Ostatecznie jej podejrzenia okazały się być niesłuszne. Nie dopadli ich w trakcie i nie trzeba było aż tak się skradać. Jak to jednak mawiali, "to nie jest paranoja, jeśli faktycznie chcą cię dopaść". Musiała jednak przyznać sama przed sobą, że parę razy głowa drgnęła jej w dziwnym kierunku i zawieszała wzrok na ludziach, którzy wydawali się jej być podejrzani i gotowi, by potencjalnie się na nich zasadzić.
Tym razem jednak im się poszczęściło. No cóż, małe zwycięstwa.
Odetchnęła z pewną ulgą, widząc swój statek. Jej Ghost, nazwany tak po turiańskiej jednostce wojskowej, wyglądał dla niej teraz niemal zapraszająco. Nie słynęła z bycia fanatyczką statków, ten jednak był jej i na swój sposób go sobie ukochała. Co prawda, miał swoje wady. Przerobiony był specyficznie pod potrzeby kogoś takiego, jak ona, czyli z natury samotniczki niepotrzebującej za dużo miejsca na personel czy towary. Wolała też walczyć na lądzie, a nie na niebie. Z drugiej strony, podróżowała szybko i komfortowo, a to chyba było najważniejsze.
Zbliżyła się do ciemnej rampy, kiwając do Anthony'ego głową, jakby potwierdzając, że tak, ten cud techniki niemalże prosto z taśmy produkcyjnej faktycznie należy do Emilii. Niemal uśmiechnęła się, gdy stawiała pierwsze kroki.
A potem uderzyli. Nie ich wrogowie, naturalnie, tylko chciwi pracownicy doków, których już wcześniej opłaciła. No cóż, widocznie dostrzegli w niej cel do wyłowienia większej ilości kredytów.
Pozwoliła sobie podejść parę kroków i zbliżyć się do nich.
- Uiściłam ją już u twojego kolegi. Tego z zezem - sapnęła, niemal zmęczona. Opadająca adrenalina przypomniała jej o wielkim zmęczeniu, ale zaraz znowu szybko wzrosła, gdy zorientowała się, że jest zdenerwowana.
Nie widziała, czy osoba, której faktycznie zapłaciła była tutaj, czy może gdzieś sobie poszedł. Może nawet nie był tutejszym pracownikiem. Doszła do wniosku, że nieważne, co było prawdą, będą próbowali wycisnąć z niej kredyty i miała niewiele opcji, by tego uniknąć. Gdyby chodziło o biurokrację, no cóż, mogłaby faktycznie wygrać. Prawo dżungli dyktowało jednak, że albo wyleci stąd za opłatą, albo nie wyleci wcale.
- Relacje? - spytała. - No dobra, możemy i mieć dobre relacje. - Pociągnęła ostentacyjnie nosem. - Czuję, że wymieniliście mi olej, a i ta turbina, o której wspominałam, wygląda...no, przynajmniej nikt nic nie spieprzył. Myślę, że to zasługuje na sześćset kredytów. Jest was trzech, podzielicie to po dwieście. Taki bonus. - postawiła jeszcze kilka kroków, by znaleźć się relatywnie blisko najbliższego z nich. Nie była pewnie wyższa od przeciętnego mężczyzny swojej rasy, ale zdarzyło jej się im dorównywać, lub przynajmniej mieć tak niską różnicę, jak tylko się dało. Odpowiednia prezencja potrafiła to wyrównać. Pozwoliła sobie na lekkie uniesienie mechanicznej, czarnej dłoni, by poprawić płaszcz. Wyeksponowała implant dość ostentacyjnie i celowo, by uświadomić im, z kim rozmawiają.
Bycie cyborgiem miało pewne zalety.
- Alternatywa jest taka, że będziesz musiał płacić za implanty zębów, a gwarantuje ci, że to jest o wiele droższe, niż cokolwiek, co ode mnie dostaniesz. - Przechyliła głowę na bok. - Relacje - powtórzyła.









)

