Baza danych to dział, do którego wklejamy nasze karty postaci z tym, że w tym przypadku jesteśmy w stanie je dowolnie zmieniać, aktualizować i dopisywać w historii z biegiem czasu nowe wydarzenia.

Cassius Pallatius

14 lip 2017, o 00:04

Dzień dobry, wszyscy umrzemy.


0696

MIANO Cassius Pallatius

DATA UR. 15.IV.2146

MIEJSCE UR. Kolonia Parthia

RASA Turianin

PŁEĆ Męska

OBYWATELSTWA Hierarchia Turian (VII poziom)

SPECJALIZACJA Inżynier

PRZYNALEŻNOŚĆ Hierarcha Turian/Społeczność Galaktyczna

ZAWÓD Wolny Strzelec/Doktor Inżynier/Ex-Porucznik



Wojskowa Akademia Techniczna Parthii - doktorat; szkolenie 26 Legionu Herbowego



Na pierwszy rzut oka nie różni się on od innych przedstawicieli swojej rasy. Wysoka i smukła sylwetka, pokryta szarą, twardą skórą o metalicznym egzoszkielecie. Chude ręce nalezą do tych niezwykle chwytnych, tak jak i całe sześć palców, które również są zwinne. Dwa palce u dolnych łap. Tutaj kończy się podobieństwo do większości turian, jako, że Cassius wyróżnia się swoim obyciem. Porusza się na swój sposób leniwie, dość ślamazarnie. Jego kroki są długie, przez co nie wygląda na aż tak wolnego, jednak brak mu sprężystości i wojskowego dryllu, tak bardzo obecnego wśród jego pobratymców. Wyjątkiem są sytuacje zagrożenia życia i walka, kiedy okazuje się, że Cassius posiada w sobie całkiem spore pokłady energii życiowej. Jego głos charakteryzuje się delikatną, acz stałą chrypką, która jest wynikiem niefortunnego wypadku. W ubraniach zaś Pallatius jest prosty, nosi się w czerni i granacie, ciemne kolory idealnie podkreślają ból jego istnienia. Pancerz również jest utrzymany w kolorze czarnym.
Wzrost i waga:198cm, 88kg
Skóra/karapaks: Szorstka i twarda faktura o szarej barwie
Oczy: Zielone.
Włosy: N/A
Znaki szczególne:Ciemnoszary tatuaż kolonii Parthia, wieczna chrypka


Cassius nie przypomina lwiej części turian również pod względem charakteru. Daleko mu do niezwykle altruistycznego podejścia, które cechuje społeczeństwo Hierarchii. Pallatius jest indywidualistą i można by rzec, że i ździebko egoistą. Chociaż naprawdę nieliczne istoty, które zyskały status ważnych w jego życiu, mogą liczyć na jego wsparcie i opiekę. Za nimi ruszył by w ogień. Brzmi to ładnie, jednak takowe istoty można zliczyć na palcach jednej dłoni. I to turiańskiej. Tak też Cassius kieruje się prawie zawsze własnym interesem i komfortem. Kocha sobie dogadzać, jest na swój sposób rozwiązły. Turianin ten cechuje się niezwykłą bystrością i inteligencją, jak i potężnym lenistwem. Pallatius za nic nie chce podejmować dodatkowy działań, które nie są konieczne, starcza mu przeważnie wymagane minimum. Aktywności, takie jak praca, są dla niego konieczne tylko ze względu na wolę przetrwania. Miast tego preferuje spędzić cały dzień przed terminalem Extranetu, grając lub przeglądając pewne fora. Jest mało towarzyski, chyba, że w sieci. Oficjalnie wyraża dezaprobatę dla Rady Cytadeli i uważa, że ta planuje wprowadzenie centralnego rządu galaktycznego. Najbardziej charakterystyczną cechą Cassiusa jest pesymizm, nie tyle wrodzony co nabyty. Ilość niefortunnych wypadków miała tutaj swój udział. Tak więc turianin ten narzeka gdzie może, jak tylko może i kiedy może, wszystko widząc w ciemnych barwach. Co prawda, ostatnie kilka lat było w pewnym sensie lepszych i bardziej udanych, narzekanie weszło jednak w nawyk doktora inżyniera, stając się integralną częścią jego wizerunku. Nieprawdą jest za to stwierdzenie, iż się nie uśmiecha. Zdarza mu się, a nawet posiada poczucie humoru! Równie czarne, co jego ubiór.
Zainteresowania: Extranet, salariańskie filmy animowane, rysowanie, jednostki napędowe, szeroko pojęta technika, pola efektu masy, suplementy diety i preparaty chroniące przed zgubnym wpływem modyfikowanej żywności.
Lęki:Zagłada Galaktyki; Modyfikowane przez Radę Cytadeli jedzenie dla dekstrobiałkowców; turianki.
Przyzwyczajenia/zwyczaje: Kolekcjonowanie wezwań do zapłaty alimentów, dwukrotne sprawdzanie napitków.
Uzależnienia: Extranet.
Znaki szczególne: Narzekanie, nieufność wobec Rady Cytadeli.


Kolonia Parthia, ośrodek kształcenia podstawowego numer 42.
Klasa usiana młodymi przedstawicielami rasy turiańskiej jak jeden mąż zajęła miejsce w swoich ławkach. Dorosła turianka o barwie prawie że kremowej, która pełniła funkcję nauczycielki, odczytywała wyniki ostatniego testu. Niczym maszyna przebrnęła przez większość z nich, docierając do tego z nazwiskiem Pallatius.
- Pallatius? - spojrzała na młodego turianina siedzącego w pierwszej linii ławek. - Doskonały wynik! Ocena maksymalna, 120 na 120 punktów.
- Dziękuję, proszę pani! - odparł chłopak.
- Ach, muszę zapytać. Kiedy twój brat raczy wreszcie przyjść do szkoły?
Młody turianin zmieszał się, uciekając wzrokiem do zapisków.
- Cassius?

Tymczasem w jednym z mieszkań.

Ekran migotał wszystkimi możliwymi kolorami, z małą przewagą niebieskiego i kształtów głównie krągłych. Turiański młodzieniaszek siedzący przed kawalkadą świateł zdawał się być wręcz zahipnotyzowany wyświetlaną zawartością Extranetu. Trójpalczasta dłoń ruszyła się z miejsca brnąc w dół, gdy... Drzwi rozwarły się a do pomieszczenia wparowała starsza turianka, o podobnej do chłopaka barwie skóry i oczu.
- Cassiusie Pallatiusie! ZNÓW nie jesteś w szkole?!
Turianin zerwał się na nogi i odskoczył od terminala.
- Mama?! Miało cię nie być!
- Ale jestem! Twój ojciec się o wszystkim dowie. Co to?! - kobieta spojrzała na ekran. - Znów oglądasz te zboczone bajki z dziewczynkami?! Czemu nie możesz być jak twoje rodzeństwo?!
- To nie są bajki, mamo! To wysokiej klasy animacje robione przez salariańskich animatorów z Illium!
Turianka nie wyglądała na zachwyconą odpowiedzią Cassiusa.
- Niech duchy dodadzą ci rozumu, Cassius, bo ja już nie mam siły.


***

Nie będzie to kolejna opowieść o turiańskim herosie ratującym Hierarchię nawet za cenę własnego życia, chociaż było to od niego wymagane. Cassius przyszedł na świat piętnastego kwietnia 2146 roku na planecie Parthia, kolonii wchodzącej w skład Hierarchii Turian. Jego rodzicami byli wojskowi, co raczej jest rzeczą normalną w społeczności tejże rasy, jednak zarówno Tassia jak i Caevus Pallatius są wysoko udekorowanymi oficerami służącymi odpowiednio w: 7 Parthiańskiej Brygadzie Logistycznej i osławionym 26 Legionie Herbowym. Już tutaj ujawnił się jego pech, jako, że był on drugim, środkowym dzieckiem Caevusa i Tassii, pozostawiając miano pierworodnego dla brata Serbiusa i maskotki dla najmłodszej siostry Valei. Dalej poszło z górki.
Cassius odstawał od swoich rówieśników już od najmłodszych lat. W miejsce spotkań z innymi wolał terminal, zamiast zabawy w wojnę - Extranet. Podczas gdy Serbius i Valea wyrastali na wzorowych turian, przyszłą kadrę oficerską, bożyszczy swojego otoczenia i chlubę rodziców, Cassius został czarną owcą rodziny. Stał się za to "władcą" Extranetu. Lata spędzone przed terminalem pozwoliły mu przyswoić sporo wiedzy na tematy dotyczące nie tylko dziwnych interakcji asari i hanarów. Jego poglądy poszerzały się, chociaż niosły ze sobą skutek uboczny. Wartości Cassiusa zaczęły się różnić od tych wyznawanych w społeczeństwie Hierarchii. Bezgraniczne oddanie sprawie już za młodu zastąpione zostało przez oddanie sobie i własnym celom.
Prawdziwych kolegów nie było, jedynie ci extranetowi. Były za to pierwsze sukcesy zawodowe! Chociaż przypłacił to miernymi ocenami w szkole, zdołał zarobić kilkaset kredytów na sprzedaży przedmiotów w "Citadel Heroes", extranetowej grze MMO. Mając raptem 15 lat, był jednym z pierwszych twórców działających i pewnych botów pozyskujących sprzęt samodzielnie. Całe zarobione fundusze przeznaczał na swoje hobby, tj. nowe programy, gry a przede wszystkim szybsze połączenie Extranetu. Po co? By zwiedzać sieć dalej i głębiej, jakkolwiek by to nie brzmiało. Mając około 17 lat, natrafił na obszerny artykuł sugerujący, że Rada Cytadeli rozprowadza zmodyfikowane jedzenie dla dekstrobiałkowców, chcąc wyeliminować 60% społeczeństwa by wprowadzić centralny rząd na Cytadeli i nowy porządek galaktyki. Być może dlatego, że był pod wpływem substancji uznawanej powszechnie za wyskokową lub jest po prostu głupi, ale ten temat wyrył swoje miejsce w jego pamięci. Ziarno nieufności wobec Rady zostało zasiane.
Jak miały się sprawy socjalne? Rodzice zdawali się nie być zachwyceni z takiego dziecka i nie zostawiali suchej nitki na młodym turianinie, zmuszając go do pozostania wiernym ideałom rasy. Rodzeństwo również nie było dla niego zbyt przychylne, chociaż brat Serbius czasem stawał w jego obronie. Przed kim? Głównie rówieśnikami ze szkoły i otoczenia przez których był, delikatnie mówiąc, pogardzany.
Caevus wysłał Cassiusa na Wojskową Akademię Techniczną Parthii. Młody nigdy tego nie przyznał, nawet przed samym sobą, ale jest wdzięczny ojcu za wysłanie go na dalszy etap edukacji. Szczególnie w tym kierunku, bowiem okazał się on konikiem młodego Pallatiusa. Po raz pierwszy w swoim życiu uczył się z przyjemnością i w przeciwieństwie do poprzednich szkół, tytuł inżyniera zdobył z laurami. Kontynuował więc naukę, zdobywając dwa lata później tytuł magistra inżyniera. Szał nauki zakończyła dopiero praca doktorska na temat "Zastosowania pola efektu masy w łukach energetycznych jednostek napędowych w okrętach klas mniejszych" którą ukończył w wieku 27 lat, cztery lata po otrzymaniu stopnia magistra. Czyżby pech opuścił naszego bohatera, który miał teraz wyjść na turian i stać się ulubieńcem rodziców? Nic bardziej mylnego.
Ukończenie pierwszego etapu szkoły wyższej trzeba było jakoś uczcić, najlepiej alkoholem dla dekstrobiałkowców, oczywiście. Popijawa z kolegami zaczęła się już wcześnie, jeszcze na terenie placówki w których zazwyczaj mieli ćwiczenia. Kilka głębszych weszło dobrze, i gdy już mieli się zbierać na zewnątrz... Stało się. Nieco otumaniony Cassius, skupiony na gorączkowej rozmowie na temat wdzięków kobiet innych ras, chwycił butelkę z chłodziwem lotniczym zamiast alkoholu. Konsekwencje, jak można się domyśleć, nie należały do przyjemnych. Jego struny głosowe zostały poparzone, zostawiając już na stałe lekką chrypkę, a resztę imprezy spędził w szpitalu na płukaniu żołądka.
To wcale nie koniec. Kolejny awans w hierarchii edukacji również należało uczcić, prawda? Kolejne wyjście z kolegami, tym razem Pallatius był cholernie uważny na to co pił. Poznał za to Veldie Decmus. Impreza trwała w najlepsze i, gdy upojenie alkoholowe osiągnęło odpowiednio wysoki poziom, Veldia wylądowała z nim w łóżku. Tym jednym, jedynym ruchem, zwykła znajoma została związana z nim na stałe. Cassius trafił w samą dziesiątkę, można by tak rzec i doczekał się bliźniaczek, Papilii i Caeciny. Obie wzięły nazwisko po matce. Bowiem tak, do ślubu żadnego nie doszło, tak jak do kolejnego zbliżenia. Chociaż turianin nawet pokochał swoje dzieci, to nigdy nie chciał wiązać się z kobietą, którą uważał za głupią. Veldia była jednak na tyle mądra, aby sąd nadał roszczeniom z tytułu alimentów rygor natychmiastowej wykonalności.
Nikogo chyba nie dziwi więc, że jego praca doktorska nie została opita jak należy. Kwestie bezpieczeństwa.
Pomimo tych dwóch wpadek, jego kariera nabierała tempa. Ojciec, który był już zasłużonym oficerem w 26 Legionie Herbowym, poruszył kilka znajomości by Cassiusa ściągnąć do jednostki, co też się stało. Wraz z przydziałem, awansowano go w Hierarchii i nadano mu stopień podporucznika oraz wcielono do batalionu inżynierów polowych. O dziwo nie było większych wpadek ale to była tylko cisza przed nadchodzącą burzą. Odsłużył prawie cztery lata, w wieku 31 lat nadchodziła perspektywa awansu na stopień porucznika, która kryła się za dość obszernymi manewrami sił Hierarchii "Eclipse 2177", w których nasz bohater wziął udział. Wtedy też wszystko się zesrało.
Zadaniem jego batalionu było przygotowanie i użytkowanie baterii dział przeciworbitalnych. Rozstawiono je wręcz podręcznikowo, zaś Cassius miał za zadanie, a jakże, skalibrować jedno z nich. Jednakże dobry ziomek z oddziału stwierdził, iż jest to kompletnie niepotrzebne bowiem działo było kalibrowane raptem 72 godziny wcześniej. Ku swojemu nieszczęściu, nasz bohater uwierzył. Od tego dnia zawsze wszystko sprawdzał dwa razy, ale do rzeczy. Podczas salwy próbnej, pocisk wystrzelony z działa Pallatiusa minął ustawiony cel na orbicie, uciekając w przestrzeń. Na stałe? Skąd, odnalazł się. Dokładnie sześć godzin później uderzając w burtę statku wycieczkowego hanarów "One Soul". W wyniku impaktu, eksplozji i późniejszych komplikacji, śmierć poniosło czterech hanarów i jeden drell. Oczywiście odpowiedzialnością za ten incydent obarczono Cassiusa.
Moment też może zostać oficjalnie uznanym za ten, w którym jego rodzina uznała go za zakałę rodziny. Jako, że nie dopilnował swoich obowiązków i zginęli postronni, turianina skazano na pięć lat w zakładzie zamkniętym, jak i wydalenie z sił zbrojnych oraz degradowanie do siódmego poziomu obywatelstwa. Stosunkowo niska kara była tylko i wyłącznie zasługą dokonań Cassiusa na tle naukowym oraz wpływowej rodziny. Odsiadka zaś zleciała na poznawaniu mniej lub bardziej normalnych znajomych i zgłębianiu tematu teorii konspiracyjnych z udziałem Rady oraz nauki grypsowania. Po wyjściu na wolność było ciężko, nawet Veldia odmówiła mu widzenia z córkami.
Nie zamierzał też dalej motać się w społeczeństwie Hierarchii, i tu z pomocą przyszedł znajomy z WATu, Darrus Jynx. Skierował on Cassiusa do niewielkiej firmy badawczo-naukowej o dźwięcznej nazwie Origin. Placówki kompanii znajdowały się głównie w Trewersie Attykańskim, a on dostał przydział do jednej z nich, znajdującej się w Morzu Cieni, jako technik. Nie była to może najlepsza fucha dla ex-oficera i doktora inżyniera ale nie wybrzydzał. Wyniósł się z terenów Hierarchii i wreszcie mógł wieść spokojny, nie zmącony pechem żywot. Pracować i siedzieć w Extranecie, idealnie. Tak przynajmniej myślał przez niecały rok, nie wiedząc, że Origin to tylko jedna z wielu firm-wydmuszek Cerberusa. Cały Cassius.
Miał jednak szczęście, bowiem właśnie tam poznał Jillian O'Brien. Jak to turianin miał w zwyczaju, zwrócił uwagę na dość ponętną przedstawicielkę rasy ludzkiej, chociaż nie spodziewał się, że odegra ona niezwykle istotną rolę w jego życiu. Ognistowłosa bowiem zupełnie przypadkiem ocaliła metaliczny tyłek Cassiusa. Kto wie, czy za jakiś czas Cerberus nie przerobiłby Pallatiusa na dekstromydło?
W każdym razie, rzecz miała się w 2183, niecały rok pracy jako cieć... Się znaczy, dozorca-technik. Turianin jak to zwykle miał w zwyczaju o tej godzinie, podążał w kierunku stołówki na zasłużony posiłek, jednocześnie będąc delikatnie zajętym grą w karciankę na swoim omni-kluczu. Wtedy właśnie pojawiła się O'Brien, która jak poparzona biegła przed siebie, co chwile tylko zerkając wstecz. I tym sposobem wylądowała na Pallatiusie. Oboje rypnęli o posadzkę. Cassius miał kilka uwag, które momentalnie zaczął wygłaszać ale kobieta odpowiedziała mu krótkimi frazesami, takimi jak "ratuj się" czy "ciebie też dorwą!" Zaraz potem panienka biegiem ruszyła dalej. Doktor inżynier ledwie podniósł swój tyłek, gdy pojawiła się ochrona placówki. Będąc nieco zirytowany, miał zamiar wskazać gdzie uciekła Jillian i dostać się wreszcie na obiad ale nie zdążył nawet zapytać co się dzieje. Ochroniarze, najpewniej słysząc słowa O'Brien, otworzyli do niego ogień. Kilka świstów obok głowy momentalnie sprawiło, że turianin sprintem ruszył za kobietą. Niczego tu nie rozumiał ale ruda go ostrzegła, a ochrona próbowała zabić. To jasno wskazywało, kto jest po czyjej stronie.
Dogonił ją tuż przed hangarami, gdzie wspólnie przejęli jeden ze statków, którymi Jill miała okazje latać. Tym razem Cassius już nie oponował, tylko spełniał polecenia by jak najszybciej opuścić placówkę firmy. Gdy to się nareszcie udało, miał masę pytań do O'Brien. I jeszcze więcej narzekania, gdy ta przedstawiła mu zebrane materiały dowodowe. Turianin zawsze łatwo przyjmował wszelkie teorie konspiracyjne, a zaprezentowany dowód przekroczył jego najśmielsze oczekiwania. Coś się działo w Galaktyce. Tylko co?
Doktor inżynier nigdy nie pałał miłością do Rady Cytadeli, jak dobrze o tym wiemy, tak też nie za dobrze przyjął propozycję dostarczenia dowodów do SOCu. Jill potrzebowała użyć perswazji i siły, by to osiągnąć. Dwójka więc udała się do Mgławicy Węża, na Cytadelę. W tym momencie warto przypomnieć, że częścią tego dwuosobowego zespołu był Pallatius. Musiało coś pójść nie tak... Na Cytadeli wylądowali godzinę i sześć minut przed atakiem gethów na stację.
SOC skonfiskował omni-klucze i Cassiusa i Jillian, zabezpieczając dowody. Wszystko szło w dobrym kierunku, gdy niecałe dwadzieścia minut później nastąpił atak. Co dokładnie się działo - nie trzeba tłumaczyć. Chyba każdy o tym słyszał, Destiny Ascension i takie tam. W trakcie potyczki zniszczeniu uległy omni-klucze pozostawione w SOC. Mało szczęśliwie, ale przecież był ich statek i kopie, prawda? Niezupełnie. Bowiem gdy dotarli do hangaru, statek, którym przybyli został przygnieciony przez kilkaset ton metalowego sklepienia. Jak Cassius to Cassius.
Cała sytuacja na Cytadeli nie skłaniała Pallatiusa i jego kompanki by zostawać dłużej w ogniu walk. Wykorzystując całe zamieszanie, dwójka ta dostała się do jednego z prywatnych hangarów a później na pokład lekkiego frachtowca T1-T5. Chwile zajęła im cała operacja ale był tam w końcu turianin z talentem technicznym. Dzięki kilku chwytom poznanym w akademii, uruchomili T1-T5 i gdy tylko nadarzyła się okazja, czym prędzej opuścili Cytadelę, a zaraz później Mgławicę Węża, nawet nie oglądając się za siebie. Celem zaś stała się Omega.
Gdzie indziej bowiem można schować się na kilka długich miesięcy, jak nie na Omedze? Ilość istot, która się tam przewija, jak i zgonów, skutecznie zaciera ślady. Jako, że ich nowy środek transportu jest statkiem handlowym, ich ładownia posiadała niesprzedany jeszcze fracht. Nowi właściciele szybko zajęli się i tą sprawą, zarabiając odpowiednią sumę kredytów by załatwić nowe papiery i przebić numery ich T1. Tym samym okręt nazwano "Tomcat" a "nowymi" właścicielami stali się Cassius i Jill. Zostały też drobniaki na przeżycie kilku tygodni. Skromnie bo skromnie ale jednak.
Przez kilka miesięcy siedzieli cicho, nie wyściubiając nosa. Cerberus wciąż jest tam. Acz przyszedł czas, w którym oboje musieli pracą się zająć, co też faktycznie uczynili. Chwytali, i wciąż chwytają, się różnych zleceń, począwszy od transportu ładunku po pasażerski, czasem nawet coś mniej legalnego z niemałą dawką przemocy. Ich duet był dobry. Cassius zajmował się stroną techniczną statku, i siedzeniem w Extranecie, podczas gdy Jill dawała upust swojej potrzebie prędkości i pilotowała statek, okazjonalnie jęcząc do Pallatiusa o usprawnienie silników, bo przecież Tomcat mógłby latać szybciej. Prace modernizacyjne trwają cały czas, po dziś dzień.
Życie wolnych strzelców przypasowało im. Dwójka była stałym bywalcem stacji Omega, tak też pewnego dnia, w 2184 roku, po krótkiej libacji w Zaświatach, Pallatius w drodze powrotnej natrafił na błąkające się, samotne młode varrena. Widok był jak z obrazka, ze wszystkimi fekalnymi szczegółami Omegi, więc Cassiusowi serducho zmiękło. Nie zastanawiał się długo i zaadoptował młode stworzenie, które na stałe już dołączyło do załogi T1. Admirał Tiberius. Tak Pallatius zechciał nazwać nowego pupila, aczkolwiek raz jeszcze Jill odcisnęła swoje piętno i przeforsowała mniej... Dostojną nazwę. Pimpuś.
Mimo drobnych incydentów, dwójce tej pracuje się razem doskonale. Uzupełniają się bardzo dobrze, wyrabiając sobie w niektórych kręgach całkiem dobrą markę. O'Brien i Pallatius, dwójka biznesowych partnerów po tych kilku latach zacieśniła swe stosunki na poziomie prawdziwej przyjaźni, której każde z nich nie raz dawało dowody. Tak jest po dziś dzień.



Tomcat
Producent: Cord-Hislop Aerospace
Model: T1-T5
Wielkość: Długość: 43m, wysokość: 8m, szerokość: 22m
Napęd: Dwa silniki Cord-Hislop ZI-37
Załoga: 2-4
Ładowność: 80 ton
Opis: T1-T5 jest jedną z bardziej udanych konstrukcji Cord-Hislop Aerospace, która reklamuje swój produkt jako ekspresowy transport ciężarowy. Faktycznie, w pojemności ładowni ustępuje innym okrętom tej klasy, nadrabia jednak tę słabość mocą silników i co za tym idzie - prędkością. Sam statek dzieli się na dwie części. Przednią - kokpit i przestrzeń mieszkalna oraz tylnią - ładownia i maszynownia. Przestrzeń mieszkalna posiada aneks kuchenny i sanitarny oraz dwie kajuty dwuosobowe. Ten model T1-T5 należał do pewnego volusa, który był niezależnym przedsiębiorcą i znalazł się na Cytadeli w złym czasie. Statek został skradziony przez Cassiusa Pallatiusa i Jillian O'Brien oraz "zalegalizowany" dzięki niemałej sumce i pomocy osobistości z Omegi.



- Standardowy generator tarcz.
- Omni-klucz "Primo"
- 20 000 kredytów
- Cała gama narzędzi, od palników po śrubokręty. W tym pas do noszenia ich przy pancerzu.
- Przenośny terminal gamingowy z dostępem do Extranetu.
- Citadel Heroes II, Hearthsteel oraz kilka innych znanych tytułów gier.
- Kilka par ubrań utrzymanych w ciemnych kolorach
- Zapas pożywienia i napojów wyskokowych dla dekstrobiałkowców
- Buteleczka SuperTurian Vitality

- Rysownik amator
- Wielbiciel muzyki retro synthwave
- Autor pracy doktorskiej na temat "Zastosowania pola efektu masy w łukach energetycznych jednostek napędowych w okrętach klas mniejszych"
- Właściciel osobiście wytrenowanego varrena imieniem "Pimpuś" (On sam nazywa go Admirałem Tiberiusem)
- Zapalony gracz i bywalec Extranetu o nicku HolyPalla44
- Zagorzały przeciwnik Rady Cytadeli i idei Nowego Porządku Galaktyki

ObrazekObrazek

ObrazekObrazekObrazekObrazek
Cassius Pallatius

Avatar użytkownika
 
Posty: 37
Dołączył(a): 9 maja 2017, o 11:59
Miano: Cassius Pallatius
Wiek: 40
Klasa: Inżynier
Rasa: Turianin
Zawód: Wolny Strzelec/Doktor Inżynier
Lokalizacja: Alrumter
Status: Ex-Podporucznik 26 Legionu Herbowego
Kredyty: 3.000

Powrót do Baza danych

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość