Nadzorowana i w całości podlegająca pod NDC stolica Noverii. Siedziba i serce wielu galaktycznych korporacji, ciemnych interesów i niebezpiecznych, wzbudzających kontrowersje eksperymentów. W mieście od niemal zawsze panuje wzmożona ochrona koordynowana przez Kontrolę Ryzyka Elanus, przez co zwyczajni przyjezdni nie są tu zbyt mile widziani, a każdy, kto nie jest przedstawicielem jednej z tutejszych firm traktowany jest z agresywną podejrzliwością.

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13518
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Ogród botaniczny

23 sie 2026, o 13:48

Obrazek Pośród nieprzyjaznego i mroźnego klimatu Noverii, w samym sercu Portu Hanshan wydzielono mały skrawek ciepła przeznaczony dla najbogatszej klienteli. Ogrody botaniczne są kameralną, w pełni sztucznie stworzoną enklawą tworzącą pozory panującego na Ziemi klimatu. Cała przestrzeń została zaprojektowana na wzór tradycyjnego japońskiego ogrodu, z niewielkimi stawami, kamiennymi alejkami, drewnianymi pomostami i starannie dobraną roślinnością. Systemy ośrodka kontrolują temperaturę, wilgotność oraz cykl kwitnienia, dzięki czemu drzewa wiśni mogą kwitnąć niezależnie od warunków panujących za grubymi ścianami kompleksu.
W centralnej części ogrodów znajduje się niewielki pawilon herbaciany, oferujący gościom herbatę aromatyzowaną kwiatami wiśni.
Ze względu na ograniczoną przestrzeń i wysokie ceny jest to miejsce odwiedzane przede wszystkim przez najzamożniejszych mieszkańców oraz gości ośrodka, szukających odrobiny prywatności i spokoju z dala od chłodnej, przemysłowej Noverii.
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13518
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Ogród botaniczny

23 sie 2026, o 13:59

Obrazek
Coup de Grâce
Mistrz Gry: Hawk
Gracze: Mila Račan, Crassus Curio, Charles Striker, Kiru Heidr Varah, Isha D'veve
---
« Je marcherai les yeux fixés sur mes pensées,
Sans rien voir au dehors, sans entendre aucun bruit,
Seul, inconnu, le dos courbé, les mains croisées,
Triste, et le jour pour moi sera comme la nuit. »

Wyświetl uwagę Mistrza Gry
Od chwili, w której część z nich opuściła Hemerę minął równo miesiąc.
Zoé Gauthier wypełniła swoją stronę umowy. Rue znalazła się w znakomitej klinice, w której z jej głowy wyjęto wszczepiony tam przez Cerberusa implant. Z pomocą koneksji bogatej rudowłosej gdy tylko dziewczynka doszła do siebie, trafiła do sierocińca w szczęśliwej, zamożnej części wszechświata, w której miała większe szanse na odnalezienie życia, które mogłoby zrównoważyć to, które prowadziła obecnie. Jej implant został przez Gauthier zachowany, choć nie na długo - twierdziła, że zna parę osób, które mogłoby powiedzieć na jego temat coś więcej.
Po dwóch tygodniach jednak Račan otrzymała go w paczce, tkwiącej w śluzie promu należącego do R&C Security Services wraz z krótką notatką: "na razie nic, może ty będziesz miała więcej szczęścia?".
Rudowłosa była agentka Cerberusa nie miała żadnych powodów, by nadal z nimi współpracować a jednak odezwała się ponownie całkiem niedawno, informując o tym, że udało jej się znaleźć ślad Lyssy T'Saeri, która zbiegła z Omegi nim zdążyli na nią powrócić. Wiadomość wylądowała na omni-kluczach Mili, Ishy i Kiru, jedynej trójki osób, która opuściła Hemerę wedle wiedzy Gauthier - po niej jednak na skrzynkę Strikera wpadło krótkie a ty żyjesz w ogóle?, po którym, jeśli odpisał, wybrzmiało to samo zaproszenie.
Wyznaczone przez nią miejsce spotkania wypadało dość specyficznie w kontraście do tych, które nawiedzali przez ostatnie trzydzieści dni.
Noveria przywitała ich znajomą, chłodną atmosferą panującą zarówno na zewnątrz, jak i w środku. Pracownicy Portu Hanshan krytycznie spoglądali na ich grupę, wielokrotnie pytając o ich cel wizyty i w zasadzie to kto ich upoważnił do przylotu. Gdy wreszcie opuścili biurokratyczne piekło, jakim była strefa przylotowa, wskazówki zostawione im przez Gauthier poprowadziły ich do jednej z wind, która z kolei odmawiała zabrania ich na właściwe piętro - dopóki nie znaleźli pracownika ochrony, który upewnił się, że ich zaproszenie było prawdziwe i odblokował im właściwy panel.
Drzwi windy otworzyły się przed nimi parę piętr wyżej. Natychmiast odczuli, że w środku panowała wyższa temperatura i wilgotność, a w zwykle sterylnym powietrzu Portu Hanshan nagle pojawiły się zapachy kwiatów i ziemi. Gołe, surowe ściany korytarza kończyły się na kompozytowej fasadzie zdobionej, ornamentalnej bramy, przed którą tkwił jakiś mężczyzna odziany w ozdobne, kolorowe szaty sięgające samej ziemi. Napis u góry głosił, że znaleźli się w ogrodach botanicznych - wypisany na drewnianej tabliczce, co samo w sobie było wyznacznikiem luksusu na pozbawionej drzew planecie.
- Wydaje mi się, że pomylili państwo piętra - rzucił uprzejmie, z dłońmi schowanymi w rękawach swojego odzienia gdy zza bramy nagle wyłonił się znajomy kolor rudych włosów.
- Tu jesteście! - okrzyk wyprzedził Gauthier, docierając do nich zanim spostrzegli jego źródło.
Zoé Gauthier wyminęła mężczyznę, stając obok niego w bramie. Miała na sobie długie i kolorowe kimono, a także parę specyficznie wyglądających butów. Jej włosy były spięte w skomplikowany sposób, wystawały z nich długie szpile podtrzymujące całość konstrukcji. Z szerokim uśmiechem ostentacyjnie pokłoniła się przed nimi w ramach powitania.
- Konichiwa! - rzuciła radośnie, ignorując krzywy grymas stojącego obok mężczyzny. Jej wzrok prześlizgnął się po całej grupie, zatrzymując najpierw na Charlesie, a później na stojącym obok Curio. - Już wyszedłeś z więzienia? - rzuciła zaczepnie, podpierając boki rękoma a długie rękawy jej szaty majestatycznie spłynęły w dół. - Kto to jest? - dodała, wskazując Crassusa, a na jej twarzy nagle pojawił się grymas. - I gdzie jest Mila?

Wyświetl uwagę Mistrza Gry
Charles Striker
Awatar użytkownika
Posty: 1595
Rejestracja: 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 172.300
Medals:

Re: Ogród botaniczny

24 sie 2026, o 16:45

Nowy Rok powitał Charliego jak zawsze przyjemnościami wprost z szczytu jego listy ulubionych aktywności. Dwie szybkie niewole, bunt więzienny, korporacyjne przygody oraz niesamowite ilości stymulantów. Nawet w niewoli. Wciąż żałował, że to nie jego głowa została zmiażdżona tamtej nocy przez wściekłego kroganina. To mógł być jego moment. Zamiast tego gnił teraz w swoim mieszkaniu-kontenerze na jakimś zadupiu żeby znowu komuś nie podpaść. Jego zimowy urlop trwał w najgorsze.
Lekko zataczającym się krokiem wypadł spod prysznica ruszając w stronę konsoli. Dźwięk przychodzącej wiadomości brzmiał jak nowe zlecenie. Potrzebował czegoś żeby nie musieć pracować nad sobą w wolnym czasie. Praca brzmiała bezpieczniej. Zabrał z popielniczki niedopalonego skręta i go odpalił.
- Ja pierdole. - Jęknął zmęczony, a oczy prawie uciekły mu do środka czaszki. Dobrze wiedział, że nie było to pytanie czysto towarzyskie. Zaciągnął się jak wściekły. Dopiero ból w płucach przywrócił go do rzeczywistości. Wypuścił dym z płuc i odpisał krótko “Tak”. Potem już tylko zobaczył zaproszenie.
Znał to miejsce. Obstawiali tam kilka ważniejszych spotkań szefostwa, kiedy bogaci chcieli odgrywać Daimyō. To przypomniało mu o Kenjim. Pamiętał jak chciała dojebać Alexowi, więc zaczął mieć podejrzenia związane z wyborem miejsca spotkania. Zauważył, że kolejna wiadomośc przyszła. Tym razem od Curio. Jak widać miał się z kim zabrać na Noverie. Liczył tylko na to, że na miejscu nie będzie jakiejś gorącej turianki z narkotykami.
Zanim zaczął się pakować, wysłał zapytanie do swojego dostawcy towaru czy mógłby mu załatwić coś specjalnego. Coś co można było załatwić tylko z nielegalnych plantacji na tropikalnych wyspach.

Znał Noverie. Nie lubił tego miejsca. Teraz jeszcze bardziej gdy odebrano mu wszystkie korporacyjne dostępy. Już wcześniej ochrona potrafiła się tutaj przypierdalać gdy wyglądał jak członek szwadronu śmierci, tak teraz przechodziła samych siebie. Zostawił więc użeranie się z nimi innym. Dobrze, że on i Crassus zdążyli wypalić ile trzeba aby przejść przez procedury względnie bez strat mentalnych.
Załatwienie prezentu w ramach przeprosin było bardzo korporacyjnym rozwiązaniem. Nigdy nie był na tak wysokiej pozycji by takie prezenty dawać lub otrzymywać, ale zdążył się naoglądać takich rzeczy. Jego kontakty z półświatkiem miały swoje plusy. Nawet jeśli chodziło o zdobycie specyficznego owocu.
Z Kiru widział się już w pierdlu, ale Ishy nie widział od tego czasu. Nawet jej nie poinformował, że żyje. Najebał Skaxowi więc myślał, że może jej opowiedział o spotkaniu. Uznał jej ciszę za bycie złą za pobicie jej młodszego brata.

- Myślałem, że osiem godzin reżyserskiej wersji "Rebel Sun" było koszmarem, ale Noveria jak zawsze nie zawodzi. - Rzucił do Curio, gdy zaczęli się przenosić się z brutalistycznego piekła do feudalnej azji. Japonia to kurwa nie była. Nawet strażnik co ich zatrzymał nosił koreański hanbok.
Aż nim wstrząsnęło gdy uderzył w niego okrzyk Zoé. Wyglądała jak zawsze olśniewająco, gdy on zdążył wrócić już do swojej menelskiej persony. Niesamowite co zakłady karne potrafiły zrobić z ludźmi w tak krótkim czasie. Nawet tam nikt się nie darł tak jak ona. Nawet jak ktoś był cięty to w ciszy. Z szacunkiem dla innych.
- Ohayo, Gauthier-Chan! - Rzucił podwyższonym tonem i robiąc znak pokoju wolną ręką. Nie tylko ona znała japońską kulturę. Striker był wszakże też człowiekiem wielkiej kultury. Wiedziała też o więzieniu. Zastanawiał się czy to przypadkiem nie był jej ostatni prezent, że jego kontener nie poleciał z Cerberusem. Zamiast tego wylądował w Czyśćcu, akurat w czasie buntu stworzonego przez SST. - Był bunt to wyszedłem. Nie będę kiblował w takich warunkach. - Pokręcił głową niezadowolony. W Delfinie przynajmniej mieli mięciutkie materace. - To jest C z R&C Security Services. Crassus Curio. - Przedstawił Turianina. Wiedział, że nie musiał bo znając Gauthier to obserwowała ich już od momentu wejścia na stacje. Co jak co, ale wątpił w to by nie odrobiła takiej pracy domowej. Pytanie o Mile zostawił Crassusowi. Pamiętał, że mu mówił ale już zapomniał dokładnie gdzie i po co.

@Mistrz Gry
Obrazek Obrazek Obrazek ObrazekObrazek Obrazek Obrazek Obrazek GG 56291905
Isha D'veve
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 388
Rejestracja: 17 paź 2021, o 18:53
Miano: Isha D'veve
Wiek: 109
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Najemniczka
Lokalizacja: Hemera
Status: Wolna od Cerberusa
Kredyty: 21.500
Medals:

Re: Ogród botaniczny

25 sie 2026, o 09:54

Odpoczynek. Reset. Przerwa. Wszystkie te słowa brzmiały świetnie, gdy się o nich myślało, ale gdy przychodziło co do czego, Isha nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić. Robota na Hemerze uczyniła ją bogatszą, niż by sądziła, ale wraz z nowo zyskanymi kredytami nie przybyła wcale zdolność czy chęć pójścia na emeryturę. Kłębiące się wokół niej czarne myśli nie chciały opuszczać jej jaźni niezależnie od tego, czy próbowała stłumić je alkoholem, towarzystwem, czy nawet niegdyś uwielbianym wypadem na automaty.
Powoli, ale stabilnie stawała się smutnym, wiecznie podkurwionym wrakiem. Mindoir był pierwszym ciosem a Cerberus wykorzystał impet i przywalił jej jeszcze raz. Wywaliła się na ziemię i niezbyt miała ochotę wstawać.
Czas miał jednak to do siebie, że leczył rany, albo przynajmniej sprawiał, że bolały trochę mniej. Pewnego suto zakrapianego wieczoru zaś, doszło do niej bardzo proste pytanie - co ze mną jest nie tak?
Nie znalazła odpowiedzi. No a w każdym razie nie na to pytanie. Wniosek, jaki wysunęła, był nieco inny - gdyby Isha chciała, to rzuciłaby to wszystko w cholerę. Zrobiła już swoje i nie była nic nikomu winna. Fulvi i Skax by zrozumieli. Zresztą, to nie koniec świata, mogliby dalej utrzymywać kontakt, nawet gdyby została cywilem.
Nie rzuciła tego, bo nie chciała. Jakaś jej część została już w najemnym, szemranym świecie, gdzie wszystko idzie w cholerę i pieniądze zarabia się tak szybko, jak się je marnuje i już nigdy go nie opuści. Wmawianie sobie, że chce być gdzieś indziej było po prostu nieproduktywne. Świat był chujowym miejscem, nie znaczyło to jednak, że trzeba było cały czas się nad tym użalać.
Po prostu musiała złożyć się do kupy.
I dokładnie tak zrobiła. Krok po kroku. No cóż, w zasadzie, to krok do przodu i krok do tyłu, a potem już tylko małymi kroczkami, ale nikt jej tego nie odebrał.

Wieść od Zoe przyszła dość niespodziewanie. To jest, nie zdziwiło ją, że nadeszła - w końcu była im winna małą aktualizację w sprawie Rue, ale zaskoczył ją moment. Sprawa trochę ucichła, a D'veve zajęła się sama sobą. Wątek jednak wrócił, a skoro już zadeklarowała się, że zajmie się Lyssą i jej występkami, no to trzeba było to zrobić. Nikt jej nie zapłaci, ale niektóre rzeczy były po prostu kwestią honoru. Eksperymenty na dzieciach, Lyssa? Nie przesadzajmy.
Fulvinia podwiozła ją na Noverię. Udało jej się przejść kontrole nieco wolniej, niż by chciała, ale szybciej, niż się spodziewała. Przywilejem bycia pojedynczą Asari, która będzie na powierzchni tylko we własnym towarzystwie było to, że łatwiej było jej wyjść na zwykłą członkinię społeczności galaktycznej.
Samo miejsce spotkania wyglądało przyjemnie, ale nie było takie dla nich. Nikt tutaj nie ufał takim, jak oni. Nie mogła im się dziwić, zresztą.
Przywitała znajome twarze znacznie szczerszym uśmiechem niż ten, który ostatnio widzieli. Obecność Strikera nie była zaskoczeniem. Po pierwsze, miała przeczucie, że nic mu nie będzie, a po drugie, Skax opowiedział jej trzy po trzy co wydarzyło się w Czyśćcu. Nie był zbyt szczegółowy i plątał się w zeznaniach, ale dowiedziała się tego, co powinna - że tam był, że był wrogiem i że wszyscy zaangażowani przeżyli.
Czyli ktoś okazał komuś litość, co znaczyło, że Isha była winna Charlesowi wdzięczność. Równa wymiana. Zresztą, ta relacja była dość popieprzona.
- Czy ten gość może umrzeć? Czy to jest jeszcze możliwe? - parsknęła, rozkładając luźno ręce, a potem podchodząc do Strikera, by poklepać go po ramieniu. - Przy pierwszej okazji, ja stawiam. - Za Skaxa.
Zwróciła się do Zoe:
- Hej. Nie wiedziałam, że jesteś Azjatką - powiedziała w końcu coś po japońsku. Gdy ktoś uświadomił jej, że to nie czyni Gauthier azjatką, mruknęła tylko. - Och, no tak.
Powstrzymała się od tłumaczenia, że uwielbia holovidy o ziemskich ninja. Zapytana o Crassusa, którego obecność również nieszczególnie zszokowała Ishę, wzruszyła tylko ramionami.
- Bardzo platoniczny partner życiowy Mili. Prawdopodobnie też najlepszy strzelec w tym składzie. Albo przynajmniej nim był, gdy ostatnio go widziałam.
Nie czuła się szczególnie dobrze z obracaniem wszystkiego tu w żart.
- Dobrze cię widzieć - to rzuciła w eter, chyba po trochu do każdego. - I dzięki, że to w ogóle robimy. - To już wycelowała konkretniej w Zoe.
Ostatnio zmieniony 26 sie 2026, o 03:28 przez Isha D'veve, łącznie zmieniany 1 raz.
Crassus Curio
Awatar użytkownika
Posty: 231
Rejestracja: 1 cze 2021, o 13:28
Miano: Crassus Curio
Wiek: 36
Klasa: Szpieg
Rasa: Turianin
Zawód: Najemnik. Ale taki legendarny!
Lokalizacja: Gdzieś w kosmosie
Kredyty: 650
Medals:

Re: Ogród botaniczny

25 sie 2026, o 15:15

Cały ten czas przeminął Crassusowi w raczej pozytywnym klimacie. Po drobnym prężeniu muskułów jako wygrany areny i bohater Cytadeli, Curio z chęcią oddał się prozie życia codziennego i nawet z radością przyjął fakt, że Cytadela i cała reszta ruszyli dalej z biegiem czasu. Nie, że pięć minut sławy mu jakoś wybitnie przeszkadzały, Crassus był niezłym aktorem i zagrał swoją rolę zawodów ale jednak ostatecznie wolał ciszę w codziennym życiu. Skupił się więc na prowadzeniu firmy i nieco spokojniejszych zleceniach, głównie zajmując się konsultacją w kwestiach zabezpieczeń i ochrony. Mila mogła zajmować się robotą w polu, tak jak lubiła, podczas gdy Curio przejął większość zleceń wymagających kontaktów międzyistotowych, w których turianin mógł zabłysnąć swoją wyjątkową charyzmą i wdziękiem. A i tym, że po prostu lubił gadać.
Sytuacja zmieniła się pewnego dnia gdy jego partnerka przysłała mu wiadomość, szukając zastępstwa. Faktycznie, Crassus kojarzył temat piąte przez dziesiąte, a i tą całą Zoe coś tam kojarzył z opowieści Mili. To ułatwiało sprawę zastępstwa w miejsce Chorwatki ale nawet gdyby nie to - Curio i tak podjąłby się zadania. Odpisał więc Mili prostym:
“Luz, załatwię to.”
I to też zamierzał zrobić, co usprawiedliwiało jego gorliwe przygotowania - w tym wyczyszczenie swojego zasłużonego Raptora, który raz jeszcze będzie miał okazję zadziałać poza strzelnicą jak w ostatnich miesiącach.
Podróż na Noverie zajmie moment, zapewne przysparzając Crassusa o nudę, więc turianin przygotował się zapasem filmów i audiobooków. Ale też i towarzystwo - coś miał przeczucie, że Striker też może być na tej robocie. Coś już słyszał od Mili o Charlesie, więc tak też założył. I napisał do mężczyzny, chcąc przekonać się czy miał rację czy nie. Co prawda wyszłoby nieco niezręcznie jakby Striker jednak nie był powiązany i teraz Curio musiałby się tłumaczyć o co chodzi ale na szczęście turianina, tym razem miał rację. I przynajmniej zyskał towarzysza podróży! Świetnie!
Gdy dotarli wreszcie na miejsce, Crassus przyjął odmienność Noverii z wielką ulgą. Szczególnie obecność Kiru i Ishy, których nie widział już… Długo, bardzo długo. Jak to miał w swoim zwyczaju przywitał się wylewnie z obydwiema i wymienił uprzejmość na drodzę do miejsca spotkania. Może przez fakt nie-bycia człowiekiem, Curio nie miał problemów z dziwną Azjatycką enklawą - po prostu nie czuł tu niczego wyjątkowego. Nawet wolał to, prawdę mówiąc, od brutalistycznego stylu reszty kolonii. A i na pewno wolał to od zasranych ośmiu godzin z Rebel Sun. Po tym komentarzu Strikera, Crassus spojrzał się na niego w najbardziej martwy sposób jaki mógł.
- Ni chuja. Nic nie zwróci mi tego czasu. Na cholerę tam była scena koszenia zboża, która nic nie wniosła?! I TO DWA RAZY?! - odchrząknął aby się nieco uspokoić i poprawił zasobniki na pancerzu. Ale musiał się po drodze podzielić swoim ostatnim snem.
- …rozumiesz? Normalnie myślałem, że jestem człowiekiem. I wtedy mnie zapowiedzieli - Raheem ‘Trick’ Williams. Dziwne, nie? Dlaczego śniło mi się, że jestem jakimś czarnym wrestlerem… - niestety, jego opowieść musiała zostać przerwana w momencie gdy powitała ich rudowłosa burza. Oczywiście miał za nic uwagę portiera - byli we właściwym miejscu. Turianin zmrużył oczy, jednak szybko rozpoznał w nadchodzącej kobiecie Zoe. Odpowiadała opowieściom Mili.
Crassus poczekał aż pozostali go przedstawią, w międzyczasie machając do Gauthier na powitanie. Ale i sam dodał swoje trzy grosze, w końcu oglądał ludzkie filmy i szybko rozpoznał Azjatycką kulturę. Chińczycy.
- Spoko, Striker, Isha. Załatwię to. - odezwał się i dał krok do przodu. - N i h a o. Jestem emisariuszem Mili. No i partnerem biznesowym w firmie, nie? Przysłała mnie tu bo sama jest nieco zajęta, także tego. Oto jestem. - klepnął się obydwiema trójpalczastymi dłońmi w napierśnik. - Polegaj na mnie jak na Zawiszy, cokolwiek to znaczy. Tak jakby była tu Mila.
Spojrzał też na Ishę.
- Nadal coś tam chyba umiem strzelić. W każdym razie, my tu gadu gadu a chyba mamy jakąś robotę?

Wyświetl wiadomość pozafabularną
VӨICΣ | ƬΉΣMΣ | FΣVΣR ObrazekObrazek Wyświetl wiadomość pozafabularną
Kiru Heidr Varah
Awatar użytkownika
Posty: 843
Rejestracja: 3 cze 2013, o 23:04
Miano: Kiru Heidr Varah
Wiek: 100
Klasa: Szpieg
Rasa: Yahg
Zawód: Przemytnik
Lokalizacja: Cytadela
Status: ex-Krwawa Horda, jako Urdnot Kubera poszukiwana przez organizacje zwalczające przemyt
Kredyty: 56.533
Medals:

Re: Ogród botaniczny

26 sie 2026, o 22:58

Trudno było znaleźć w galaktyce gorsze miejsce na spotkanie niż Noveria. Nie dość że pizgało tak, że nie miało się ochoty nawet wystawić stopy poza port, to jeszcze jeszcze kontrola wyraźnie postawiła sobie za cel prześwietlić ją do pięciu pokoleń wstecz. Wreszcie, po długiej i wyczerpującej sesji gry w „1000 i 1 pytań” Kiru udało się przedrzeć przez posterunek celny, gdzie jedynie widmo gigantycznego rachunku za zniszczenia powstrzymało ją przed wejściem z przysłowiowego buta.
A wszystko to żeby odpowiedzieć na wezwanie Zoe, która twierdziła, że natrafiła na jakiś ślad Lyssy i oczywiście nie mogła im po prostu wysłać informacji mailem. Właściwie to rozsądek podpowiadał żeby to wszystko olać; w końcu jakoś udało im się skończyć robotę i nawet dostali zapłatę, więc po co mieliby ganiać po całej galaktyce w poszukiwaniu jednej asari?
Na szczęście przynajmniej zebrana ekipa zawierała te same, stare zakazane mordy. Choć obecność całej ich wesołej gromadki w jednym miejscu oznaczała, iż szanse na rozróbę rosły w tempie wykładniczym.
- Skoro już wymieniliśmy uprzejmości, to podejrzewam że nasze przedzieranie się przez tutejszą ochronę miało jakiś cel?
ObrazekObrazek Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13518
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Ogród botaniczny

28 sie 2026, o 17:47

Wzrok Gauthier przesunął się w wytrenowany sposób po sylwetce Strikera i gdyby nie drgnęło jej oko, nie dostrzegłby w nim żadnej oceny jego obecnego stanu. Po nim powoli przeniósł się w stronę D'veve, która wzięła na swoje barki przedstawienie nowego uczestnika ich ekspedycji. Rudowłosa podparła rękami biodra, przyglądając się mu z wyraźną zadumą.
- A R to niby od czego? - żachnęła się, z początku z jakiegoś powodu antagonistycznie nastawiona do turianina, choć sam Curio nie dostrzegał w jej zachowaniu zbyt wielkiego sensu. - Och - dodała, gdy dotarł do niej sens ich nazwy ochroniarskiej. Westchnęła ciężko i ostentacyjnie, wyciągając przed siebie dłoń by zerknąć na idealnie zrobione paznokcie. - Wątpię, żebyś był w stanie ją zastąpić.
Strzepnęła nieistniejący paproch ze swojej szaty i odchrząknęła, maskując prawdziwy przebłysk zawodu wywołany brakiem obecności Račan na dzisiejszym spotkaniu. Słowa Kiru jednak przywróciły ją na odpowiedni tor i okręciła się wokół własnej osi, zapraszając ich, by wraz z nią ruszyli wgłąb ogrodu botanicznego.
- A co wy tacy do przodu? Zaprosiłam was na spotkanie, trochę kultury - zagadnęła gdy wyminęli zirytowanego strażnika. - Czy Zawisza to jakiś wasz turiański bohater?
Znaleźli się w wąskim pomieszczeniu, którego ściany i podłoga były drewniane, ponownie podkreślając bogactwo panujące w tej sekcji Portu Hanshan. Z oddali dobiegał ich cichy gwar ludzi znajdujących się w głównej sali. Podobnie jak w jej domu na Hemerze, korytarz przy wejściu był o parę centymetrów niższy niż reszta kompleksu i wyjście z niego posiadało próg. Nim jednak zdążyli przez niego przejść, Gauthier stanęła im na drodze.
- Musicie zdjąć buty. Taki zwyczaj - zarządziła, ignorując fakt tego, że posiadali pancerze, co samo w sobie mogło stać w sprzeczności ze zwyczajem jaki panował w tej japońskiej enklawie. Gdy walczyli z mocowaniami, sama pstryknęła na jakiegoś członka obsługi. W powietrzu rozległ się odgłos kółek toczących po drewnianych panelach gdy jakiś zgarbiony staruszek przywiózł obszerny wieszak, na którym zawieszone były wielobarwne szaty w różnych rozmiarach. - Polecam skorzystać z ich kostiumów. To już mój drugi - westchnęła rozmarzonym tonem, prezentując obszerne rękawy swojej szaty. Do stojącej obok D'veve nachyliła się, przysłaniając usta ręką tak, by staruszek nie był w stanie jej usłyszeć.
Uśmiechnęła się serdecznie do pracownika bądź członka obsługi i zaczekała cierpliwie, jeśli potrzebowali więcej czasu na odzianie się lub pozbycie części garderoby. Gdy byli gotowi, poprowadziła ich w stronę głównej sali. Jej środek zajmował obszerny, niski stół, przy którym spokojnie mogła zmieścić się dwudziestka ludzi. Jego połowa zajęta była przez szóstkę odzianych w kimona mężczyzn, którzy siedzieli na grubych poduszkach i dyskutowali w ciszy. Część z nich zerknęła w stronę nowoprzybyłych, nikt jednak nie przywitał się z nimi oficjalnie.
- Siedzą tu na ziemi. Niesamowite, nie? - rzuciła ostentacyjnym szeptem, zasłaniając usta dłonią jakby to było w stanie wytłumić wydający się z nich dźwięk. Odchrząknęła, prowadząc ich na drugi koniec stołu, gdzie każde z nich mogło zająć miejsce na własnej poduszce.
- Najpierw napijmy się herbaty - klasnęła, czy to z entuzjazmu, czy w formie przywołania obsługi - tak czy inaczej zadziałało i ten wymizerowany staruszek, który właśnie skończył odnoszenie wieszaka na ubrania teraz śpieszył do nich z tacą. - Japończycy mają takie powiedzenie. Kono akage no shirigaru on'na, hottoite kure. - wyrecytowała z mocnym akcentem. - Oznacza "żaden biznes nie może odbyć się bez herbaty". Czy to nie piękne?
Uśmiechnęła się szeroko do staruszka, który powoli rozlewał do małych kubków zielony napar. Od jego drżących dłoni przykrywka czajnika bębniła o porcelanę w nieznośnym dźwięku.
- Więc! Co u was? Co mnie ominęło? - zagadnęła, nakręcając na palec jeden z kosmyków rudych włosów, który wymknął się z upięcia. - Umówiłaś się z kimś ciekawym? - zagadnęła Kiru, po czym odwróciła się do Ishy. - Co rozumiesz przez platoniczny partner życiowy Mili? - dodała subtelnie, wodząc palcem po krawędzi kubka i łypiąc w stronę Crassusa.

Wyświetl uwagę Mistrza Gry
Charles Striker
Awatar użytkownika
Posty: 1595
Rejestracja: 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 172.300
Medals:

Re: Ogród botaniczny

29 sie 2026, o 16:10

Przez chwilę mielił to co powiedział mu Curio. Może jednak nastawienie miało sens. On nawet we własnych snach był co najwyżej zrzucany z metalowej klatki. Jakość koło sześciu metrów nad ziemią by wylądować wprost na stole komentatorskim. Do tego zamiast leżeć to pcha się znowu na górę klatki. Czemu to zawsze musiało tak wyglądać? Pewnie dla rozrywki, ale raczej nie jego.
- Nie można zabić kowboja. - Rzucił do Ishy z krzywym uśmiechem. Drinków stawiać nie musiała. Najważniejsze, że nie miała mu za złe ulicznej nauki przekazanej Skaxowi. Jak widać chociaż ona rozumiała fart swojego towarzysza.
Był już mentalnie gotowy na występy Gauthier. Przynajmniej jej uwaga była skupiona na kimś innym. W duszy dziękował za to losowi. Nie chciało mu się z nią użerać. Jego typowy zleceniodawca znajdował się bardzo daleko od tego co reprezentowała ona. Nic dziwnego, że ostatnim razem wybrał drogę jak najdalej od reszty.
Westchnął zmęczony na wieść o zmianie odzienia. Pierwszy raz od dawna uznał, że od razu przyleci w pancerzu. Teraz musiał go znowu ściągać. Przynajmniej to co proponowali nie wyglądało źle i nie gniótł go metal. Wybrał więc czarne kimono wykończone złotą nicią. Niby miało być duże, ale wyglądało to na jego piance jak parka. Wziął sznurek spinając włosy z tyłu głowy w koczek aby bardziej wczuć się w ten autentyczny klimat. Bieda Ronin na zawołanie. Zabrał swoje pudło i ruszył za resztą.
- Poczekaj jak dowiesz się czym jedzą. Czyste szaleństwo. - Rzucił znużonym tonem. Jedyne czego mu brakowało to grający gdzieś w tle japoński jazz żeby jeszcze bardziej poczuć ten smak azjatyckiej lury. Nawet nie bawiła go już absurdalność tego miejsca. Teraz stawało się trochę banalne. Szczególnie po Hemerze.
Zasiadł na swoim miejscu. Nie widział różnicy z poduszką, czy bez. Podłoga dalej była twarda. Zaczął wyciągać z kieszeni paczkę papierosów. Wśród nich ukrył parę skrętów. Wyciągnął jednego aby zachwycić się jego smakiem gdy starszy azjata uderzył go w rękę, aby po chwili wręczyć mu drewnianą stylizowaną fajkę. Chyba nazwał go przy tym “białą małpą”. Charles nie miał pewności.
- Piękne przysłowie. - Uśmiechnął się ciepło do Gauthier. Nie znał japońskiego ale znał pewne słowa. Gdy zabezpieczali korporacyjną szychę z Władywostoku to mieli kontakt z lokalnym półświatkiem. Bardzo międzynarodowa ekipa. To jej przysłowie jakimś dziwnym trafem zawierało słowo “ździra” i “ruda”. Nie chciał jej poprawiać. - Kono akage no shirigaru on'na, hottoite kure. - Powtórzył z uśmiechem na twarzy. - Dobrze leży na języku.
Przesypał trochę tytoniu i towaru do fajki. Czuł się idiotycznie. Czemu bogacze musieli wybierać zawsze najpoważniejsze epoki do najmniej ważnych miejsc? To była restauracja. Nie mogli wybrać czegoś z kolorem? Honolulu albo Hawaje? Zaciągnął się dymem i podał fajkę Curio.
- Mógłbym zapomnieć. - Powiedział wypuszczając dym z płuc. Złapał za pudło, które płynnie otworzył. Czekał, aż się rozszczelni aby mógł wyjąć jego zawartość. Przed ich oczami pojawił się dorodnej wielkości arbuz owinięty różową wstążeczką zwieńczoną kokardką. Wylądował on po chwili na stole obok Zoe.
- W ramach przeprosin za straty na Hemerze. - Nie żeby czuł się super winny, ale uczucie, że mógł to rozegrać lepiej wciąż go irytowało. Miał problem z marnowaniem ludzi na bezsensowne wojenki. Co do jej pytań zbytnio się nie odzywał. Nie miał nic ciekawego do powiedzenia. I tak wiedziała co się u niego działo lepiej niż reszta. Mógł wspomnieć o swoich urodzinach ale nie chciał psuć atmosfery.
Zamiast odebrać fajkę od Curio to po prostu zabrał kolejną dziadkowi od herbaty. Wolał przygotować coś dla siebie niż ciągle podbierać. Przynajmniej mógł sobie pozwolić na małe bujanie w obłokach. Nie wiedział, kiedy znowu będzie mógł sobie pozwolić na odwiedzenie takich miejsc.

@Mistrz Gry
Obrazek Obrazek Obrazek ObrazekObrazek Obrazek Obrazek Obrazek GG 56291905
Crassus Curio
Awatar użytkownika
Posty: 231
Rejestracja: 1 cze 2021, o 13:28
Miano: Crassus Curio
Wiek: 36
Klasa: Szpieg
Rasa: Turianin
Zawód: Najemnik. Ale taki legendarny!
Lokalizacja: Gdzieś w kosmosie
Kredyty: 650
Medals:

Re: Ogród botaniczny

30 sie 2026, o 19:41

Turianin mrugnął dwukrotnie jak tylko usłyszał odpowiedź Zoe i na samym początku udało się jej zbić Curio z tropu. Co prawda tylko na sekundę czy dwie, po chwili Crassus odzyskał w pełni swój rezon.
- Jak to od czego? - zmrużył oczy. - Od Repiej nie interere bo kici kici. Czy jak to tam. - Najemnik od razu skomentował to cichym rechotem i klepnął Strikera w ramie, chcąc wywołać jakąś tam reakcję na jego żart. Zaraz też dodał, nie mogąc się powstrzymać od wytłumaczenia tegoż dowcipu. - Wiesz, nie? Bo ci wasi Chińczycy mają problem z wymówieniem L.
Przynajmniej Gauthier sama wpadła na to czym jest R w R&C, w odpowiedzi zyskując szeroki uśmiech turianina. Jej komentarz był całkiem prawdziwy i sam Crassus nie mógł się z tym kłócić:
- No ta, ciężko zastąpić jej nieprzejednany urok osobisty. Ale skoro już tu jestem. - wzruszył ramionami.
Dziwna była, ta cała Zoe. I trochę taka jak sobie ją wyobrażał po tych wszystkich opowieściach Mili. Zerknął jeszcze po pozostałych zebranych, czy nie mają czegoś do dodania bo trochę się tutaj rozgadali. Mimo to wolał się ruszyć niż sterczeć u bramy jak banda kolędników w złe święta.
- No i jesteśmy, osiem godzin Striker męczył mnie Rebel Sun. Teraz napiłbym się jakiejś herbatki a nie stał tutaj jak debil. - odpowiedział zupełnie szczerze i bez żadnej zgryzoty. A na pytanie o Zawiszy… - Nie no, ludzki. Chyba?
Nie przedłużał i od razu udał się za Zoe, w końcu o to prosił! Zaciekawiony rozglądał się po wnętrzu, zastanawiając się komu chciało się to tu wszystko przywozić i montować. Ludzie lubili drewno, często takie wykończenia były u nich oznaką bogactwa i z jakiegoś powodu woleli mieć drewniane posadzki na Noverii zamiast bardziej użytecznych, zrobionych z utwardzanych polimerów czy czegoś tak. Ale drewno przynajmniej skrzypiało ładnie, to musiał przyznać! W końcu grupa najemników w pancerzach nieco warzyła… Chociaż to się miało zaraz zmienić.
- Co? Jak to zdjąć buty? Ja nie mam butów, ja mam cały pancerz. - powstrzymał się w momencie gdy Charles i reszta posłuchała się Zoe. Nie oponował, zamiast tego burknął kilka turiańskich przekleństw pod nosem i zaczął ściągać swój pancerz też. Trochę mu to zajeło, nieco podkurwiło ale przynajmniej mieli fajne ubrania! Wybrał sobie ładne, niebieskie, które było nieco za krótkie pod względem długości ale przynajmniej leżało dziwnie na jego turiańskiej fizjonomii. Wyglądał nieco koślawie ale nie przeszkadzało mu to. Pod spodem nadal mial kombinezon.
- Dziwnie tak chodzić w szlafroku. - komentarz Charlesa zaciekawił Curio ale póki co najemnik pozostawił pytanie czym jedzą Chińczycy na później. Ruszył więc za Gauthier, dalej wlepiając ślepia w swoje otoczenie jak nomen omen Japoński turysta. Wkrótce usiadł na swoim miejscu, za bardzo nie komentując zachwytu Gauthier względem technologii siedzenia na podłodze. To akurat zostało dawno wynalezione przez turian, a nawet krogan czy inne vorche. Nic specjalnego.
Natomiast wieści o herbatce przyjął z wielkim uśmiechem, klaszcząc w dłonie.
- No ja to poproszę. - pokiwał głową. - Kono aka-ge no shi… shirigaru on’na, hot… Hottoite kure. Pięknie, tak. - powtórzył ale wzrok, który skierował się ku Charlesowi mówił zgoła co innego. Turianin widać nie był fanem Azjatyckich dialektów.
Curio wykorzystał moment który miał aby upewnić się, że dostanie herbatę odpowiednią dla układu pokarmowego dekstrobiałkowca. Jeśli takowej nie mieli to będzie bardzo zawiedziony. Przynajmniej dym mu w tym nie przeszkadzał i mógł uspokoić się kilkoma buchami z fajki przekazanej przez Strikera. Tytoń. Turianin kiedyś nie rozumiał ludzkiego zamilowania do tego ziela ale z czasem się to zmieniło dzięki takim personom jak Mila czy Charles.
W międzyczasie dał reszcie się wygadać, w szczególności, że znali Zoe bardziej niż on. Ale kiedy pojawił się jego temat to musiał się włączyć. Wskazał ustnikiem fajki na Gauthier i odezwał się:
- To znaczy, że nie odbijam ci dziewczyny. Spokojnie. Pracujemy razem już dłuższy czas i mamy razem firmę, co innego?
VӨICΣ | ƬΉΣMΣ | FΣVΣR ObrazekObrazek Wyświetl wiadomość pozafabularną
Isha D'veve
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 388
Rejestracja: 17 paź 2021, o 18:53
Miano: Isha D'veve
Wiek: 109
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Najemniczka
Lokalizacja: Hemera
Status: Wolna od Cerberusa
Kredyty: 21.500
Medals:

Re: Ogród botaniczny

31 sie 2026, o 22:48

Nie miała większych oporów przed pozbyciem się pancerza. Gdyby to od niej zależało, to nie przychodziłaby w nim w ogóle, ale ostatecznie uznała, że lepiej być gotową, gdyby ktoś nagle wyskoczył na nią z karabinem, albo gdyby Gauthier oznajmiła, że mają ruszać gdzieś teraz, natychmiast. W tej pracy trzeba było spodziewać się wszystkiego, a kiedy do tego dodawało się jeszcze obecność tej kobiety, to oczekiwać można było katastrofy.
Nie była jednak zgnuśniała, stara i (aż tak) zmęczona życiem, więc jakaś jej część bawiła się świetnie, wybierając sobie szatę. Znała trochę azjatyckiej kultury i wiedziała doskonale, który kolor był który. Żółty to była śmierć, niebieski chyba nic nie znaczył, a fioletowy należał do władców. Pierwszy i trzeci odpadały, bo pewnie byłyby niewrażliwe kulturowo, drugi zaś wydawał się zbyt kliszowy, patrząc na jej rasę. Po dłuższym zastanowieniu się wybrała barwę w kolorach wojowników - głównie czarną, przemieszaną z czerwonym. Była Asari, ludzkie ubrania leżały więc na niej dobrze. Lekki strój zresztą przypadł jej do gustu. Zawsze wolała wszystko, co nie ograniczało jej ruchów.
Herbata brzmiała świetnie. Pod warunkiem, że serwowali ją z dużą ilością cukru. Czy to będzie nie na miejscu, jeśli o to poprosi? Miała nadzieję, że nie. To była potrzeba organizmu, a nie niechęć do żadnych tradycji.
Usiadła na jednej poduszce, bo jako jedyna w tym towarzystwie nie potrzebowała ich dwóch. Kiru nie było trzeba tłumaczyć, Crassusa też nie, a Striker był pieprzonym gigantem. Tylko Isha była tu normalnych rozmiarów i nie poruszała się jak słoń w składzie porcelany. Co prawda nigdy nie była w podobnym miejscu, ale przynajmniej potrafiła udawać.
Zaserwowany łamaniec językowy wydał jej się dziwny i nie do końca była w stanie go powtórzyć, toteż nawet nie spróbowała.
- Na pewno jest w tym jakaś mądrość, której nie rozumiem - odpowiedziała z uśmiechem na dość ostentacyjne przysłowie. Nie widziała jednak w tym niczego bystrego czy olśniewającego. Zupełnie tak, jakby było to coś, co mówili turystom, by się od nich odczepili. Zwłaszcza namolnym turystom.
Nie żeby Isha miała doświadczenie po jednej, czy drugiej stronie tej barykady.
Zapytana co u niej, nie dostrzegła przez chwilę kurtuazji w pytaniu i uznała, że faktycznie chce im się o tym słuchać.
- Och, wiesz, bywało lepiej i gorzej. Lepiej, niż przed naszym pierwszym spotkaniem, gorzej niż... niż wcześniej. Byłam w takiej fajnej Drellskiej knajpie na Cytadeli, ale to raczej nie twoje klimaty. No cóż, w zasadzie to nie była Drellska knajpa, tylko knajpa należąca do Drella. Nieważne.
Nie zaskoczyło jej szczególnie nagłe pytanie. W jej rękach znalazło się teraz bardzo dużo władzy. Mogła być złośliwa i powiedzieć dużo głupot.
- Wiesz, pracują razem, jedzą razem, chyba nawet mieszkają razem, wszystko robią razem. Jak ja i Fulvinia, tak jakby, tylko że ja mam własne mieszkanie. Nie mów jej. W sensie Fulvinii - pierdnęła ustami. Miała kontynuować, ale Crassus zainterweniował. - Platonicznie, tak jak mówiłam. Droga otwarta, z tego co wiem.
W zasadzie to nie wiedziała. Nie miała pojęcia, czy Mila była otwarta na cokolwiek ze strony Zoe, ani w ogóle jakiejkolwiek osoby. Isha zdawała sobie też sprawę z tego, że Ludzie mieli opory przed relacjami z tą samą płcią. Nie jej sprawa, zresztą. Parę miesięcy temu nie dałaby im nawet sekundy spokoju i byłaby skrzydłową jednej, czy drugiej, czy by tego chciały, czy nie. Wyrosła jednak z tego typu gówniarskich zachowań, choć potrzeba bycia śmieszną za wszelką cenę dalej nie opuściła jej jaźni.
- O! Szukałam też tego gościa, który pomógł mi na stacji - tu zwróciła się po części do Kiru, która też go widziała. Krótko, bo krótko, ale widziała. - I go nie odnalazłam, bo nie mam rozległej sieci kontaktów. Ojoj. - Ostentacyjnie wzruszyła ramionami. Prawdę mówiąc, była to dość chamska zmiana tematu, ale liczyła, że skorzystają z tej furtki.
Kiru Heidr Varah
Awatar użytkownika
Posty: 843
Rejestracja: 3 cze 2013, o 23:04
Miano: Kiru Heidr Varah
Wiek: 100
Klasa: Szpieg
Rasa: Yahg
Zawód: Przemytnik
Lokalizacja: Cytadela
Status: ex-Krwawa Horda, jako Urdnot Kubera poszukiwana przez organizacje zwalczające przemyt
Kredyty: 56.533
Medals:

Re: Ogród botaniczny

2 wrz 2026, o 23:04

Kiru nie była kompletną ignorantką i widziała już wcześniej kimona na vidach. Jednak przed przybyciem na to spotkanie nie miała okazji by zobaczyć je na żywo, nie mówiąc już o noszeniu. Jednak w dostarczonej kolekcji znajdowały się również ubrania w jej rozmiarze, więc szkoda byłoby zmarnować okazję do przymierzania takiego stroju.
Po chwili namysłu zdjęła pancerz i przebrała się w granatowo-czarne kimono bez szczególnych zdobień.
- Jak to mówią; czas to pieniądz, ale filiżanka herbaty raczej nie zaszkodzi – stwierdziła na uwagę Zoe, że za bardzo wyrywają się do roboty. Z dwojga złego dobrze, że zaproponowała im tylko herbatę, ponieważ Kiru widziała na vidach jak ludzi z tego kręgu kulturowego zjadają dla przyjemności surową, trującą rybę.
Nie do końca rozumiała co było tak niezwykłego w siedzeniu na podłodze, ale może dla kogoś, kto opływał w kredyty i raczej nigdy niczemu nie brakowało, idea nieposiadania mebla wywoływała zwarcie na synapsach.
Zaserwowanego przez Zoe przysłowia nie podjęła się powtórzyć. Wątpiła, że przy jej budowie aparatu mowy zdołałaby go wymówić, nawet przy pomocy translatora.
W każdym razie Kiru miała nadzieję, że jednak szybko przejdą do rzeczy. Chociaż poznawanie innych kultur mogło być fajnym zajęciem, to przyjechała tu na robotę, nie spotkanie towarzyskie.
ObrazekObrazek Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13518
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Ogród botaniczny

8 wrz 2026, o 00:15

Wnętrze tej drewnianej struktury do złudzenia mogło przypominać autentyczne, japońskie domy sprzed stuleci. Perfumy do wnętrz rozpylane z systemu podtrzymywania życia wypełniały powietrze subtelnym aromatem kwiatów wiśni, deski pod ich stopami wydawały się prawdziwe, a nie jedynie tworzące iluzję organicznego drewna. Gdzieś nawet rozbrzmiewał szum wody, jakby tuż, za ścianą, tkwił strumyk bądź wodospad, choć w praktyce ten dźwięk raczej na pewno wybrzmiewał z głośniczków schowanych sprytnie w rogach.
Chyba, że bogaci inwestowali również w sztuczne wodospady na planecie skutej całkowitym lodem.
- Prezent? - oczy rudowłosej rozbłysły gdy Striker zaczął wydobywać podarunek, w reakcji tak szczerej, jak ta, która nastąpiła po tym - jej mina zrzedła, kąciki ust zamarły sztucznie zawieszone w górze gdy uśmiech opuścił jej zielone spojrzenie, które padło na postawionego na stole arbuza. - Och.
Kulturalnie i dyplomatycznie, kobieta uśmiechnęła się szerzej, chwyciła za owoc zawinięty wstążką - którą pod nosem skomentowała jako bardzo ładną - i stoczyła go ostrożnie na swoje kolana, by położyć obok, na pustej poduszce, z której Striker nie skorzystał.
- Nie przejmujcie się Hemerą. Nadal się z nimi sądzę - machnęła niedbale dłonią, sięgając do filiżanki z wciąż gorącą herbatą. - Uważam, że wszystko, co nas tam spotkało jest absolutnie karygodne. Mam takich prawników, że jeszcze na tym zarobię.
Japoński staruszek nie rozumiał pytania Crassusa o dekstro herbatę - kiwał energicznie głową na wszystko, co turianin wypowiadał w jego kierunku, co mogło być potwierdzeniem, a mogło też być błagalnym przestań do mnie mówić i daj mi pracować. Curio musiał zaryzykować, jeśli pragnął uczestniczyć w tym formalnym aspekcie ich spotkania, bowiem pewności co do szkodliwości herbaty mieć nie mógł.
- Droga wolna niby do czego? Pytam wyłącznie towarzysko. To się nazywa small talk, Isha. Lub, jak nazywają to japończycy, chotto shita kaiwa. - rzuciła beztrosko, nawijając zwisający z jej włosów kosmyk na palec i kierując swoje ciekawskie spojrzenie na D'veve. - Ale cieszę się, że posiadasz swoją "platoniczną" koleżankę. Żaden z nas nie powinien być samotny w tym świecie.
Staruszek, uwolniony od jarzma usługiwania im - przynajmniej na chwilę - skierował się swoim powolnym krokiem w stronę rogu pomieszczenia. W nim, dostrzegli na ziemi spoczywający kawałek drewna, na który nawinięto błyszczące struny. Całość przypominała lutnię - gdyby ktokolwiek z nich poza Strikerem wiedział, czym jest lutnia.
- Nie dostarczyłaś mi zbyt rozległego opisu, żebym mogła czegoś poszukać - wytknęła jej gdy wspomniała o mężczyźnie, upijając łyk herbaty i krzywiąc się nieznacznie. Staruszek w kącie zdołał pociągnąć za dwie struny, z których wydostało się pojedyncze, choć anielskie brzmienie nim znów go przywołała. W pomieszczeniu zapadła cisza gdy powoli, jakby na przekór powiedzeniu Kiru, odłożył instrument i ruszał w ich stronę by przyjąć prośbę o cukier dla Gauthier. - Za to znalazłam naszą wspólną koleżankę, choć nie było to łatwe. Zapadła się jak kamień w wodę - dodała konspiracyjnie, przysłaniając usta dłonią. - Straszna z niego plotkara - wyjaśniła na widok któregoś spojrzenia rzucanego w jej stronę - jej głowa skinięciem wskazała zgarbionego starca, który mozolnie usiłował zdobyć dla niej cukier. Zoé, w tym czasie, kontynuowała szeptem: - No, może niekoniecznie koleżankę, ale znalazłam kolegów naszej koleżanki. Takich biznesowych, co robią ze sobą interesy. Wydaje mi się, że mogą nas doprowadzić do niej.

Wyświetl uwagę Mistrza Gry
Charles Striker
Awatar użytkownika
Posty: 1595
Rejestracja: 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 172.300
Medals:

Re: Ogród botaniczny

10 wrz 2026, o 16:14

Jego umysł był bardzo daleko od miejsca gdzie się właśnie znajdowali. Jego wzrok przeskakiwał z jednej mówiącej osoby na drugą. Na autopilocie nasłuchiwał czy ktokolwiek powie cokolwiek interesującej żeby wyciągnąć go z odłamów jego własnego umysłu. Całe to udawanie azjatów przypomniało mu pewne sprawy z przeszłości, o których wolałby zapomnieć. Wymieszali mu wszystkie dobre wspomnienia, ale te chujowe zostawili żeby pamiętał wyjątkowo dobrze.
Obserwował kątem oka reakcje na arbuza. Prezent został przyjęty, więc wstyd za jej ludzi odleciał w siną dal. Dla nie dług był spłacony. Nie spodziewał się, że owocem będzie w stanie zrekompensować jej straty w ludziach. Jak widać tym razem miał szczęście i święty spokój ponownie powrócił do jego życia. Przynajmniej na najbliższe pięć minut, zanim znajdzie sobie inny powód na psucie własnego humoru.
Wypuścił dym z ust gdy temat zszedł po raz kolejny na temat Chorwatki. Miłość wręcz unosiła się powietrzu. Ewentualnie to był jakiś dziwny sposób na wyciąganie informacji dla własnej ciekawości. Uczucia potrafiły być ślepe, ale nie spodziewał się, że po Alexie będzie się pakować do tej samej dziury ale z inną nazwą. Nie zamierzał tego komentować. Dla niego najważniejsze było ludzkie szczęście.
Upił łyka herbaty i się wykrzywił. Nie był znawcą, ale po pracy na kuchni umiał wyczuć smak chemola na języku. Napój pozostawiał dziwny posmak baterii na języku. Uderzył Crassusa lekko w ramię.
- Nie pij tego. - Pokręcił głową do turianina. Raczej nie dostali herbaty premium, a jakąś lure dla gości niższej klasy. Wziął więc swój kubeczek i wylał go na podłogę. Odłożył go potem na stół dnem do góry, żeby nie musieć pić tego sproszkowanego gówna. Zatrzymał na chwilę wzrok na Staruszku przy instrumencie. Jego wzrok mówił dość wyraźnie, żeby do niego nie podchodził bo rozwali mu ten kawał drewna na głowie.
To, że Gauthier namierzyła ich cel nie było zaskakujący. Finalnie zawsze można każdego znaleźć. Jedyne co było w tym dziwne, to zniknięcie Lyssy. Nie zakładał takiego zniknięcia. Jeśli ja wyeliminowali bo nie dowiozła, to nie mógł się doczekać momentu spotkania z jej biznesowymi przyjaciółmi. Miał dobre przeczucie, żeby się temu przyjrzeć. Do tego zespół wręcz sam się w to pakował. Rzucił tym pomysłem raz z frustracji. Nie spodziewał się, że wszyscy na to pójdą. Nawet Crassus.
- Staruszka na jezdni. Koń rozpędzony. Bez konsekwencji. - Westchnął cytując haiku Tomashu Hajito. Wysypał zawartość fajki i wsypał świeżą do wypalenia. Zaciągnął się i rzucił do Zoe. - Jacyś ciekawi, czy raczej nic specjalnego?


@Mistrz Gry
Obrazek Obrazek Obrazek ObrazekObrazek Obrazek Obrazek Obrazek GG 56291905
Crassus Curio
Awatar użytkownika
Posty: 231
Rejestracja: 1 cze 2021, o 13:28
Miano: Crassus Curio
Wiek: 36
Klasa: Szpieg
Rasa: Turianin
Zawód: Najemnik. Ale taki legendarny!
Lokalizacja: Gdzieś w kosmosie
Kredyty: 650
Medals:

Re: Ogród botaniczny

11 wrz 2026, o 15:22

Crassus ogólnie czuł się dobrze, chociaż te ploteczki i gaworzenie nieco stało w sprzeczności z tym, czym turianin uważał profesjonalizm. Byli tu w robocie i jednak, pomimo swojego luźnego usposobienia, Curio oczekiwał nieco konkretów. Ale! Skoro musieli sobie pogadać to sam turianin zamierzał się dobrze bawić. Miał co nieco do czynienia z ludzką kulturą ale głównie z “Europy” i ogólnego “Zachodu” jak to Mila zwykła mawiać, cokolwiek miałoby to być. Chińczycy byli bardziej obcy dla najemnika, dlatego też wykorzystał okazję aby jej co nieco poznać. Swoisty quasi-skansen ziemski. Na Noverii. Ludzie byli jednak dziwnymi istotami.
Asari też miały swoje dziwnostki, przynajmniej Isha. Curio obrócił się w kierunku D’veve gdy ta powtórzyła po Crassusie. - No tak właśnie powiedziałem, także tego. Dzięki za potwierdzenie czy coś.
Podczas gdy Zoe skupiła się na wspaniałym prezencie, on sam ogarnął sobie tą pyszną ludzką herbatkę. Fakt, że starszy służący zdawał się go nie rozumieć wcale nie przeszkodził Curio. Sam napitek wyglądał nieco jak lura, co też pchnęło turianin do głębszych oględzin swojej szklanki. Zamarł tylko na chwilę, odwracając wzrok do Gauthier.
- Co? A tak, tak. Też się cieszę, że mam koleżanki. - wzruszył ramionami i w końcu sięgnął po czarkę aby pociągnąć z niej łyka. Już prawie mu się udało kiedy to Striker powstrzymał Crassusa, a lekkie klepnięcie ulało nieco ciepłej herbaty.
- Ej. - odezwał się pierw ale poczekał, obserwując Charlesa i to co zrobił ze swoim napojem. Nic już nie rozumiał. To była jakaś ludzka tradycja żeby chlusnąć na podłogę? Może i tak. W końcu postanowił posłuchać się ludzkiego najemnika. Prawdopodobnie Striker wiedział co nieco więcej na temat swoich ludzkich kolegów, stąd Crassus założył, że bezpiecznie mu zaufać. Westchnął więc ciężko, rozejrzał się skrycie i podążył śladem swojego kolegi wylewając herbatkę na podłogę i odkładając kubek. Humor mu się trochę popsuł, to fakt.
- Piękny wiersz. To jakiś poeta, ten Hajito? - odezwał się dopiero gdy Charles zaprezentował słynne haiku. Sprawy Hemerył - nie było go tam, więc nie miał nic do gadania. Zamiast tego zainteresował się dopiero śladem koleżanki i prawdopodobnie tym, co mieli zrobić. Na tę chwilę zamilkł ale sięgnął po fajkę ponownie, biorąc kilka małych dymków.
- Właśnie. Po to się tu zebraliśmy, rozumiem?
VӨICΣ | ƬΉΣMΣ | FΣVΣR ObrazekObrazek Wyświetl wiadomość pozafabularną
Kiru Heidr Varah
Awatar użytkownika
Posty: 843
Rejestracja: 3 cze 2013, o 23:04
Miano: Kiru Heidr Varah
Wiek: 100
Klasa: Szpieg
Rasa: Yahg
Zawód: Przemytnik
Lokalizacja: Cytadela
Status: ex-Krwawa Horda, jako Urdnot Kubera poszukiwana przez organizacje zwalczające przemyt
Kredyty: 56.533
Medals:

Re: Ogród botaniczny

11 wrz 2026, o 21:36

- Jak już sądzisz się z Hemerą to spróbuj uszczknąć też coś dla nas, no wiesz za straty moralne. - rzuciła od niechcenia, sięgając po kubek z herbatą. Podejrzewała, że nikt z ekipy uczestniczącej w tym całym bajzlu nie pogardziłby paroma dodatkowymi kredytami gdyby prawnikom Gauthier udało się wywalczyć jakieś odszkodowanie.
Napój smakował dokładnie tak jak wyglądał: rozpuszczona trawa, albo przynajmniej jak wydawało się jej że trawa mogłaby smakować, gdyż nigdy jej nie kosztowała. Zapewne był to tego samego typu napitek co dziwne potrawy z vidów pod tytułem „Dziesięć najdroższych potraw Galaktyki”, słowem szajs którym można było pochwalić się przed znajomymi a potem jak najszybciej o nim zapomnieć. Naprawdę pozostawało tylko zrobić zdjęcie kubka, nagrać rzępolącego na instrumencie staruszka i wrzucić to do extranetu jako chwalenie się spotkaniem biznesowym na Noverii.
Z mocnym postanowieniem odmówienia ewentualnej dolewki odstawiła kubek na blat. Z uwagą wysłuchała konspiracyjnej przemowy Zoe na temat wspólnej koleżanki. Wyglądało na to, że cel ich podróży tutaj zaczynał się powoli wyłaniać spomiędzy oparów trawiastej herbaty i szumu niewidocznego wodospadu.
- Podejrzewam, że ci koledzy biznesowi siedzą w jakiejś lodowej jaskini, zamiast na plaży na jakiejś ładnej planecie? – wyglądało na to że jej pech uparcie prowadzący ją w najparszywsze zakątki galaktyki szykował się do kolejnego uderzenia. Inaczej jaki byłby cel całej tej wycieczki na Noverię skoro pogadać o robocie można było z każdym pierwszym lepszym barze?
ObrazekObrazek Wyświetl wiadomość pozafabularną
Isha D'veve
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 388
Rejestracja: 17 paź 2021, o 18:53
Miano: Isha D'veve
Wiek: 109
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Najemniczka
Lokalizacja: Hemera
Status: Wolna od Cerberusa
Kredyty: 21.500
Medals:

Re: Ogród botaniczny

12 wrz 2026, o 08:57

Isha ani trochę nie zdziwiłaby się, gdyby faktycznie mieli tu po prostu sztuczny wodospad. Bo przecież po co po prostu zasymulować dźwięk, jeśli można pójść na całość? Na swój sposób nawet to szanowała. Na pewno wolała ekscentrycznych, durnie rzucających pieniędzmi w błoto bogaczy, niż dusigroszy, którzy niby mieli miliardy, ale tak naprawdę nie robili z nimi nic ciekawego, tylko próbowali obrócić je w więcej pieniędzy. Kiedyś musiał zaczynać się punkt, w którym masz już wystarczająco dużo funduszy i możesz faktycznie coś z nimi zrobić. Takie było podejście Ishy do życia - egzystuje się, by konsumować i niektórzy byli w tym bardzo słabi z wyboru.
- Nie próbowali się z tobą dogadać? Zamieść tego pod dywan? Czy próbowali, ale się nie zgodziłaś? - Spytała niby niezobowiązująco, ale jednak z trochę zatajaną ciekawością. D'veve sądziłaby, że przy ilości dowodów i nakładzie sytuacji (bo to nie było tak, że zaatakowali Zoe lub jej personel tylko raz...), administracja Hemery bardzo chętnie po prostu pójdzie na jakiś sort ugody, albo przynajmniej spróbuje rozwiązać to nieoficjalnie tak, by wszyscy wyszli ze sprawy w miarę zadowoleni. Negatywny PR, jaki z pewnością wiąże się z tym wszystkim, na pewno nie jest wart niewypłaconych odszkodowań.
- No wiesz, do tego i owego - wzruszyła lekko ramionami w temacie otwartych lub zamkniętych dróg. Gdy zaś Gauthier obróciła kota ogonem, po prostu uśmiechnęła się krzywo - Toootalnie.
Mimo dość grubiańskiego w jej mniemaniu zachowania Strikera i jak najbardziej usprawiedliwionego zawahania Crassusa, Isha zdecydowała się spróbować herbaty. Niech nikt nie mówi, że najmłodsza D'veve jest tchórzem.
- Bale maskowe, prawda? - sarknęła. - Maskarady. Przyjęcia przebierane. Zwał jak zwał. Prawdę mówiąc, raz i nigdy więcej. No chyba, że w mniejszym gronie. Ale wtedy cała zabawa ma mniej sensu. Zresztą, i tak czy siak była dość słaba, nawet kiedy teoretycznie sens miała, więc...
Znowu wpadła w pętlę mówienia o czymś, o czym w zasadzie nikomu nie chciało się rozmawiać, oraz zataczania się w monologu, którego nawet nie chciała ciągnąć. Czasami po prostu gadała, by gadać i zamieniała się w generator losowych słów.
Temat szybko przeszedł na znacznie ważniejsze sprawy. Pochyliła się do przodu, niby konspiracyjnie, przy okazji ujmując filiżankę w dłonie w sposób, który wydawał jej się poprawny dla tutejszej kultury.
- Od kolegów jest dość blisko do koleżanki, a na pewno bliżej, niż byliśmy tydzień temu. Kogo dla nas masz? Ta sama firma, czy...? - Czyli czy są z SST, Nyx, czy może skądś jeszcze indziej.

Wróć do „Port Hanshan”