Dead man tell no tales.
Właściciel: Jeanette Hawkins
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3051
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Hangar

22 sty 2026, o 08:43

Jej wzrok przesuwał się po ekranach Bulwarka, na których przez krótką chwilę widoczne było poszycie zbliżającej się, pirackiej łajby. Wraith wyglądał tak, jak go zapamiętała i choć odruchowo skanowała go w poszukiwaniu jakichkolwiek nieprawidłowości czy uszkodzeń, z ulgą nie dostrzegła żadnych - ulgą, która szła razem w parze z irytacją. Im bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że zarówno z fregatą jak i jej załogą nie stało się nic złego, tym odczuwała większy brak zrozumienia dla podjętej przez nich decyzji i tego, dlaczego w ogóle znaleźli się w Hydrze.
Samo wspomnienie najeżonego akceleratorami masy roju, jaki stanowił kompleks stacji, sprawiało, że coś przewracało jej się w żołądku na myśl, że Wraith znajdował się tak blisko. Uczucie to okazało się zbyt mocne, by zdołała odczuć jakiekolwiek pokrzepienie wynikające z faktu obecności fregaty na wypadek, gdyby jej potrzebowała.
Wejście do wnętrza znajomego hangaru zdjęło część ciężaru uciskającego jej klatkę piersiową. Odetchnęła, wodząc wzrokiem po znajomych ścianach i zapamiętanych przez siebie twarzach. W powietrzu wyczuła charakterystyczny zapach, cyrklowane przez systemy podtrzymywania życia powietrze zmieszane z metaliczną wonią kadłuba, podszyte środkami wykorzystywanymi przez mechaników.
Zapach domu.
Spojrzała po ludziach zgromadzonych na pokładzie, w znacznie większej ilości niż tego wymagały ich systemy zmianowe. Odruchowo szukała wśród nich twarzy mężczyzny, z którym przed chwilą rozmawiała - i którego nieobecność w pierwszym instynkcie odebrała wraz z irytacją. Dopiero ułamek sekundy później, widząc uśmiechy i ciekawość członków załogi, dotarło do niej, że prawdopodobnie wychodzili na tym lepiej.
Podejrzewała, że jej konwersacja ze Scottem mogłaby ostudzić zapały niektórych.
- Odprawa będzie musiała poczekać - odparła zdawkowo, wiedząc, że jej wygląd tłumaczył jej słowa wystarczająco, by nie musiała dalej elaborować. Jej zniszczony pancerz i zaschnięta u skroni krew przede wszystkim wysuwały na przód listy priorytetów stację medyczną, choć to nie do niej zamierzała udać się jako pierwsza. - Przykro mi, Telvos. Zapomniałaś uzupełnić listę życzeń.
Zerknęła na dwójkę załogantów Anathemy, oraz na idącego wraz z nimi, mechanicznego wilka. Zwierzę poruszało się wolniej, jakby i ono było zmęczone - choć nie walką, a nieobecnością swojego właściciela.
Jej spojrzenie z wolna prześlizgnęło się również na niego.
Mocne oświetlenie hangaru przywodziło na myśl ich pełne wrogości planowanie samobójczej misji i napięcie towarzyszące wchodzeniu po raz pierwszy do wnętrza Kodiaka, a jednocześnie wyglądał inaczej. Jego oblicze przeszło odcieniami błękitu, tańczących we wnętrzu promu gdy podróżowali tunelem Przekaźnika.
- Tak - przytaknęła z ociąganiem, jakby jedno lub drugie mrugnięcie mogło na powrót wyzbyć jego twarz z nowego kolorytu. Nie mogła jednak pozbyć się wrażenia, że ironiczny uśmiech, który przywołała na własne, również nabrał nowego zabarwienia. - Twoja siostra niech spodziewa się rachunku za utrzymanie tej dwójki. Wyżywienie, leki, zużycie wody...
Chwyciła hełm pod pachę, odwracając wzrok w stronę kłębiących się wokół Bulwarka mechaników i gwizdnęła, zwracając ich uwagę.
- Wyczyśćcie ten prom do zera nim niebieskie ogony nas znajdą - poleciła, wracając swoją uwagą do dwójki własnych załogantów. - Czy powinnam coś wiedzieć zanim wejdę na mostek?
Z nimi lub bez, ruszyła w stronę wyjścia, pozwalając reszcie dopilnować, by załoga Anathemy znalazła się na własnym promie - sama skierowała się na mostek.

@Mistrz Gry
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13491
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Hangar

22 sty 2026, o 21:44

spostrzegawczość
<50
Rzut kością 1d100:
46
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13491
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Hangar

22 sty 2026, o 22:29

Castell nie odpowiedział od razu, ale jego wzrok prześlizgnął się po jej twarzy, gdy przyglądał jej się w milczeniu. Jego własne słowa nadeszły z sekundowym opóźnieniem, które były niczym wieczność w porównaniu do standardowego, błyskawicznego odszczekiwania się na jej zaczepki.
- Przekażę jej, chociaż wątpię, żeby uwierzyła w to ostatnie. Myślałem, że już uzgodniliśmy, że na swoim statku z wody korzystacie tylko do picia, Hawkins - odrzucił, nim odwrócił się do swoich załogantów. Jego słowa zabrzmiały nieszczerze w jej głowie, ale ciężko było stwierdzić czy ktokolwiek z pozostałych obecnych w hangarze też to zauważył, czy było to tylko jej wrażenie.
Remy i Kimiye podeszli do niego i cała trójka odeszła na bok, zaczynając rozmawiać cicho. Mechaniczny wilk był ostatnim, który odwrócił wzrok od Hawk, śledząc ją wzrokiem jeszcze przez krótki moment, nim dołączył do pozostałych.
- Pech. W takim razie wezmę przydział Stadtforda - odparła asari lekkim tonem. Rudowłosy ją zignorował, przyglądając się Hawk przez chwilę, nim odwrócił wzrok na nowy prom. Wyciągnął z kieszeni pogiętą paczkę papierosów i wyciągnął zębami jeden z nich, kontemplując Bulwarka; ich nowy pojazd, chociaż był w bardzo dobrym stanie, to już nosił nowe ślady zużycia, którego zapewne jeszcze długo nie doświadczyłby w swojej starej służbie. Jego zewnętrzna powłoka była powgniatana w wielu miejscach przez odłamki Conflagrationa, które stanęły im na drodze oraz przez finalny impuls fal uderzeniowych pocisków i rakiet, które rozerwały wrak fregaty na strzępy, a w pobliżu których mieli nieprzyjemność się znaleźć. Błękitny lakier był w wielu miejscach zdarty aż do warstwy blachy.
Wydany przez Hawk rozkaz sprawił, że obecni technicy i reszta ruszyli pospiesznie do roboty, zbliżając się do zaparkowanego Bulwarka. Miała pewność, że w przeciągu najbliższych godzin ten zostanie wyczyszczony do zera ze znajomej farby, a także otrzyma gruntowny przegląd - nie tylko pod kątem swojego stanu, ale również potencjalnych nadajników namierzających, które mogły znajdować się pod jego maską.
Przyglądając się im przez chwilę, Hawk dostrzegła coś jeszcze - coś co jednak umykało jej zmęczonemu umysłowi oraz pobudzonym adrenaliną myślą. Pomimo tego, jej instynkt nie dał się łatwo uciszyć. Znała swoją załogę i spędziła z nią długie lata jeszcze przed rozpoczęciem nowej kariery w układach Terminusa. Mogła bez trudu rozpoznać każdego z nich i chociaż personel Wraitha liczył ponad sześćdziesiąt osób, to potrafiła przywołać z pamięci imię każdej z nich oraz przynajmniej jedno czy dwa zdania na ich temat. Doskonale potrafiła też wyczuć ich zachowanie jak myśli.
Dopiero, gdy ruszyła w stronę wyjścia z hangaru i zadała swoje pytanie, a Ryana oraz Red wymienili krótkie spojrzenia, jej myśli odzyskały przygaszoną klarowność, łapiąc w końcu to to co wcześniej jej umykało. Może sprawił to fakt, że Statdford wzruszył ramionami i zamiast odpowiedzi mruknął coś o obejrzeniu z bliska tego nowego grata, po czym odszedł w stronę Bulwarka. Może było to krótkie zawahanie w ruchach Telvos, która normalnie była pierwsza do działania i błyskawicznej reakcji, która graniczyła z brakiem przemyślenia. A może fakt, że widząc to, zaczęła dostrzegać bardzo podobne do tego sygnały nie tylko pośród swoich najbliższych oficerów, ale również pośród tych załogantów, którzy pojawili się w hangarze, żeby ją powitać - tak, było tam przede wszystkim zadowolenie i radość z jej powrotu oraz zaniepokojenie jej stanem, ale było też coś jeszcze, coś co sprawiało, że ilekroć zaczęła się któremuś z nich bardziej przyglądać, tylekroć ten przypadkiem odwracał wzrok, przenosząc swoją uwagę i skupienie na coś związanego z promem lub innymi swoimi obowiązkami.
- Może tyle, że Vinnet pewnie wpadnie tam za parę minut i spróbuje siłą zaciągnąć cię do skrzydła medycznego - odrzuciła Ryana, zwalniając i zatrzymując się. - W zasadzie dobrze by było, żebym ja również się na nią nie natknęła. Miałam się zgłosić u niej po nowe witaminy całe pięć godzin temu - rzuciła, machnąwszy ręką, po czym odwróciła się i ruszyła z powrotem do hangaru, w stronę załogi Anathemy, nie dając się zatrzymać. - Upewnię się, że nasi goście na pewno opuszczą nasz okręt.
Biotyczka zniknęła między skrzyniami z narzędziami równie szybko, jak gdyby korzystała ze swojej szarży. Hawk została sama i w drodze na mostek nikt jej nie przeszkadzał. Na korytarzu mijała wielu z pozostałych swoich załogantów, więcej niż raz słysząc szczere powitania "dobrze cię widzieć z powrotem, pani kapitan", "udane łowy, szefowo?" czy "witamy z powrotem, Hawk", ale im bliżej CIB się znajdowała, tym bardziej miała wrażenie, że oprócz szczerej radości, w ich spojrzeniach czai się coś jeszcze.
Albo to jej paranoja przesączała się przez jej żelazny uchwyt, osłabiony obrażeniami i zmęczeniem.
Gdy dotarła w końcu na mostek, dostrzegła, że tam również nic się nie zmieniło. Sayia siedziała w swoim fotelu głównego technika, prowadząc w skupieniu jakąś rozmowę przez mikrofon podpięty do słuchawek, podczas gdy pozostali oficerowie przygotowywali Wraitha do skoku, obracając go powoli w stronę Przekaźnika i śledząc na radarach oddalający się prom Anathemy. Druga fregata znajdowała się już tuż obok, cierpliwie czekając na odbiór własnego kapitana.
Nephiett odwrócił się od głównego pulpitu kapitańskiego, gdy tylko przekroczyła próg CIB i spojrzał w jej stronę. Jego twarz jak zwykle była nieprzenikniona, gdy zaplótł dłonie za plecami, ale jego wzrok mówił o wiele więcej.
Widział sztorm kłębiący się na horyzoncie i teraz, gdy ten znalazł się blisko, mknąć w jego stronę, stał ze spokojem i czekał na jego nieuchronne nadejście.
- Jean.

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3051
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: Hangar

13 lip 2026, o 22:52

Pełna napięcia cisza wysunęła się wraz z nią z centrum informacji bojowych i potoczyła korytarzem. Znała już różne jej rodzaje i wiedziała, że mężczyzna towarzyszący jej w drodze do hangaru trzymał na końcu języka jakieś słowa, rozważając, czy powinien wypowiadać je głośno. Nie musiała czekać zbyt długo na podjętą przez niego decyzję - wybrzmiała cichym głosem gdy tylko drzwi za nimi się zamknęły.
Gdy kolejne zdania rezonowały od metalowych ścian wnętrza łajby przy akompaniamencie stukotu ich butów, Hawkins trzymała wzrok przed sobą i usta zamknięte. Przez myśl przeszło jej, że szli w tej konfiguracji już prawdopodobnie setkę razy na przestrzeni lat - ona opuszczając mostek, w pełnym opancerzeniu, z hełmem dłoni. On w jakiegoś rodzaju umundurowaniu, czy błękitnym, oficjalnie należącym do Przymierza, czy jakiegoś rodzaju schludnych ubraniach, w których pojawiał się wyłącznie na swojej zmianie.
- Nigdy nie byłam typem dowódcy, który tkwi bezpiecznie na mostku podczas gdy jego podwładni schodzą z pokładu - przypomniała mu cicho gdy wkraczali do windy, choć jego obawa obudziła pewnego rodzaju miękkość w jej sercu. Może to przez sposób, w jaki to zrobił, krążąc wokół tematu lecz nie uderzając w niego bezpośrednio - a może przez sam fakt tego, że robił to spokojnie zamiast wydzierać się ze swoją opinią jak robił to Adams. - Zawsze byłam częścią oddziału naziemnego. I zawsze będę.
Nawet w zamkniętej przestrzeni windy jej wzrok skupiał się na ścianie naprzeciw, wpatrywał się w nią niemal z uporem, choć nie sposób było zignorować świadomości stojącego obok niej zastępcy.
- To nie jest kolejny napad w Terminusie. To wszystko jest kurewsko wielkie i skomplikowane, i bardziej ryzykowne niż kiedykolwiek - wyznała wreszcie, nawet jeśli w przeciwieństwie do niego, jej słowa przychodziły z trudem, a dłoń mocniej zacisnęła się na trzymanym hełmie. - Gdybym przyjmowała zlecenia zbyt niebezpieczne, by w nich uczestniczyć, byłaby ze mnie kiepska kapitan.
Winda otworzyła się z szumem, wypuszczając ich na zewnątrz. Gdy wkroczyli do hangaru, obrzuciła jego wnętrze spojrzeniem, skupiając je na przygotowanym do drogi Bulwarku.
- Czy nasze szanse przeżycia wzrosły? - mruknęła do stojących w środku ludzi, wiedząc, że niezależnie od odpowiedzi, wszyscy i tak wejdą do tego pojazdu. - Nie odpowiadaj na to pytanie - dodała niemal natychmiast, machnięciem dłoni zbywając pierwszą osobę, która ważyła się otworzyć usta.,

@Mistrz Gry
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13491
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Hangar

19 lip 2026, o 14:58

Nephiett nie odpowiedział na jej słowa, przyjmując je w milczeniu. Temat, który otworzyła jej wyprawa do systemu Hydry, był o wiele głębszy i bardziej subtelny niż tylko jedna wyprawa na powierzchnię globu, wciąż fizycznie dochodząc do siebie po wcześniejszych misjach. Szuflada jej problemów na później, którą tak pieczołowicie uzupełniała i trzymała zamkniętą, zaczynała się powoli przepełniać, a uwięzione w niej niedokończone kwestie naciskać na jej ścianki od środka, rozpychając krawędzie i tworząc szczeliny. Niektóre były drobne, niemal niedostrzegalne - inne natomiast wręcz przeciwnie. Spojrzenie rzucone przez Brewera w jej stronę, gdy rozkaz padł od strony jej zastępcy, jakby nawigator zastanawiał się czy Nephiett dalej za nią przemawia; chłód i małomówność Adamsa na odprawie, dookoła którego wciąż unosiło się widmo ich głośnej kłótni oraz oskarżeń na mostku; unoszące się w powietrzu całego okrętu napięcie, którego źródło znajdowało się w jej kajucie pod postacią skrzynki po herbacie wypełnionej anonimowymi głosami... Scott podchodził do tego ostrożnie i z delikatnością kogoś, kto towarzyszył jej od wielu lat i wiedział kiedy można naciskać, a kiedy nie, ale nie wszyscy podzielali jego zdystansowany, uporządkowany charakter.
A rany pozostawione same sobie, miały tendencję do tego, by zacząć się jątrzyć.
- Tym więcej powodów, by zachować większą ostrożność - odparł po chwili neutralnym tonem, nim delikatnie przytaknął głową, dając znać, że przyjmuje jej słowa do wiadomości i częściowo się z nimi zgadza.
Wnętrze hangaru przywitało ich znajomą, otwartą przestrzenią. Pytanie Hawk zawisło w powietrzu, ale nie na długo.
- To po co je zadałaś? - odezwał się Voodoo, marszcząc brwi w szczerym zdziwieniu i ignorując lub nie zauważając gestu, który wykonała. - Pytania z definicji zadaje się, żeby otrzymać na nie odpowiedź.
- Słyszałeś kiedyś o pytaniach retorycznych, Sykes? - odrzuciła Ryana, przerywając na chwilę rozmowę ze Stadtfordem, ale nawet nie odwracając się w stronę mężczyzny. Ten spojrzał w jej stronę.
- Oczywiście. Nie widzę jednak związku. Czy to pytanie miało skłonić nas do refleksji? Nie, bo to oczywiste, że nasze szanse wzrosły, nawet jeżeli minimalnie. Czy miało podkreślić...
- Dopóki nie będziemy musieli do kogoś strzelać - wtrącił się Kirył, szturchając opancerzonym butem leżące działo obrotowe.
- Zainstalujemy je ponownie, gdy wrócicie. - Fred wytarł dłonie w szmatę, po czym zwinął ją i odłożył na pobliską skrzynię. - Potrzebowaliśmy miejsca na siatkę ekranującą. Priorytetem było doprowadzenie was na powierzchnię, a także nie usmażenie całej elektroniki, gdy tylko wlecicie w atmosferę.
- Doprowadzenie na powierzchnię nigdy nie było problemem. - Sykes zaprzeczył niemal od razu.
- W jednym kawałku, Tiberiusie. Doprowadzenie w jednym kawałku. - Mechanik przesunął palcami po wąsach w nieświadomym geście zamyślenia, nim przeniósł wzrok na Hawk. - Będziecie musieli lecieć po omacku, ale polecicie, szefowo.
Stadtford wygasił swój omni-klucz, a Virictus podniósł się z progu, wstając na nogi. Omni-narzędzie na przedramieniu piratki piknęło krótko, a chwilę później to samo uczyniło to na ręce Nephietta. Mężczyzna spojrzał na nie przelotnie, po czym przeniósł wzrok na Hawk.
- Prom Anathemy dokuje przy śluzie. Wyślę ludzi, żeby ich odebrali i przyprowadzili tutaj - powiedział, nim nawiązał połączenie z mostkiem Wraitha, żeby zacząć przekazywać rozkazy. Chwilę później fregata pod ich butami zadrżała, gdy jej silniki wznowiły pracę - powoli zaczynając kierować ją w stronę atmosfery HEX'a.

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3051
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: Hangar

24 lip 2026, o 20:18

Wyświetl wiadomość pozafabularną Chciała, żeby to wszystko było takie proste, by mogło zostać poddane głosowaniu i by mogła liczyć się z opinią własnej załogi na temat tego co powinna, a czego nie powinna robić. Gdzieś w podświadomości wiedziała, że w pewnym momencie zlecenia wykonywane dla Kestrel przekroczyły tę subtelną granicę między opłacalnością a ryzykiem, wkraczając na terytorium, po którym zwykle się nie poruszali. Wojna sama w sobie stanowiła grząski grunt, a atakowanie w ciemno placówki Czarnej Straży było niczym nadepnięcie na oznakowaną minę w nadziei, że ta postanowi nie eksplodować.
Ale potrzebowali kredytów.
Potrzebowali ich do życia, do codziennych zachcianek, do szkockiej whisky dla Adamsa i sushi dla Sayi. Potrzebowali ich by kupić ekwipunek i wynająć dla siebie miejsce w wybranym doku na wypadek, gdyby na Omedze było zbyt gorąco. Potrzebowali ich do stworzenia poduszki finansowej umożliwiającej im zniknięcie na parę tygodni, jeśli konflikt Sojuszu z Radą kiedykolwiek dotrze do progu ich śluzy.
Potrzebowali ich na wypadek, gdyby Kestrel zwróciła się przeciwko nim. Gdyby więcej okrętów otrzymało schematy Wraitha, czyniąc go bezużytecznym jednym, celnym atakiem wymierzonym w ich systemy. Potrzebowali ich by zmodernizować okręt, by wyeliminować małą szansę na to, że natrafią w ogromnej pustce kosmosu na kogoś, kto posiadał klucze dostępu do ich małego królestwa.
O n a potrzebowała tych kredytów, ponieważ nagle ta mała szansa, nieważne jak drobna i nieistotna, wypełniała jej myśli od chwili, w której jej oczy otwierały się rano aż do tej, w której się zamykały wieczorem. Czasem zaś nawiedzała ją w tym okresie pomiędzy, w postaci nawracających koszmarów, przez które budziła się zmęczona, obolała od nieustannego napięcia w karku i spocona od ucieczki przed własną głową.
- Zawsze jestem ostrożna - odrzuciła, rezygnując z opakowania tego kłamstwa w przekonujący ton. Zamiast tego skupiła się na zaparkowanym w ich hangarze promie, przesuwając wzrokiem po wymontowanej broni i po wzmocnieniach, dzięki którym może dotrą na miejsce w jednym kawałku.
Żadna, elokwentna odpowiedź nie przychodziła jej do głowy. Kofeina i środki przeciwbólowe podarowane jej przez Vinnet powinny doprowadzić jej ciało do pionu, a umysł przywrócić w ten typowy tryb, w którym potrafiła utrzymywać dystans - ale ogrom wszystkiego, co wydarzyło się na przestrzeni ostatnich dni odkładał się innego rodzaju zmęczeniem, tym, które zagnieżdżało się w trzewiach. Przytaknęła skinieniem głowy na komunikaty technika, zbyła te komentarze, które zwykle rozładowywały atmosferę i zamiast tego sięgnęła do drona Kestrel, przywołując go i aktywując, gdy członkowie załogi Anathemy mieli do nich dołączyć.
- Liczę na to, że w odpowiednim momencie, twoi ludzie będą pamiętali o tym, dla kogo pracują - rzuciła chłodno do kobiety, na tyle cicho, by nikt stojący obok nie był w stanie tego usłyszeć, chowając słowa w harmidrze panującym w środku. - Nasza współpraca kosztuje mnie dużo więcej, niż inne.
W jej słowach, tym razem, nie tkwił schowany wyrzut. Miała otrzymać za to stosowną rekompensatę i dotarła do punktu, w którym nawet ta potrzeba wyszarpania jeszcze więcej korzystając ze sposobności utknęła pod lawiną wszystkich innych myśli i sprzecznych emocji.
Nie wiedziała, po co w ogóle wypowiadała je na głos - nie czuła potrzeby bycia przez Kestrel zrozumianą, tak, jak nie czuła potrzeby wypowiadania się w tym momencie wcale, a jednak nie była w stanie powstrzymać słów przed wypłynięciem na zewnątrz gdy oczekiwały na przybycie ich posiłków.

@Mistrz Gry
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13491
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Hangar

26 lip 2026, o 13:03

Jej załoganci przekomarzali się i docinali sobie, w znajomym dawaniu ujścia adrenalinie, która krążyła w żyłach każdego z nich przed zbliżającą się misją i niebezpieczeństwem. Hawk widziała tą scenę więcej niż raz, więcej niż sto razy. Nie wyglądało na to, żeby którekolwiek z nich zdawało sobie sprawę z tego, że zagrożenie, które na nich czeka, było większe niż to, któremu stawiali czoło do tej pory. W ich ruchach było widać napięcie i oczekiwanie, ale czy różniło się to od dziesiątek innych desantów, w których brali udział? Telvos próbowała w ten sam sposób co zawsze drażnić Stadtforda, a rudowłosy w ten sam sposób odpowiadał jej zdawkowymi równoważnikami zdań, nie przestając palić papierosa, którego dym stopniowo wypełniał wnętrze Bulwarka; Virictus pozostawał milczący, niemal obsesyjnie co jakiś czas sprawdzając elementy swojego karabinu, poprawiając optykę, sprawdzając wysuwanie się pochłaniacza ciepła, przestawiając przełącznik ognia ciągłego; Friedrich przyglądał się promowi, kręcąc wąsem ze zmarszczonymi brwiami kogoś, kto próbuje sobie przypomnieć czy czegoś nie zapomniał. Gdyby wyciąć ten obrazek i pokazać go Hawk za dziesięć lub dwadzieścia lat, nie potrafiłaby go odróżnić od innych przygotowań do wylotu, w którym z nimi uszczestniczyła.
Jeżeli po ich głowach krążyły te same, ponure myśli, co po głowie rudowłosej piratki, to żadne z nich nie dawało tego po sobie poznać. Bo może dla nich to nadal była rutynowa misja - być może żadne z nich nie widziało w tym potencjalnego punktu zwrotnego w ich pirackiej karierze, być może żadne z nich nie widziało nadziei na bezpieczeństwo kryjące się na horyzoncie, ani na brutalny koniec ich ścieżki, który mógł się ukrywać pod jej fasadą. Może traktowali swoje whisky oraz sushi jako coś pewnego, coś z czego nigdy nie musieli zrezygnować, nawet jeżeli czasy były trudniejsze, a ich bank opustoszały. Może ich sen nie wypełniał się koszmarami bezbronności wywołanej utratą tej przewagi, którą posiadał Wraith - odkrytej dla całej galaktyki, która od razu rzuciłaby się za nimi, wyczuwając słabość i krew.
Może żadne z nich nie zawracało sobie tym głowy, bo wiedzieli, że ich kapitan o tym pamięta.
Kestrel zmaterializowała się bez słowa po tym jak Hawk aktywowała drona. Fixerka była milcząca, a w jej ramionach widać było napięcie. Chociaż twarz miała spokojną, to gdy na krótką chwilę odwzajemniła wzrok piratki, ta dostrzegła w ich oczach cień - bardzo podobny do tego, który przykrywał jej własne myśli.
- Będą. - Słowa kobiety były lakoniczne, ale pozbawione wahania. Gdy Hawk wspomniała koszt tej całej wyprawy, nie odezwała się, ale jej spojrzenie odbiegło na bok, przesuwając się ku Bulwarkowi oraz reszcie jej załogi. Przez jej twarz przemknęło coś krótkiego jak mgnienie oka, co przez uderzenie serca wyglądało jak poczucie winy, nim zostało zakryte z powrotem maskę napięcia.
- Będzie tego warta - odpowiedziała tylko krótko.
Przybycie wsparcia z Anathemy nastąpiło chwilę później. Drzwi do hangaru rozsunęły się, wpuszczając do środka Nephietta w towarzystwie dwóch załogantów Wraitha, których musiał na wszelki wypadek wziąć jako eskortę oraz trójce nowych, opancerzonych żołnierzy. Jeden z nich wyróżniał się od pozostałych już samym wzrostem - mierzący sporo ponad dwa metry mężczyzna górował nad swoimi o wiele niższymi towarzyszami, w ciężkim pancerzu wydając się jeszcze większy, a wzrostem dorównując turiańskiemu zbrojmistrzowi z Wraitha. Wrażenie to potęgowało futro jakiegoś zwierzęcia, które miał narzucone na ramiona i przytwierdzone do opancerzenia, upodobniające go do barbarzyńcy wyrwanego z kart historii, podobnie jak tatuaże wijące się po bokach jego przystrzyżonej głowy.
Jego towarzysze stanowili do niego zupełny kontrast. Szczupła blondynka w smukłym pancerzu, która szła na przedzie, mierzyła mu ledwie do mostka. Gdy wysunęła przed nich, żeby wykonać oszczędny salut przed Hawk, ujawniły się serwomechanizmy ortezy zainstalowanej przy jej prawej nodze, które stabilizowały jej kolano, łydkę oraz udo; jednak pomimo tego, jej krok był sprężysty i pewny. Sam salut nie był wojskowy, to Hawk poznała od razu - brakowało mu znajomego, regulaminowego wyczucia.
- Kapitan Hawkins - przywitała się bez zwłoki. - Nazywam się Serene. To jest Bjarne oraz Laam'zeda - dodała, wskazując na swoich kompanów. Ostatni z wymienionych był jeszcze niższy niż pozostali, a jego twarz skrywał szkarłatny, quariański wizjer. Przy jego kombinezonie bojowym wisiał pistolet maszynowy, a przez plecy miał przewieszony złożony sprzęt, w którym Hawk rozpoznała wieżyczkę bojową. Na jej lufie widniały przekreślone nacięcia, po pięć w każdym rzędzie.
Największy z żołnierzy zrobił krok do przodu w stronę Hawk. Wcześniej pod pachą trzymał coś wielkiego i ciężkiego, co teraz obrócił w rękach i wystawił w stronę piratki, podając jej.
- Mały prezent powitalny od naszej Valentiny - powiedział, patrząc na nią z góry i wciskając w jej ręce pakunek. Głos miał donośny i głęboki, a na jego ustach pełgał uśmiech.
Hawk nie od razu rozpoznała ciężką broń, która wylądowała w jej ramionach, chociaż wcześniej o niej słyszała. Kanciasty korpus pokryty był wieloma, szarymi płytami pancernymi, a szeroka lufa otoczona była pierścieniem ośmiu, prostokątnych komór zasilania, z których każda oklejona była żółto-czarnymi, ostrzegawczymi pasami. Masywna kolba i szeroki uchwyt nie były zbyt wygodne do trzymania, ale z pewnością były zdolne powstrzymać odrzut, do którego były zaprojektowane.
Na symbol ostrzeżenia przed promieniowaniem, który zdobił główny moduł wyrzutni Kain, naklejona była zwykła, żółta karteczka samoprzylepna ze słowami Najszczersze Powodzenia.
Serene wskazała na towarzyszącego im quarianina, a potem na wielkiego żołnierza.
- Laam jest wsparciem technicznym. Bjarne to nasza siła ognia. Ja jestem częściowo mechanikiem, a częściowo pilotem - dokończyła, opuszczając ramię. - Oddajemy się pod twoje rozkazy, kapitan Hawkins.

Wyświetl wiadomość pozafabularną

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3051
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: Hangar

29 lip 2026, o 21:12

Spokój wśród jej załogantów nie był w stanie jej się udzielić - czy teraz, czy na każdej innej odprawie, na której większość z nich zachowywała się w podobny sposób. Przez myśl przemknęło jej, że może nie zdawali sobie sprawy z ryzyka. Jakaś jej cząstka pragnęła uderzyć mocno opancerzoną dłonią w metalową powierzchnię promu i krzykiem zwrócić ich uwagę, zmusić ich do ciszy, do zrozumienia, że któreś z nich mogło tego wieczora nie wrócić na Wraitha.
Kurwa, może żadne z nich.
Stłamsiła tę ludzką cząstkę, skupiając się na obracaniu w głowie ich planu. Jej wzrok prześlizgnął się z załogantów na fixerkę, materializującą obok, a później - ku jej uldze - skupił na otwierających drzwiach. Wodziła nim po rosłym mężczyźnie, który gabarytami musiał dorównywać niejednemu turianinowi, po ich dwójce towarzyszy i po niedbałym salucie, w którym chował się zwyczaj, ale brakowało mu formalności. Na swój pragmatyczny sposób uznała, że mężczyzna musiał być wart racji żywnościowych, których musiał pochłaniać wiele więcej niż inni załoganci.
A później stwierdziła, że Anathema prawdopodobnie nie musiała się takimi drobiazgami przejmować.
- Atomówka? - rzuciła w zamyśleniu, zerkając na wymalowany na ciężkiej broni symbol należący do gatunku uniwersalnych. - Mój ulubiony rodzaj prezentu - mruknęła, bardziej z nawyku niż szczerości, bo choć gest Valentiny był na papierze wyjątkowo hojny i miły, cała jej wdzięczność pogrzebana była pod grubą warstwą napięcia.
Zważyła broń w dłoniach, robiąc to być może nieco zbyt nieostrożnie jak na jej zawartość - a przynajmniej to podpowiedział jej zwykły, ludzki instynkt gdy podrzuciła ją lekko w dłoniach, nim dogoniło go wojskowe przeświadczenie o tym, że broń musiała być zabezpieczona przed dużo gorszymi turbulencjami.
- Sprawdźmy, czy waszemu kapitanowi też się spodoba - rzuciła sarkastycznie, w ten sposób, który Kestrel musiała już poznać, ale interesowało ją w jaki sposób mieli zareagować na potencjał zamordowania Castella załoganci Anathemy będący pod jego rozkazami.
Broń wsunęła się na jej zaczep magnetyczny z cichym kliknięciem. Odwróciła się, po raz ostatni omiatając spojrzeniem wnętrze hangaru i zatrzymując ten wzrok na stojącym nieopodal mężczyźnie.
- Wszystko już wiesz - rzuciła, bardziej do siebie niż do niego, wspominając nie odprawę ani wydane podczas niej polecenia, ale rozmowę, którą odbyli wiele godzin wcześniej we wnętrzu jej kajuty. - Jesteśmy gotowi.

@Mistrz Gry
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13491
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Hangar

31 lip 2026, o 14:21

Kain był ciężki w rękach, jakby na jego wagę miały wpływ nie tylko pancerne płyty, które oplatały jego korpus, zapewne mając tłumić wewnątrz towarzyszące mu promieniowanie, a również potencjalne skutki wystrzelenia pojedynczego pocisku, który był w nim załadowany. Jego powierzchnia była czysta i dobrze zachowana, co sugerowało, że albo jego poprzednia właścicielka bardzo o niego dbała i pamiętała o odpowiedniej konserwacji, albo że broń nie była zbyt często wykorzystywana - o ile w ogóle. Cyfrowy licznik, który znajdował się pod główną rączką na przodzie, wskazywał zielone 01, potwierdzając stan gotowości wsadzonego rdzenia.
Załoganci Anathemy zareagowali na jej komentarz dotyczący Rhysa w oszczędny sposób. Wielki mężczyzna zaśmiał się pod nosem, przenosząc wzrok z wyrzutni, którą ważyła w rękach, na czekający na nich opancerzony pojazd. Serene uniosła lekko brew, ale nie wydawała się ani zniesmaczona, ani wrogo nastawiona, najpewniej traktując jej ironiczną uwagę jako niewiadomą, co do której jeszcze ma za mało informacji, żeby ją skomentować. Maska quarianina pozostała natomiast nieprzenikniona, gdy ten wpatrywał się w Hawk bez słowa.
Nephiett skinął głową, nie potrzebując dalszego potwierdzenia.
- Opuścić hangar! Dziesięć minut do zejścia w atmosferę! - powiedział głośno, kierując swoje słowa do pozostałych techników kręcących się po pomieszczeniu i dezaktywując swój omni-klucz. Ludzie zaczęli zabierać swoje rzeczy i mocować skrzynki z narzędziami do zaczepów technicznych; lampy w hangarze zmieniły kolor na pomarańczowy, zaczynając mrugać ostrzegawczo.
Scott zaplótł dłonie za plecami, gdy reszta jej oddziału zaczęła wchodzić do wnętrza Bulwarka. Kestrel przez chwilę stała obok Hawk, jakby kontemplowała czy również ma wejść do środka, nim jej dron przelewitował przez próg, znikając w pojeździe jako ostatnia. Na paręnaście sekund piratka została na pokładzie sama ze swoim zastępcą, który przyglądał jej się w milczeniu.
W końcu skinął tylko głową, wkładając w ten oszczędny gest więcej niż mogłyby wyrazić słowa. Chociaż mogli nie zgadzać się ostatnio w paru kwestiach, to wiedziała, że ta jedna się nie zmieniła. Wraith nie mógł podążyć za nimi na powierzchnię i jeżeli turiańska baza miała okazać się ich grobem, to lista zamknięta na przekazanym dysku miała stać się powinnością mężczyzny, którą ten przyjął bez protestu.
Wnętrze Bulwarka było nieco ciaśniejsze niż to w Kodiaku, ale paradoksalnie bardziej wygodne. Opancerzony desantowiec był zaprojektowany do przewożenia żołnierzy od samego początku, co stanowiło jego główną funkcję. Gdy Hawk weszła do środka i zamknęły się za nią drzwi, była ósmą osobą która znalazła się w środku. Ławki po obu stronach sekcji desantowej mogły pomieścić ich całą grupę równo po cztery osoby - obecnie po jednej stronie usiadła trójka załogantów z Anathemy, a po drugiej trójka z Wraitha - wyłączając Telvos, która stała w przejściu do kokpitu. Obie grupy wpatrywały się w siebie w ciszy, ale spojrzenie asari było odmienne od pozostałych. Była komandoska wpatrywała się w blondynkę z uwagą, która odróżniała się od obojętnego wzroku Stadtforda, podejrzliwego Kiryła i czujnego Virictusa.
- Znam cię - przerwała niespodziewanie milczenie, które wypełniało Bulwarka. Blondynka spojrzała w jej stronę, ale w jej wzroku nie było zaskoczenia.
- Uwaga, mamy kolejnego fana. - Kobieta się nie odezwała, ale zrobił to quarianin, odzywając się po raz pierwszy. Jego głos był szorstki i chropowaty, co tylko częściowo wynikało z metalicznego pogłosu głośnika jego maski i niósł w sobie kpiące nuty. Telvos uśmiechnęła się triumfalnie, jakby słowa technika z Anathemy - chociaż pogardliwe - potwierdziły jej podejrzenia.
- Feniks, prawda? - kontynuowała niezrażona, wpatrując się w blondynkę, która odwzajemniała jej wzrok w ciszy. - Byłaś trzecia w zeszłym roku na Illium. I druga w eksterminacji nad Bindur.
- O czym ty mówisz, Telvos? - Virictus obrócił twarz w stronę asari. Siedzący obok niego Stadtford przekrzywił lekko głowę, przyglądając się kobiecie z nową uwagą i po chwili również cieniem rozpoznania.
- O wyścigach. - Ryana spojrzała na turianina, a gdy nie dostrzegła na jego twarzy zrozumienia, skrzywiła się z niesmakiem. - Nikt z was nie ogląda wyścigów organizowanych w Terminusie?
- Pozbieracie sobie autografy później. - Głos Adamsa przerwał słowa asari, rozlegając się z wnętrza Bulwarkowych głośników. - Pięć minut do zejścia w atmosferę Hexa. Niech ktoś usadzi dupę przed sterami i będzie gotowy, bo jak otworzy się hangar, to zostaniecie wrzuceni w środek najgorszego gówna w jakim lataliście. Wygląda to cholernie nieciekawie nawet z orbity. - W słowach Johna przebrzmiewało napięcie. - Doprowadzę was najniżej jak będę w stanie, ale i tak będzie ciężko.

@Hawk
Hawk
Awatar użytkownika
Administrator
Posty: 3051
Rejestracja: 14 kwie 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 35
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan pirackiej łajby
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 218.487
Medals:

Re: Hangar

8 sie 2026, o 16:53

Od samego początku zlecenia dla tajemniczej fixerki z Terminusa należały do tych obarczonych większym ryzykiem - a jednak tym razem opuszczanie Wraitha wydawało się trudniejszym zadaniem niż we wszystkich poprzednich. Tajemniczy ciężar zagościł na jej ramionach i nie ustępował, gdy po raz ostatni zerkała w stronę Nephietta nim jej głowa odwracała się w stronę Bulwarka.
Wiele rzeczy mogło za tym stać.
Efekt kuli śnieżnej wszystkich, kolejnych zleceń, z których każde odrobinę przesuwało skalę jej ogólnego zmęczenia. Obrażenia, które odniosła przy ucieczce z kompleksu stacji kosmicznych należących do Rady. Pełna świadomość miejsca i skali zagrożenia, jakie ze sobą niosło teraz - w tym zwieńczeniu wszystkiego, co robili dotychczas. Nawet wynagrodzenie - to, jak wiele stało teraz na szali i jak bardzo zyskałby na tym Wraith, gdyby im się udało.
Zaś w jakimś odizolowanym zakamarku jej serca chowało się kolejny klocek, element układanki stojący za tym, dlaczego tym razem było trudniej, choć przecież nikt się nie kłócił i samo podejmowanie decyzji bądź rozwiązywanie problemów w komunikacji dla odmiany nie stanowiło żadnego problemu. To w nim wykiełkowało poczucie zdrady, którego wcale nie powinna czuć jako osoba nieustannie rozważająca, czy przypadkiem nie prościej byłoby Castella zamordować.
Znajdując dla siebie odrobinę miejsca we wnętrzu promu, wyrwała się z zamyślenia dopiero pod wpływem nagłych słów Telvos. Odruchowo poszukiwała w nich jakiejś zaczepki, wszak ich dwie załogi były miały prawo być ku sobie nieprzychylne, ale gdy sens tego, co mówiła, wreszcie do niej dotarł, jej brew powędrowała w górę.
- Niezła ksywka - skwitowała, przeszukując we własnych wspomnieniach czy kiedykolwiek natknęła się na wzmiankę o niej bądź oglądała wyścigi. Zwykle, gdy coś leciało oglądane przez załogę w mesie, nie przywiązywała szczególnej uwagi do tego, co to konkretnie było. - Mamy w takim razie naszego pilota.
W teorii każde z nich mogło pilotować Bulwarka, z mniejszym bądź większym powodzeniem, ale nie widziała problemu w przekazaniu tego zadania do osoby, która jako pilot się częściowo identyfikowała - oraz startowała w wyścigach. Biorąc pod uwagę przeciwności, które mogli napotkać na swojej drodze, przyda im się każda przewaga, jaką mieli, a choć nie ufała żadnemu załogantowi Anathemy per se, ufała za to, że blondynka miała jeszcze jakieś chęci do przeżycia.
- Jesteśmy gotowi - potwierdziła zdawkowo na otwartym kanale, kierując swoje słowa do Deuce'a, którego głos, pomimo ich poprzedniej kłótni, działał na nią niemal kojąco w obecnej chwili.

@Mistrz Gry
THEME⌎ ARMOR⌎ VOICE⌎ NPC⌎
ObrazekObrazek
+10%⌎ do bycia twoją starą+20%⌎ do bycia starą twojej starej+30%⌎ do bycia starym starej twojej starej

Wróć do „Wraith”