- Na pewno już by się nam pokazali - zgodziła się z nim częściowo. Nie byliby może od razu martwi. Na pewno nie, jeśli Emilia miałaby w tym temacie cokolwiek do powiedzenia. Duma nie pozwoliła poddać się bez walki, nawet w fikcyjnym scenariuszu służącym głównie do oceny zdolności osób, które się nimi zainteresowały. - Ci tutaj mogą nie chcieć nas zabić, ale niekoniecznie muszą życzyć nam dobrze - dodała jeszcze. Jeśli tak było, to w sprawę poza zleceniodawcą wcześniej nasłanych najemników zaangażowała się jeszcze jedna, bardziej subtelna grupa.
Wyglądało na to, że wpadła w straszliwe bagno, angażując się w Whittakera. A może było na odwrót? Ciężko było jej to powiedzieć. Na pewno jednak nie zaczęła żałować poprzednich decyzji i sojuszy, choć gdzieś w głębi jej jaźni zaczęła rodzić się irytacja na to, jak prosta powinna była być cała sprawa w porównaniu do tego, jak skomplikowana się robiła.
Skupiona na wytyczaniu bezpiecznej ścieżki i szukaniu bardziej prozaicznych zagrożeń, pominęła tymczasowo przyglądanie się kamerom. Uznała bowiem, że atak EMP (czy też podobny do EMP) je dezaktywuje. Wyglądało na to, że systemy pozostały włączone i mogły być skompromitowane. Zatrzymała się w moment, gdy Anthony zwrócił na to uwagę i skinęła głową.
- Dobre znalezisko - rzekła. - Głowa tyłem do kamer. Nie dawaj im pełnego, wizualnego potwierdzenia. Mniejsze ryzyko, że skierują na nas całe siły, cokolwiek się tu dzieje. - Kolejna sztuczka z podręcznika szpiega. Dla niej elementarna wiedza, ale nie osądzałaby nikogo, kto jej nie miał. W końcu nie każdy jest częścią tego świata, co ona, a ci, którzy do niego wkraczali, rzadko robili to z własnej woli.
- Wchodzimy - odparła. - Wynośmy się stąd. Przy pierwszym znaku, że coś jest nie tak, albo próbujemy przejąć statek, albo wyskakujemy. Jedno albo drugie, jasne? - A decyzję oczywiście zostawią sobie na właściwą sytuację. Nie mogli zrobić inaczej. W końcu któreś z tych może nagle zostać wykluczone.









)
