułapkę.

Dwa dni po lądowaniu oddziału, Cytadela została zaatakowana przez gethów, dowodzonych przez Sarena. Zaczynała się sławetna Bitwa o Cytadelę, gdzie 60. Dywizja Desantowa miała odegrać swoją rolę. Kiedy platformy kontrolowane przez maszyny zaatakowały ludność cywilną, dowódca grupy, porucznik Marius Kolthus uznał, że priorytetem będzie trzymanie cywilów z dala od zagrożenia i wspomaganie Służb Ochrony Cytadeli. Policjant na Cytadeli często miał wojskowe przeszkolenie, nie można było ich zatem ignorować jako służb porządkowych i formacji zbrojnej. Turianie w krótkim czasie odnaleźli ufortyfikowany budynek mieszkalny, broniony przez "niebieskie mundury". W mgnieniu oka żołnierze oczyścili obszar z gethów zapewniając bezpieczeństwo zarówno SOC'istom, jak i ukrytym w budynku cywilom. Po chwili odpoczynku porucznik skierował jednostkę w głąb dzielnicy w celu odnalezienia ocalałych. Dowódca jednak popełnił straszliwy błąd, znamienny w skutkach. Okręg Bachjret głównie składał się z wąskich uliczek i oficer zamiast rozproszyć grupę, kazał żołnierzom trzymać się w zwartej formacji. Bez przestrzeni manewrowej platformy gethów miały ich jak na widelcu, a uzbrojone w rakiety maszyny szybko zajęły się dziesiątkowaniem zgrupowanego oddziału. Jako pierwsi w ogniu zginęli sierżant Valkus – zastępca dowódcy i porucznik Kolthus. Po ich śmierci nie było wyboru, turianie musieli coś zrobić, bo inaczej wszyscy by zginęli. Zdarzyło się wtedy coś nieoczekiwanego. Starszy szeregowy Haazheel przejmując dowodzenie kazał towarzyszom rozproszyć się i wycofać na osłonięte pozycje. Nie dało się bowiem ukryć, że gethy z nieludzką precyzją ściągały na nich śmierć. Jedynie garstka zbrojnych wydostała się z morderczego kotła. Z piętnastoosobowej drużyny pozostały trzy osoby. Gdyby jednak tam pozostali, kto wie, czy wtedy którykolwiek z nich, by uszedł z życiem. Teraz aby przetrwać, mężczyźni musieli wrócić do fortyfikacji SOC-u, dwa kilometry od ich pozycji. Aby tego dokonać Zeervus musiał przywołać wszystkie umiejętności, których nauczył go ojciec podczas polowań. Do bezpiecznej strefy mieli niedaleko, jednakże natężenie wroga na metr kwadratowy było dość spore. Żołnierze musieli czasem przez wiele minut czekać bez ruchu, aż oddział przejdzie w bezpiecznej odległości. Zdarzało się również, iż sytuacja pozwalała na szybką eliminację pojedynczych platform maszyn. Zamiast drzew i kamieni ich ochroną musiały stać się zrujnowane budynki. Stosując się do powyższej taktyki, ludzim Zeervusa udało się dotrzeć do bezpiecznych pozycji, gdzie odpoczęli. Reszta potoczyła się bardzo szybko. Turianie stali się mimowolnie świadkami historycznych wydarzeń, takich jak zniszczenie Suwerena, czy śmierć Rady Cytadeli. Pod koniec tego chaosu, żołnierze ochotniczo wzięli udział w oczyszczeniu Stacji z pozostałości gethów. Najważniejszym jednak obowiązkiem było odnalezienie i zabranie ciał poległych towarzyszy z powrotem na Palaven, aby ich heroiczna śmierć została wpisana w kroniki 60. Dywizji.

Po powrocie i pochowaniu zmarłych, oficerowie uznali, że owa garstka ludzi przetrwała jedynie dzięki determinacji Zeervusa. W uznaniu za jego "bohaterski wyczyn" Haazheel został skierowany do przejścia szkolenia i po jego pozytywnym ukończeniu, awansu na porucznika. Dowódcy stwierdzili, iż czyn młodzieńca wskazywał, iż miał on w sobie ukryty potencjał, któremu należało dać szansę wykiełkować. Decyzjom takim nie powinno się sprzeciwiać, jednak syn Juliusa nie uważał tego za coś wyjątkowego, a zwłaszcza godne nadania stopnia oficerskiego. Po krótkiej rekonwalescencji z odniesionych ran, Zeervus został skierowany do Akademii Wojskowej na Palavenie, gdzie wśród najlepszej kadry miał odbyć szkolenie oficerskie. Po roku intensywnych ćwiczeń i wykładów, mężczyzna ukończył program jako porucznik 60. Dywizji Desantowej. Zanim jednak turianin powrócił do swoich obowiązków, Zeervus wrócił na Invictusa, do jego rodzinnej kolonii Rutha, gdzie w końcu po wielu latach spotkał się z ukochanym ojcem i matką… jak również poznał osobiście młodszą siostrę. Dopiero po miesiącu urlopu, spędzonego wśród bliskich turianin powrócił do jednostki, gotowy na nowe zadania.



Ekwipunek: M8-Mściciel
Środek transportu: Brak

Dodatkowe informacje:
- Oficjalnie uznaje się go za weterana Bitwy o Cytadelę, jednakże nie chwali się tym zbytnio. Całą sytuację, która tam miała miejsce pamięta inaczej i w jego mniemaniu nie czyni go to weteranem w najmniejszym stopniu.
- Utrzymuje nadal kontakt ze swoimi towarzyszami z czasów szkolenia na Stacji Kiliax: Livią Tornax i Gellinem Portaviusem.
- W koszarach trzyma zdjęcie swojej młodszej siostry, Kyreen.
- Jak każdy wojskowy jest w pewnym stopniu pedantem, lubi jak jego rzeczy są sprawne, schludne i na odpowiednim miejscu.
- Ma dużą awersję do krogan (taka rodzinna przypadłość).
- Jego rodzina służy w wojsku od czasów Wojny Zjednoczeniowej.
ObrazekObrazek
Zeervus Haazheel

Avatar użytkownika
 
Posty: 104
Dołączył(a): 14 wrz 2013, o 17:08
Miano: Zeervus Xanthus Haazheel
Wiek: 25
Klasa: Żołnierz
Rasa: Turianin
Zawód: Porucznik 60. Dywizji Desantowej
Postać główna: Zeervus Haazheel
Status: Weteran Bitwy o Cytadelę, Jego rodzina służy w wojsku od Wojny Zjednoczeniowej
Kredyty: 5.680

Powrót do Baza danych

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości