Jej wzrok powiódł za Reyes gdy ta wstała od stołu by zamówić dla nich kolejkę. Najwyraźniej podzielała preferencje detektyw, której absolutnie do niczego się nie śpieszyło i również Luna pragnęła jeszcze spędzić trochę czasu w barze. Hawkins była innego zdania - zresztą, tak jak pozostali, chciałaby mieć to wszystko z głowy możliwie jak najszybciej. Mieli teraz przewagę bycia anonimowymi, a przynajmniej taką mogła mieć nadzieję. Ta przewaga topniała z każdą minutą, dając złemu korpo możliwość zorientowania się w sytuacji i przypisania nazwisk do tych, którzy zostali wysłani ich tropem.
- Dzielimy ten sam cel - dodała, zachęcając kobietę do posłuchania zaproszenia wystosowanego przez Strikera. Obecność policjantki nie mogła im zaszkodzić w obecnej chwili, mogła jedynie im pomóc - dodatkowa siła ognia, potencjalna odznaka, za którą mogliby się zasłonić a w wypadku, gdyby nie było im już po drodze, mieli przewagę by wyszło na ich. - Może nawet wielkiemu korpo ten jeden raz się nie upiecze w tym mieście. Nie chciałabyś tego zobaczyć?
Podejrzewała, że gówno obejdzie to wielkie korpo, ale na wypadek, gdyby tak nie było, Farrah mogłaby doświadczyć pewnego aktu buntu, na który sama nie mogła sobie pozwolić - a w razie problemów umyć ręce, zrzucając na ich winę. Dla Jean był to argument najlepszy ze wszystkich.
Sięgnęła do ładownicy, wyciągając ze środka paczkę papierosów. Wysunęła jednego z nich, odruchowo nie oferując ani jednego pozostałym - nawyk, który wyrobiła sobie na pokładzie pirackiej łajby, gdzie fajki znikały jako pierwsze. Nawet te podłe, które paliła ona.
- Wskaż nam nasz adres. Jest już późno, nieprzyzwoicie do kogoś pukać o tej porze - zaoferowała, wsuwając papierosa do ust. Podbródkiem wskazała siedzącego naprzeciw Skaxa. - Nasz quarianin pójdzie dobijać się do drzwi Nerwuska, żądając od niego natychmiast pomocy. Fakt tego, że jest jego bratem z innej matki na pewno nie pomoże.
Wyciągnęła zapalniczkę, odpalając końcówkę papierosa i zaciągnęła się dymem, posyłając go w stronę sufitu.
- Wtedy przyjdziesz ty, żeby wywabić go z tej opresji. Powiedzmy, że śledziłaś Skaxa na naszą prośbę, bo to nasz kolega, który chciał wziąć sprawy we własne ręce - oferowała, snując własne rozważania. - Wyjdziesz na miłą i bohaterkę, a my nie będziemy musieli czekać do rana. Resztą negocjacji zajmiemy się na miejscu, jak już okiełznamy naszego nieokrzesanego, chamskiego quarianina.
Mrugnęła porozumiewawczo do Skaxa - osoby, która z tego stolika prawdopodobnie najmniej pasowała do tego opisu.















