Prezydium to obszar wewnętrznej strony pierścienia łączącego okręgi. Znajdują się tutaj ambasady ras uznających zwierzchnictwo Cytadeli, a także wiele sklepów, lokalów rozrywkowych czy drogich mieszkań, na które pozwolić sobie mogą najbogatsi. Znajduje się tu także Wieża Cytadeli.

Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13544
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Szpital Huerty

8 lip 2023, o 22:38

Spostrzegawczość Irissy
A<33<B<66<C
Rzut kością 1d100:
87
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13544
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Szpital Huerty

8 lip 2023, o 23:20

Gdy Fel mówiła, dostrzegała, jak Irissa co jakiś czas notuje coś na swoim omni-kluczu, bądź formułuje wiadomość skierowaną do kogoś innego. Nie ulegało jednak wątpliwości, że asari pełnię uwagi przekazała leżącej w łóżku pacjentce. Ani jedno słowo nie umykało kobiecie w trakcie tej opowieści i nie potrzebowała dłużej, niż kilku sekund, by natychmiast ją skomentować - posługując się kolejnymi pytaniami.
- Czym miało być to całe Cicero? - spytała, zerkając na blondynkę bez nadziei w oczach. Nie spodziewała się, by kobieta miała satysfakcjonującą dla niej, definitywną odpowiedź. - Bronią Sojuszu? Kolejną bombą, którą podrzuciliby nam w zamieszkałym układzie?
Przez jej twarz przemknęło niezadowolenie i trwoga. Iris dostrzegła, że to te emocje leżały u podnóża jej podejrzliwości. Asari musiała zastanawiać się, czy przypadkiem to też nie jest kolejną pułapką - zmyślnym fortelem przeprowadzonym na nieświadomej wszystkiego Fel. Zupełnie jakby zamiast Ikarosa, teraz to blondynka mogła przywieźć ze sobą ich zgubę, prosto do Mgławicy Węża.
Być może zresztą tak było.
- Lekarze przekazali mi, że twoje odczyty są... anormalne - dodała z westchnieniem. Sięgnęła do głębokiej kieszeni w głębi swojej sukni i wydobyła z niej mały datapad. - Z pewnością będziesz chciała sama przejrzeć tą zawartość. Ale póki nie wiemy, jaki efekt wywarło na ciebie Cicero, wiedz, że zarekomendowałam reszcie Rady nałożenie ci ścisłego ograniczenia wobec wylotów poza stację.
Krzesło zaskrzypiało, gdy kobieta podniosła się, rozprasowując niewidzialne zgięcia na ciężkim materiale swojej pięknej sukni.
- Moją intencją jest byś miała blisko siebie pomoc, jeśli coś złego się wydarzy - dodała, podchodząc powoli do łóżka Fel. W jej głosie brzmiała troska, choć blondynka wiedziała, że była jedynie zasłoną. Maską, zza której przezierała prawda. - Mam nadzieję, że rozumiesz.
Uśmiechnęła się lekko, wyciągając ku niej dłoń z datapadem, który aktywował się, gdy przyjęła go do rąk. Wyniki z jej skanów nie sięgały kapsuły medycznej i pochodziły wyłącznie z Huerty. Data w rogu poinformowała ją, że leżała w tym miejscu aż cztery dni, nim ocknęła się kilkadziesiąt minut temu. Jej odrętwiałe plecy, nadal nie w pełni zaleczone, zdawały się to potwierdzać.
Choć jej umysł dopiero trzeźwiał po dniach spędzonych w letargu, gdy jej wzrok przesunął się po kolejnych odchyłach wartości, spostrzegła, że jej wyniki przypominają te, które studiowała w aktach napromieniowanych dzieci na Korlusie. Liczba węzłów piezo w jej organizmie powiększała się metodycznie, powoli, a proces nie wykazywał tendencji do zwalniania.
- Sprowadziliśmy na Cytadelę najlepszych lekarzy po tej stronie Drogi Mlecznej, którzy wesprą cię w procesie rekonwalescencji - dodała, zerkając przez okno, na połyskujące w promieniach światła Prezydium. - Na ten czas, nalegam, byś pozostawiła problemy oraz obowiązki Rady nam oraz skupiła się na powrocie do zdrowia.
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2403
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Szpital Huerty

9 lip 2023, o 13:32

Wyświetl wiadomość pozafabularną

- Cicero był projektem, który powstał dużo wcześniej, niż Sojusz - odparła, skupiając na nowo swoje oczy na Irissie.
- Do wybuchu na stacji doszło mniej więcej dziewięć miesięcy temu, znalazłam logi z zapisu datujące na ponad rok temu, kiedy życie na Aeris biegło swoich własnym torem. Możliwe, że ludzie na ten stacji dołączyli do SST, bądź Sojusz znalazł inne zastosowania dla ich projektu, kiedy odkrył jego istnienie. Nie wykluczone, że to wszystko co znane nam jest jako SST rozwijało się dużo, dużo wcześniej, nim nabrało kształtu, jaki ujawnili nam podczas ataku na Mindoir - przyznała niechętnie, nie mając podstaw, aby wykluczyć taką opcję. Całkiem sporo, pojedynczych przesłanek przemawiało za tym, że Sojusz kształtował się pod nosem Rady dużo wcześniej, niż przypuszczali, niż oficjalnie się o tym mówiło.
Uniosła brew, wytrzymując intensywne, świdrujące ją na wylot spojrzenie Radnej Asari. Naprawdę myślała, że mogłaby....?
Wypuściła zatrzymane w płucach powietrze ze świstem, gdy Irissa podjęła wątek jej stanu zdrowia. Mogła się tylko domyślać powodów, dlaczego zachowała tę informacje na koniec i żadna z podpowiedzi, którą szeptał jej wewnętrzny głos nie sprawił, że Fel poczuła się uspokojona.
- Jak bardzo? - dopytała, zmuszając swoje nieposłuszne i obolałe ciało, aby jednak dźwignąć się i podeprzeć na poduszce, której miękki puch przekonywał ją do zupełnie innego zachowania. Czuła jednak, że przespała wtulona w pościel całą wieczność choć kondycja oraz samopoczucie zaprzeczały temu stwierdzeniu.
- Ograniczenia w opuszczeniu stacji? Czy mogę zobaczyć ten datapad? - wyciągnęła ku niej drżącą rękę. Chwyciła ekran za drugim razem, miała skostniałe, odrętwiałe palce, popękane opuszki, które odzywały się ilekroć musnęła czegokolwiek. Zignorowała jednak ten dyskomfort, przesuwając w milczeniu zapisane wyniki w dół, oglądając uważnie neuroobrazowanie i zatrzymując na dłużej swój wzrok na wynikach, a także odczytach pobranych z jej implantu.
Już gdzieś je widziała. Nie tak dawno. W aktach dzieci, które nie przeżyły, a także w dokumentacji wciąż przebywających w klinice na Korlusie pacjentów. Przeglądała je tak wiele razy, że część wartości znała na pamięć.
I teraz patrzyła na niemalże lustrzane odbicie niektórych zapisków w swojej własnej karcie.
Panika odbiła się w oczach Fel. Nie kryła się z tą emocją nawet przed Irissą, która krążyła teraz nad nią niebezpiecznie blisko. To... To nie mogła być prawda. Ale przecież badania ją nie okłamywały, nie było to możliwe. Przypomniała sobie głos dziewczynki, w świecie wyrwanym z czasu oraz przestrzeni. Stworzonym w jej własnej głowie, otulonym promieniowaniem Czerenkowa. Jeszcze się spotkamy. Czyżby miało nastąpić to szybciej, niż się spodziewała? Odsunęła od siebie tę myśl.
Zaprzeczenie broniło się przed prawdą. Ile przeżyły dzieci wyciągnięte z Aeris? Szczęśliwcy dziewięć miesięcy, lecz t a k i e wartości namnożonych węzłow piezo pojawiały się u nich po tych kilku miesiącach. W jej odczytach, widniały już teraz.
Nie. Nie. Nie!
To właśnie chciała powiedzieć jej Irissa? Że nie spodziewają się jej powrotu do obowiązków Radnej, widząc, w jakim jest stanie? Dokąd już tylko mogło ją to zaprowadzić?
Dlatego Sojusz przywlekł ją na Korlus? Wiedzieli, jak się zachowa, jakich dokona wyborów, jakie będą miały one dla niej konsekwencje? Ile w tej całej mistyfikacji było udziało Cassiana? W i e d z i a ł, czy tak jak ona, grał swoją rolę w zapisanym scenariuszu? Niech Cię, Daharis!
Rozluźniła zaciskające się kurczowo na datapadzie palce. Odezwał się w niej upór, ten, który nie znosił bezsilności, biernego poddawania się cudzej kreacji.
- Zgodnie z protokołem, Udina może mnie zastępować na co dzień - zgodziła się podejrzanie łatwo, przekrzywiając głowę ku stojącej obok łóżka asari.
- Ale jesteśmy w stanie wojny, Irisso. Moja kondycja nie może przeszkodzić mi w newralgicznych momentach dla Rady i nie może pokazać SST, że cokolwiek im się udało ugrać. Nie okazałam słabości na Korlusie, na stacji, nie okaże więc jej i teraz - podkreśliła, wygaszając ekran i oddając datapad Radnej. Gdy sięgnęła po niego, nie puściła od razu.
- Potrzebuję działającego omni-klucza, aspiryny na ten ćmiący ból z okolicy potylicy oraz moją pełną dokumentację medyczną - pozwoliła swoim ręką swobodnie opaść na łóżko, ale sama nie osunęła się na poduszkę, wytrzymując podparła z wyżej zadartą głową.
- Przejrzę kwalifikację lekarzy, którzy zjechali na Cytadelę. Wolałabym wtajemniczyć minimalną ilość osób, dopóki nie poznamy kluczowych odpowiedzi - w spojrzeniu Irissy szukała aprobaty na decyzję, którą i tak już podjęła, nie mniej z uprzejmości chciała poznać jej zdanie.
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13544
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Szpital Huerty

10 lip 2023, o 23:46

Datapad dzierżony przez Irissę okazał się ciężki - nie przez te kilka gramów, które musiał ważyć, ale przez ogrom jego zawartości. Dane zapisane w jego wnętrzu przytłaczały, a jednocześnie wywoływały tak surrealistyczne odczucia. W końcu nie patrzyła teraz na swojego pacjenta, nie patrzyła na kogoś obcego, kto interesował ją przez poczucie powinności.
Patrzyła na siebie.
- Nie chodzi o patrzenie ci na ręce, Iris - odrzekła uspokajająco asari. - Ale po tym, co się stało, patrząc na twój stan... Nie chcielibyśmy, żebyś znikała ze stacji bez porozumienia z resztą Rady. A jeśli zapragniesz opuścić Cytadelę, będziemy musieli upewnić się, by to, co stało się na Ilos, nie miało szansy na powtórzenie się.
Wiedziała, co oznaczało to w praktyce - ogromne ilości biurokracji. Gdyby zechciała odwiedzić znajomego na Ziemi, bądź udać się na spotkanie dyplomatyczne z politykiem z Palavenu, musiałaby najpierw wyspowiadać się ze wszystkich kiedy, gdzie oraz dlaczego. Irissa nie wyglądała na zbolałą tym faktem, choć w jej głosie pojawiła się troska tak żywa i prawdziwa, że Fel jeszcze mogłaby w nią uwierzyć, gdyby była odrobinę bardziej odurzona lekami.
Asari skinęła głową, nie komentując ani wspomnienia o Udinie, ani życzeń przedstawionych przez ranną kobietę.
- Naturalnie - uśmiechnęła się lekko, jakby problem, naprzeciw którego się znalazły, nie był wcale tak wielki, jak wyglądał. - Przekazaliśmy wszystkie te informacje twojej nowej asystentce.
Odchrząknęła lekko, świadoma tego, jak mogło to zabrzmieć.
- Potrzebujesz kogoś, kto pomoże ci odgrzebać się z tego wszystkiego, co zaszło. Jeśli wolisz, możesz wybrać własnoręcznie kogoś innego. Clarissa do tego czasu pomoże ci z podstawowymi rzeczami - dodała, z pełną świadomością tego, że wybór kogoś odpowiedniego kto, w przeciwieństwie do Basset, nie spadnie jej niczym gwiazdka z nieba może potrwać dobre kilka dni. - Lekarze zalecają, byś spędziła jeszcze co najmniej dwie, lub trzy doby tutaj. Obrażenia, których doznałaś, zostawią po sobie blizny, jeśli ruszysz do pracy.
Wzrok asari prześlizgnął się po datapadzie, który trzymała i przesunął po jej sylwetce, schowanej pod pierzyną. Pościel była znacznie miększa niż zwykła, oferowana pacjentom w Huerty. Pachniała jaśminem.
- Chciałabym cię również przeprosić, Iris - zakończyła, nerwowo przestępując z nogi na nogę. - To mój upór zaprowadził cię na Ilos. Wiedz, że mam tego świadomość.
Iris Fel
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 2403
Rejestracja: 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 35
Klasa: Adept - Bastion
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: here we go again
Kredyty: 125.910
Medals:

Re: Szpital Huerty

11 lip 2023, o 10:15

Chciała, szczerze, nie patrzeć i nie analizować w tym momencie wszystkiego, co dotyczyło jej stanu zdrowia, nie mniej jej myśli już uciekały, pociągając za sobą lawinę gdybań, rzucając pytaniami, na które nie znała odpowiedzi.
Część z nich najprawdopodobniej udało się jej wygrzebać na Aeris, lecz wszystkie dane ze stacji znajdowały się teraz w klinice na Korlusie. Jak miała pomóc sobie bez nich? Bez doktor Maketarii? Potrząsnęła głową, wprawiając w ruch rozczochrane, jasne pukle. Upór podpowiadał jej, że zawsze było jakieś rozwiązanie, nie powinna ulegać panice, nie wierzyć w skomplikowaną i beznadziejną sytuację dopóki nie rozłoży jej na czynniki pierwsze, ale odpowiadające mu milczenie dla Fel było równie przygnębiające, co czarno na białym zebrane wyniki.
Mogła wierzyć, mieć nadzieję, zaprzeczać prawdzie, ale nic nie zmieniłoby tego, że w jej mózgu mnożyły się komórki, nad którymi nie udało się jej wcześniej zapanować.
Uwięzienie na stacji wbrew pierwszemu wrażeniu, nie wydawało się jej aż tak straszne. Najprawdopodobniej i tak nie ruszy się w najbliższym czasie z Cytadeli. Nie zamierzała zrzucać wszystkiego na Udinę, a na odnalezienie się w nowej rzeczywistości największe szansę właśnie tutaj. We współpracy z kimś, kto już miał do czynienia z furiami oraz całą, czarną biotyką. Wiedziała o programach Przymierza, Anderson na pewno pomoże jej skontaktować się z właściwymi osobami.
Gdybyś miała kogoś, kto nie bałby Ci się sprzeciwić mimo Twojej pozycji, aby zapewnić bezpieczeństwo... boleśnie znajomy głos wtrącił swoje trzy grosze, podkreślając, dlaczego jeszcze powinna wystrzegać się ruszania stąd gdziekolwiek i nikomu nawet nie dawać szansy, aby stworzyć okazję jak na Ilos.
Wynoś się z mojej głowy, Daharis.
Podniosła na Irisse spojrzenie znam poświaty aktywnego wciąż datapadu. Nowa asystentka? Jakby to była naturalna kolej rzeczy, jakby pójście dalej i zostawienie za sobą przeżyć wydarzyło się bez jej udziału, gdy leżała w tej sali nieprzytomna, śniąc o kosmosie i materii.
- Dam szansę Clarissie, o ile jest gotowa zacząć już - odparła. Jeżeli faktycznie przeżył ktoś, kto był z nią na Wenus, nie chciała przekreślać tlącej się w niej nadziei, iż mogła to być Basset. Choć w nowym świetle słowa Cassiana wydawały się być podszyte większą ilością nici kłamstw, niż dostrzegała to na Korlusie, a później na Aeris, nie miała serca, nie chciała, pogrzebywać Anyi, a także innych być może wciąż przetrzymywanych gdzieś w Systemach Terminusa.
- Mogę zgodzić się na pozostanie w Huercie, ale wierz mi. Bezczynność pozostawi gorsze ślady, niż przejrzenie wiadomości na omni-kluczu - zabębniła palcami o datapad. Musiała znać ją na tyle, aby domyślać się, że Fel stawiała swój komfort oraz wygodę na dalszym planie niż poczucie obowiązku.
Zresztą, blizn i tak nie zamierzała się pozbywać. Ani szram na łopatkach, ani bym bardziej na udzie. Chciała pamiętać. O wszystkim, co wydarzyło się na Aeris. O nim.
Spojrzała na asari. To, co usłyszała, na co się zdobyła... Nie spodziewała się. Nie oczekiwała od Irissy przeprosin. Pościel zaszeleściła cicho, miękko, gdy Iris przysunęła się nieco na skraj łóżka. Chciała wierzyć, że mówiła w tym momencie szczerze. Że nie było to zachowanie, drobny gest, który wykalkulowała jako właściwy, czy odpowiedni.
- Nawet przez moment nie przeszło mi przez myśl, że to Twoja wina, Irisso - odparła, a blady uśmiech rozjaśnił jej liche oblicze.
- Dziękuję - te słowa z ust Radnej, ich wydźwięk, znaczyły bardzo wiele, a Fel była skłonna uwierzyć w ich bezinteresowność.
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13544
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Szpital Huerty

12 lip 2023, o 12:44

Bezczynność była czymś trudnym do zaakceptowania, nawet gdy dopominało się o to jej wymęczone ciało. Leżąc w szpitalnym łóżku czuła, że jedynie podane jej wcześniej środki przeciwbólowe trzymają wszystko w ryzach. Czuła nadciągający dyskomfort, dostrzegała jego krawędź za horyzontem, za który upchnęły je mocne leki. Gdy tylko poruszyła się, choćby odrobinę, wrażenia ścigały się jedna z drugą i ciężko było określić nie gdzie bolało, ale też co najbardziej.
- Clarissa jest gotowa na teraz, nie musisz się nią przejmować - potwierdziła asari. - Nakazaliśmy jej czekać, aż wrócisz do pracy. Tutaj na nasze polecenie nie będzie cię nagabywać.
Subtelny nakaz odpoczynku malował się w tym, co mówiła. Fel nie miała przy sobie nawet omni-klucza, którym mogłaby spróbować nadrobić to, co się działo. Musiałaby poprosić jakąś pielęgniarkę bądź lekarza, by przynieśli jej nowe urządzenie.
W końcu stare zostało na Korlusie.
- Twój stan jest poważny, Iris. Jesteś lekarką. Wiesz, że pozorna poprawa samopoczucia nie upoważnia cię do powrotu w pełni sił. Przedwczesne rzucenie się w wir pracy może jedynie wszystko pogorszyć - westchnęła, wsuwając dłonie do kieszeni ukrytych w fałdach jej grubej sukni. - Ale nie zamierzam powstrzymywać cię siłą, jeśli nakażesz to lekarzom.
Mimo wszystko, były sobie równe, choć Irissa potrafiła żonglować zdaniem innych radnych i rozdawać karty, jeśli bardzo tego chciała. Nic najwyraźniej nie powstrzymywało Fel przed powrotem do swojego biura poza jej stanem zdrowia i w tej kwestii asari postanowiła jedynie zostawić jej pewną sugestię.
- Nie masz za co - odpowiedziała, a jej wzrok prześlizgnął się po jej wymizerowanej twarzy. Iris nie miała lusterka, by móc się w nim przejrzeć, ale mogła podejrzewać, że nie wygląda najlepiej. - To wydarzenie dobitnie pokazało nam, że zasady gry się zmieniły. Zrewidujemy protokoły bezpieczeństwa i zminimalizujemy podróże radnych do Terminusa.
Wysunęła dłoń z kieszeni po to, by strzepnąć niewidoczny pyłek ze swojego ramienia.
- Cała galaktyka nie stoi przed nami otworem - dodała, krzywiąc się lekko. - Już nie.
Stukanie do drzwi, nieśmiałe i chce, było dla niej sygnałem. Pożegnała się z kobietą i ruszyła do wyjścia, wymijając pielęgniarkę w przejściu, która ośmieliła się przerwać ich spotkanie.

@Iris Fel
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13544
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Szpital Huerty

23 wrz 2026, o 11:39

Obrazek
Liar
- part two -


Mistrz Gry: Iris
Gracze: Anthony Whittaker, Emilia Östberg


Pierwsze dni po audiencji przed Radą upłynęły im w sposób drastycznie różny, jakby Cytadela postanowiła wynagrodzić jednemu z nich wielkie wydarzenia ostatnich godzin chwilą względnego spokoju, drugiemu zaś przypomnieć, że nawet najważniejsza decyzja polityczna nie zwalnia człowieka z konieczności wypełnienia odpowiedniej liczby formularzy.
Anthony miał więc okazję uczyć się stacji nie z przewodników ani oficjalnych map, lecz metodą obserwacji, pomyłek i kolejnych prób zrozumienia jej osobliwego rytmu; poznawał transport publiczny, rozmieszczenie poszczególnych sektorów, zwyczaje mieszkańców, różnice między Prezydium a pozostałymi częściami stacji, a także tę niepisaną zasadę, że na Cytadeli można przejść kilkaset metrów i znaleźć się w zupełnie innym świecie, mimo że wszystkie te światy dzieliły od siebie zaledwie kolejne drzwi, korytarz albo szyb komunikacyjny.
Emilia w tym samym czasie nie miała podobnego luksusu. Cytadela wciągnęło ją w swoją własną wersję walki pozycyjnej, prowadzonej nie przy pomocy broni, lecz podpisów, autoryzacji, klauzul poufności, raportów i kolejnych urzędników, którzy najwyraźniej uznali, że skoro Widmo wróciło z misji żywe, oznacza to doskonały moment, aby przekazać jej jeszcze kilka dokumentów do zatwierdzenia. Papierologia rozrosła się do rozmiarów godnych osobnego śledztwa, a każdy zakończony formularz zdawał się rodzić dwa następne, przez co dni mijały pod znakiem ekranów, elektronicznych pieczęci i krótkich rozmów z ludźmi, których największą bronią była znajomość właściwej procedury.
Mimo wszystko znajdowali czas na krótkie spotkania. Nie były to długie rozmowy, podczas których można było spokojnie przeanalizować wszystkie wydarzenia ostatnich dni. Ich wspólny harmonogram wypełniały obowiązki, a nad nimi obojgiem wisiała świadomość, że wieczorny bankiet w Szpitalu Huerty nie będzie zwykłym spotkaniem towarzyskim. Przed wyjściem ustalili więc przede wszystkim podstawowe kwestie dotyczące samego wieczoru oraz to, czego należało spodziewać się po wydarzeniu organizowanym przez placówkę medyczną o takiej randze. Reszta miała przyjść później, już na miejscu.
A miejsce rzeczywiście robiło wrażenie.
Najwyższa kondygnacja Szpitala Huerty została tego wieczoru całkowicie przeznaczona na potrzeby bankietu. Zwykle sterylna, podporządkowana funkcjonalności przestrzeń została niemal całkowicie odmieniona; chłodne powierzchnie medycznego kompleksu połączono z miękkim, ciepłym oświetleniem, subtelnymi dekoracjami i wysokimi taflami szkła, przez które rozciągał się widok na nocną panoramę Cytadeli. Odległe światła Prezydium odbijały się w ogromnych oknach, a poniżej, daleko pod nimi, widać było fragmenty iluminowanego jeziora i charakterystyczną geometrię zabudowy, która z tej wysokości przypominała bardziej skomplikowany układ naczyń krwionośnych niż dzielnicę ogromnej stacji kosmicznej.
Obrazek W głównej sali ustawiono kilka rzędów niewysokich stolików, pomiędzy którymi pozostawiono szerokie przejścia dla obsługi i gości. Na stołach czekały eleganckie przekąski przygotowane z myślą o przedstawicielach różnych gatunków, a organizatorzy zadbali nawet o szczegóły, które dla większości ludzkich gości mogłyby wydawać się zupełnie nieistotne. Turianie otrzymali dania odpowiednio przygotowane pod kątem ich biologii i charakterystycznego sposobu odżywiania, podczas gdy przy części przeznaczonej dla przedstawicieli ras lewo- i prawoskrętnych zastosowano osobne zestawy naczyń, sztućców i sposób podania, tak aby nawet tak pozornie banalna rzecz jak degustacja potraw nie wymagała od gości pamiętania o różnicach anatomicznych.
Wśród półmisków znalazły się zarówno drobne, wyrafinowane przekąski, jak i większe porcje przygotowane dla tych, którzy potraktowali bankiet bardziej jako kolację niż okazję do rozmowy. Aromaty mieszały się ze sobą w powietrzu, tworząc zaskakująco przyjemną kompozycję, w której słone, korzenne i słodkie nuty przeplatały się z zapachem świeżych ziół oraz win, których etykiety pochodziły z kilku różnych galaktyk.
Nad wszystkim unosiła się muzyka.
W niewielkiej części sali przygotowano miejsce dla kwartetu smyczkowego, którego skład sam w sobie stanowił subtelny ukłon w stronę charakteru całego wydarzenia. Przy pulpitach zasiedli przedstawiciele czterech ras Rady Cytadeli - człowiek, asari, salarianin i turianin - a ich instrumenty pozwalały muzyce płynąć przez przestrzeń bez konieczności podnoszenia głosu. Melodie były spokojne, eleganckie i celowo nienachalne, stanowiąc raczej tło dla rozmów niż próbując je zagłuszać.
Wieczór został przy tym zaplanowany z niemal medyczną dokładnością. Po części powitalnej i pierwszym poczęstunku przewidziano serię krótkich wystąpień specjalistów związanych ze Szpitalem Huerty. Pierwsza prelekcja miała dotyczyć nowoczesnych metod rekonstrukcji neurologicznej stosowanych u pacjentów po ciężkich urazach, druga poświęcona była nowym sposobom diagnozowania i leczenia chorób genetycznych występujących u przedstawicieli wielu ras, natomiast trzecia - ta, która dla Emilii i Anthonego miała mieć zdecydowanie bardziej osobisty charakter - dotyczyła syndromu, z którym zmagała się sama Widmo.
Prelekcję miała prowadzić osoba, której obecność na tym wydarzeniu nie była przypadkowa. Była przyjaciółką Anthonego, a jednocześnie lekarką zajmującą się problematyką tego konkretnego syndromu. Organizatorzy zapowiadali jej wystąpienie jako jedno z ważniejszych wydarzeń wieczoru, nie dlatego, że miało mieć charakter sensacyjny, lecz dlatego, że zamierzano przedstawić najnowsze wyniki badań, obserwacje kliniczne oraz możliwe kierunki dalszej terapii. Sam temat, choć przedstawiany profesjonalnie i bez niepotrzebnego epatowania osobistymi historiami, siłą rzeczy miał dla części obecnych znacznie większą wagę niż pozostałe punkty programu.
Po wejściu do sali Anthony i Emilia nie musieli długo czekać na pierwsze powitanie. Jeden z pracowników obsługi, ubrany w formalny, lecz pozbawiony przesadnej sztywności strój, podszedł do nich z tacą pełną kieliszków. Znajdowały się na niej zarówno lekkie alkohole, jak i mocniejsze trunki przeznaczone dla tych gości, którzy najwyraźniej nie zamierzali ograniczać się do symbolicznego toastu. Pracownik zaoferował im wybór z uprzejmością człowieka przyzwyczajonego do obsługiwania ludzi reprezentujących bardzo różne środowiska, a następnie, gdy upewnił się, że oboje zostali odpowiednio przywitani, zerknął na identyfikatory i od razu przypomniał sobie o jeszcze jednym szczególe organizacyjnym.
- Doktorze Whittaker, Widmie Östberg - powiedział, wskazując dłonią w stronę głównej części sali. - Zarezerwowaliśmy dla Państwa miejsca w pierwszym rzędzie podczas wystąpienia pani doktor. Organizatorzy poprosili, żeby dopilnować, abyście państwo nie musieli później szukać wolnych miejsc.
Na dalszym końcu sali, przed niewielkim podestem przeznaczonym dla prelegentów, rzeczywiście znajdowały się dwa przygotowane miejsca. Tabliczki z nazwiskami pozostawały jeszcze puste dla osób, które miały zająć pozostałe krzesła, ale dwa stanowiska przeznaczone dla nich zostały już wyraźnie oznaczone.
Wokół powoli gromadzili się kolejni goście. Lekarze, przedstawiciele administracji Cytadeli, naukowcy, członkowie personelu szpitala oraz zaproszeni przedstawiciele polityczni kilku ras mieszali się ze sobą w pozornie swobodnym tłumie, który jednak, jak każdy tłum złożony z ludzi posiadających określone stanowiska, kontakty i interesy, posiadał własną niewidzialną strukturę. Rozmowy toczyły się przy stolikach, kieliszki unosiły się w geście powitania, a muzyka kwartetu nadal spokojnie płynęła ponad głowami zgromadzonych.

@Anthony Whittaker @Emilia Östberg
Wyświetl uwagę Mistrza Gry
Anthony Whittaker
Awatar użytkownika
Posty: 295
Rejestracja: 23 lis 2019, o 21:18
Miano: Dr Anthony Whittaker
Wiek: 47
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Konsultant Naukowo-Dochodzeniowy Rady
Lokalizacja: Nieznana
Status: Domniemywany za zmarłego w trakcie buntu na Czyśćcu - poszukiwany przez ExoGeni, G-Novę oraz nieznaną organizację, monitorowany przez Cerberusa
Kredyty: 38.145
Medals:

Re: Szpital Huerty

23 wrz 2026, o 19:20

Opuszczenie sali obrad było... Ciche. Anthony odczuł ten brak fajerwerek – i dokładnie z tego był zadowolony. Jeszcze rok temu byłby może tym nawet rozczarowany, liczyłby na jakiś odczuwalny przełom i towarzyszącą wybiciu się na wyższą pozycję ekscytację czy rozpoznawalność. Teraz jednak zalała go fala zwyczajnej satysfakcji. W końcu mógł mieć „wolną rękę” w swoim własnym wyobrażeniu – bez papierologii, z konkretnymi celami i wpływem na decydowanie jak zostaną one osiągnięte. Poczucie, że to z realizacji celów będzie rozliczany, a nie ich sposobu czy decyzji podejmowanych w krótkim czasie – a nawet w ułamkach sekund.

- Hübsch - podsumował całą sytuację po wyjściu, trochę do siebie, trochę do Emilii - Jeśli nie masz nic przeciwko, udałbym się teraz do mieszkania. Dawno mnie tam nie było. Chyba, że czegoś jeszcze ode mnie potrzebujesz?





Najdziwniejsze w powrocie było to, że mieszkanie zastał dokładnie w takim samym stanie, w jakim je zostawił. Te same plamy po kawie na biurku, kubek w tym samym miejscu przy terminalu. Zdążył odzwyczaić się od tego, że nikt go nie przeszukuje, nie przestawia, nie okrada. Ze zdumieniem zdał sobie sprawę z radości towarzyszącej spostrzeżeniu, że posprzątał przed wylotem na Joab miesiące temu, bo w przeciwnym wypadku po takim czasie, zlew mógłby zostać jego kolejnym eksperymentem. Najbliższe dni miały mu minąć na właśnie takich zmartwieniach jak porządek w mieszkaniu – zdążył zapomnieć o istnieniu tak przyziemnych spraw, które dotyczą zdecydowanej większości istot, ale jego skutecznie omijały przez te miesiące. Podniósł brwi i wydął usta, przetwarzając to zdumienie i przyjmując do wiadomości te fakty - Wow – rzucił w przestrzeń. Zostawił te niewiele rzeczy, które miał ze sobą i wziął prysznic. Gorący i długi.

Przez najbliższe dni miał okazję trochę nacieszyć się stacją. Choć mieszkał tu wcześniej, na początku pracy dla ExoGeni, nie znał nic, poza drogą z mieszkania do siedziby firmy – na stacji pracował krótko zanim nie przydzielili go do Joab, a wcześniej mieszkał na Ziemi, a w tym krótkim okresie pracy na Cytadeli nie pozwolił sobie na nic poza właśnie pracą. Czuł się więc jak turysta. I z tego powodu, postanowił przez te kilka dni zmusić się do spacerów. Chłonąć stację, bo nie było wiadome jak długo tu pozostaną i kiedy (i czy w ogóle) wrócą, gdy ją opuszczą. Odpoczynek był dla niego czymś nowym i z początku nie było łatwo oprzec się pokusie przekatalogowania danych albo przeprowadzenia kolejnych analiz. Ale teraz nie było nic do analizowania, więc w końcu skorzystał z Prezydium – tu zjadł drogi obiad, tam odwiedził Muzeum Wojen Rachni, gdzie dowiadział się, że niegdyś nazywało się ono Muzeum Rebelii Krogańskich, ale nazwa została zmieniona wskutek oburzenia krogan, a jeszcze gdzieś indziej po prostu usiadł nad sztuczną sadzawką czy zagrał w kwazara, choć to akurat okazało się nie być w jego klimacie, podobnie jak alkohol czy interakcje z obcymi w barach czy klubach – już nie, w każdym razie. Zdążył się trochę zmienić przez ten czas, co w trakcie tych dni było szczególnie uwydatnione. Nie przejął się tym jednak ani też nie uradował, a przyjął jako najzwyklejszą prozę życia, jedynie streszczoną.

On więc wypoczywał, a ona była zapętlona w biurokratycznym piekle. I choćby chciał to nie mógłby się zamienić. Co nie znaczy, że chciał.





- Nie wiedziałem, że Szpital Huerty przewiduje aż takie przemiany na rzecz jednego wydarzenia – podsumował widok sali, nieco zgryźliwie. Uważał, że te pieniądze i przestrzeń możnaby przeznaczyć na sensowniejsze sprawy szpitala i postrzegał w tym ironię idyllycznej Cytadeli, która tak naprawdę zamiast reprezentować raj w galaktyce, podkreśla tylko dysproporcję pomiędzy uprzywilejowanymi, a biednymi. Może rzeczywiście do pewnego stopnia przesiąknął niektórymi poglądami pewnej asari. Z drugiej jednak strony, nie wychodząc z turystycznego podejścia nie miał zamiaru stronić od wykwintnych przekąsek przy właściwej okazji. Nie chciał zrobić z siebie głupka na samym początku bankietu – mieli do wykonania zadanie, więc znał pohamowanie, ale jednocześnie miał dobry humor i chciał trochę dokuczyć Emilii - Musisz spróbować tych ostryg z Illium. Są przepyszne - szepnął i wtedy pojawił się znany przez jego starych studentów „gniew Whittakera” – głupkowaty grymas, który już bardzo długo nie gościł na jego twarzy - Ich smak świetnie podkreśla wysokie tony w Symfonii nr 7 c-moll znanego turiańskiego kompozytora Decitera Prodrosa, którą właśnie słyszymy - szepnął upewniwszy się, że nikt nie słyszy. Doprawdy, dawno nie miał tak dobrego humoru. - Wiem, oh Gott, wiem, rozluźnij się na litość, jesteś na bankiecie - dodał zaraz. Czuł się, jakby wrócił na chwilę do starego życia, do starego siebie.

Chwilę już później spoważniał jednak i skupił się na wystąpieniach specjalistów, które z oczywistych przyczyn skradły jego uwagę znacznie bardziej niż ostrygi. Zapewne w przeciwieństwie do Emilii, nie był zaskoczony rezerwacją miejsc - Wiem, że zdążyliśmy odzwyczaić się od wygodnych spraw i ludzi, którzy chcą współpracować bez ukrytych motywów - odezwał się - Ale Liinu znam i ufam - chciał, aby Emilia to wiedziała – nie spodziewał się tutaj niczego złego, nawet jeśli teoretycznie wciąż powinien być czujny. Jednocześnie nie interesowały go rozmowy gości, naukowców czy personelu, choć jeszcze nie tak dawno taka impreza byłaby dla niego networkingowym rajem. Teraz były tylko dwie osoby, którym poświęcał uwagę. Na ironię względem historii jego życia – znów dwie kobiety.
Dane telemetryczne i specyfikacja procesora bojowego:
Wyświetl wiadomość pozafabularną

ObrazekObrazek
Ekwipunek niestandardowy
Soundtrack | Ringtone | Formal Wear
Emilia Östberg
Awatar użytkownika
Posty: 307
Rejestracja: 21 sty 2022, o 00:39
Miano: Emilia Östberg
Wiek: 31
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Widmo
Postać główna: Isha D'veve
Lokalizacja: -
Status: Status Widma w pełni przywrócony przez Radę
Kredyty: 59.750
Medals:

Re: Szpital Huerty

27 wrz 2026, o 08:22

- Gratulacje - Whittakerowi musiało wystarczyć jedno słowo. Udało mu się jednak. Częściowo traktowała to jako jej sukces. Załatwiła mu to. Z drugiej strony, samo zaprezentowanie się dobrze przed Radą wymagało talentu i zdolności, a jego strategia była odważna. Zasłużył więc na szczery komplement.
Rozstała się z Whittakerem na następne parę dni. Nie widziała przeciwskazań przeciwko puszczeniu go teraz wolno.

Biurokratyczne tango, które trzeba było zatańczyć przy każdym dłuższym powrocie na Cytadelę nie było Emilii obce. Jeśli coś potrafiła, to je zatańczyć. Nie miała dwóch lewych nóg. Wiedziała z kim rozmawiać, gdzie iść, kto był warty jej czasu, a kto nie. Nie była renegatem. Nie rozdzierała koszuli i nie krzyczała o tym, jak to jest ponad tym wszystkim. Ostatecznie urzędnik był prostą istotą, ale bardzo ważną. Roje mrówek miały swoje robotnice i funkcjonowanie Rady wcale wielce się od nich nie różniło.
Nie znaczyło to, że Emilia parała do urzędników wielką sympatią. Określiłaby się jednak mianem cierpliwej. A każda mała sprawa była swego rodzaju zagadką do rozwiązania. Mini-misją. Czymś do odhaczenia. Męczącym, tak, ale zostawiającym poczucie pewnej satysfakcji, kiedy już się to zrobi.
Poza tym, jakaś jej część cieszyła się po prostu z powrotu do domu. Ameryki nie odkryła, mówiąc, że samo przebywanie w domu zapewniało komfort. Położenie się we własnym łóżku było jedną z przyjemności, których ludzie jednak zwykli nie doceniać. Bycie w ciągłym biegu, na całej masie planet, stacji, asteroid, statków i bóg wie czego jeszcze, choć było stylem Emilii z jej wyboru, potrafiło wyczerpywać.
Zaproszenie na bankiet nie było jednak na jej bingo. Sądziła, że umówią się na spotkanie prywatnie, ale wyglądało na to, że los miał nieco inne plany. Sprawa brzmiała jednak obiecująco, a przynajmniej bardziej, niż cokolwiek, co spotkało ją w jej życiu prywatnym od długiego czasu.
Zmierzyła Anthony'ego wzrokiem na jego krótki komentarz.
- Fundacja, ostatecznie, nie jest organizacją charytatywną. Czasami trzeba podnieść sobie prestiż. Przyciągnąć nowe twarze i przypomnieć tym starym, jak świetni są - Inwestorzy, pracownicy, "zainteresowani sprawą patroni", politycy, oraz najwidoczniej także i Widma. Trzeba było zadowalać takie osoby. Drogi bankiet z paroma prezentacjami interesującej technologii czy metod potrafił zdziałać cuda.
Poprawiła swój żakiet. Zorientowała się, że robi to zdecydowanie za często. Bała się, że dorobi się jakiegoś sortu nerwicy.
Gdy chodziło o przyjęcia, ubierała się schludnie. Nie miała nic do sukienek, ceniła jednak istnienie spodni. Przyszła więc tak, jak zazwyczaj. Czarny żakiet, dopasowane spodnie, oraz oczywiście biała koszula. Pod kątem biżuterii zawsze podchodziła do spraw rozsądnie - jeden pierścionek i naszyjnik. Białe złoto robiło swoje - odpowiednio drogie, choć oczywiście zależne od próby, ale też i cholernie ładne.
Nie mogła lekko nie uśmiechnąć się na komentarz swojego towarzysza o ostrygach.
- Jestem cholernie rozluźniona - odpowiedziała. - Och, dobra, czemu nie.
Zamierzała spróbować ostryg.
- Wiesz, że to nie jest mój pierwszy raz? I że nie jestem dzikuską z Lasu Fińskiego? - Uniosła brew do góry. - Nie miałam cię za to za konesera turiańskiej opery.
Tłumaczenie tego brzmiałoby dość desperacko, więc sobie tego oszczędziła, ale Emilia spędziła odpowiednią ilość czasu w towarzystwie członków Rady lub innych polityków. Nie nazwałaby się mistrzynią kolacji dziennikarskich, przyjęć, czy ogólnie wyższych sfer, ale potrafiła się po nich poruszać tak, by nie wypaść na słonia w składzie porcelany.

Czas na wygłupy musiał jednak prędko się skończyć. Gdy już znaleźli przypisane im miejsca, podziękowała obsłudze krótkim skinieniem głowy i zwróciła się znowu do Whittakera:
- Wiem o niej niewiele. W zasadzie to prawie nic. Co możesz mi o niej powiedzieć? Nie wątpię, że chętnie ci pomoże, ale nie tylko tym człowiek żyje.
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13544
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Szpital Huerty

2 paź 2026, o 08:14

Sala powoli traciła swój wcześniejszy, niemal wystawowy charakter. Początkowo goście rozproszeni byli przy wysokich stolikach ustawionych w pobliżu panoramicznych okien, gdzie rozmowy mieszały się z muzyką kwartetu i dyskretnym brzękiem kieliszków. Teraz jednak obsługa zaczęła delikatnie porządkować przestrzeń, wskazując kolejnym osobom miejsca przy długich stołach ustawionych naprzeciw niewielkiej sceny. Rozmowy ściszały się stopniowo, nie dlatego, że ktokolwiek wydał takie polecenie, lecz z tego naturalnego odruchu, który pojawiał się w sali, gdy ludzie zaczynali rozumieć, że za chwilę ktoś będzie przemawiał.
Przybywało też pracowników samego szpitala. Lekarze w eleganckich ubraniach zajmowali miejsca obok przedstawicieli fundacji, kierownictwa poszczególnych oddziałów i zaproszonych naukowców. Niektórzy nadal wymieniali między sobą ostatnie uwagi, inni przeglądali datapady z programem wieczoru, a jeszcze inni najwyraźniej traktowali bankiet jako rzadką okazję, by na kilka godzin zapomnieć o sterylnych korytarzach, dyżurach i ciągłym pośpiechu. Wśród nich byli także ci, którzy najwyraźniej nie zamierzali pozwolić sobie na całkowite odprężenie.
Kilka spojrzeń zatrzymało się na Anthonym i Emilii nieco dłużej, niż wymagałaby zwykła ciekawość. Nie było w tym nic ostentacyjnego. Żadnego wskazywania palcem ani szeptów, które można było z łatwością wychwycić z drugiego końca sali. Raczej krótkie spojrzenie znad kieliszka, zawieszenie wzroku o sekundę dłużej, wymiana spojrzenia z osobą siedzącą obok. Dla większości obecnych Widmo Rady pozostawało wystarczającym powodem do zainteresowania, zwłaszcza że Emilia nie należała do osób, które pojawiały się na podobnych wydarzeniach wyłącznie po to, by dobrze wyglądać na zdjęciach. Anthony natomiast stanowił znacznie bardziej niejednoznaczną zagadkę. Nie wszyscy mogli wiedzieć, kim dokładnie był, ale ci, którzy się tego domyślali, mieli powód, by przyglądać mu się uważniej.
Wśród gości znajdowało się przynajmniej dwóch naukowców, których Anthony mógł kojarzyć jeszcze z czasów swojej wcześniejszej kariery. Kilka rzędów dalej usiadł doktor Marek Halden, specjalista od neuroregeneracji i jeden z autorów szeroko cytowanych prac dotyczących wykorzystania syntetycznych rusztowań komórkowych przy rekonstrukcji uszkodzonej tkanki nerwowej. Anthony mógł pamiętać jego nazwisko z konferencji albo publikacji, chociaż Halden nigdy nie należał do ludzi, którzy szczególnie dobrze znosili krytykę własnych metod. Drugą znajomą twarzą była salariańska doktor Veyra Senn, zajmująca się diagnostyką genetyczną chorób wieloukładowych. Jej nazwisko przewijało się w literaturze naukowej znacznie częściej niż twarz na bankietach, a jej prace były wystarczająco kontrowersyjne, by kilka razy wywołać dyskusję podczas konferencji biomedycznych. Oboje dostrzegli Anthonego. Halden nawet na moment przerwał rozmowę z siedzącym obok lekarzem, natomiast Senn ograniczyła się do krótkiego uniesienia brwi, po czym wróciła do rozmowy.
Była to drobnostka, niemal nic. A jednak w miejscu, w którym każdy obecny miał jakiś powód, żeby obserwować innych, takie drobnostki miały swoje znaczenie.
Wreszcie kwartet zakończył utwór, pozwalając ostatnim nutom wybrzmieć pod wysokim sufitem. Członkowie zespołu nie wstali od razu. Turiański skrzypek opuścił instrument, asari siedząca obok niego poprawiła delikatnie ułożenie dłoni na smyczku, a salariański muzyk wymienił z pozostałymi krótkie spojrzenie. Dopiero po chwili cała czwórka odłożyła instrumenty, a w sali pojawiły się pierwsze oklaski.
Wtedy światła nad niewielką sceną rozjaśniły się nieco bardziej.
Z bocznego przejścia wyszła asari w eleganckim, granatowym stroju pozbawionym niemal wszystkich ozdobników. Nie potrzebowała ich. Jej sposób poruszania się, spokojny i pewny, wystarczał, by niemal natychmiast zwrócić na siebie uwagę. Była jedną z tych osób, których pozycję można było rozpoznać, zanim jeszcze ktokolwiek przedstawił ich nazwisko. Kiedy stanęła przy mównicy, rozmowy wygasły niemal całkowicie.
- Szanowni Państwo - rozpoczęła, a jej głos bez trudu dotarł do najdalszych stolików. - W imieniu zarządu Szpitala Huerty chciałabym powitać naszych lekarzy, naukowców, przedstawicieli fundacji, partnerów badawczych, przyjaciół szpitala oraz wszystkich tych, którzy zdecydowali się spędzić dzisiejszy wieczór w naszym gronie.
Dopiero teraz dało się zauważyć, jak starannie skonstruowano całe wydarzenie. Nie był to zwykły bankiet, choć tak właśnie mogło wyglądać na pierwszy rzut oka. Każdy element miał swoje miejsce. Muzyka miała rozluźniać atmosferę, jedzenie przypominać o międzynarodowym charakterze Cytadeli, a część naukowa nadawać całemu wieczorowi pozór czegoś więcej niż tylko spotkania ludzi posiadających wystarczająco dużo pieniędzy i wpływów, by znaleźć się w tej sali.
Asari przedstawiła się jako doktor Selene T'Vara, wicedyrektor Szpitala Huerty, po czym krótko opowiedziała o programie wieczoru. Pierwszy wykład miał dotyczyć nowych metod rekonstrukcji neurologicznej i granicy pomiędzy regeneracją a całkowitym odtworzeniem uszkodzonej funkcji. Drugi poświęcono diagnostyce chorób genetycznych, szczególnie tych, których objawy długo pozostawały niespecyficzne i mogły być mylone z efektami ubocznymi leczenia innych schorzeń. Dopiero trzeci punkt programu miał dotyczyć zagadnienia, które dla Emilii było zdecydowanie bardziej osobiste.
Wicedyrektor nie rozwodziła się jednak nad szczegółami.
- Dzisiejszy wieczór ma przypominać nam, że medycyna nie kończy się na jednym gatunku, jednym organizmie ani jednej metodzie badawczej - powiedziała, przesuwając wzrokiem po sali. - Najciekawsze rozwiązania często powstają tam, gdzie spotykają się różne doświadczenia. Mam nadzieję, że dzisiejsze prezentacje będą nie tylko okazją do zaprezentowania wyników, lecz także początkiem kolejnych rozmów.
Oklaski były tym razem krótsze, bardziej uprzejme niż entuzjastyczne. Właśnie wtedy, kiedy Selene T'Vara odsunęła się od mównicy, a technicy przygotowywali ekran do pierwszej prezentacji, omni-klucz Anthonego wydał dyskretny sygnał. Wiadomość była krótka.

Liinu:
„Same zakłamane wieprze. Jeśli zapytają cię o wyniki, powiedz, że ich nie masz. Jeśli zapytają o finansowanie, powiedz, że jeszcze ich nie ma. Jeśli zapytają, czy wszystko jest gotowe — oczywiście, że nie jest.”

Po chwili pojawiła się druga wiadomość.

Liinu:
„I nie daj im wmówić, że ten wieczór jest wyłącznie o nauce.”

Nawet bez dodatkowego komentarza trudno było pomylić tę wiadomość z uprzejmą korespondencją zawodową. Tym bardziej, że Liinu najwyraźniej uznała, iż pierwsze zdanie wystarczająco dobrze streszcza jej opinię o części obecnych tutaj osób.
Na scenę tymczasem wszedł pierwszy prelegent. Oklaski ucichły, światło nad stolikami zostało delikatnie przygaszone, a na wielkim ekranie za mównicą pojawił się pierwszy slajd dotyczący rekonstrukcji układu nerwowego.

@Anthony Whittaker @Emilia Östberg
Wyświetl uwagę Mistrza Gry
Anthony Whittaker
Awatar użytkownika
Posty: 295
Rejestracja: 23 lis 2019, o 21:18
Miano: Dr Anthony Whittaker
Wiek: 47
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Konsultant Naukowo-Dochodzeniowy Rady
Lokalizacja: Nieznana
Status: Domniemywany za zmarłego w trakcie buntu na Czyśćcu - poszukiwany przez ExoGeni, G-Novę oraz nieznaną organizację, monitorowany przez Cerberusa
Kredyty: 38.145
Medals:

Re: Szpital Huerty

5 paź 2026, o 20:05

- Wiem - westchnął krótko - Ale i tak nigdy mi się nie podobała ta przykra konieczność - skwitował kwestię bankietów, właściwie wyczerpując temat.

Na odpowiedź odnośnie artysty, uśmiechnął się - Nie każdy spoza „Lasu Fińskiego” zna się na muzyce klasycznej. Niekoniecznie turiańskiej konkretnie, ale lubię, interesuję się, słucham. Przez dwadzieścia lat grałem nawet na fortepianie, zanim wszystko szlag trafił. Amatorsko, oczywiście - wspomniał, nie bez wyraźnego poczucia dumy. Chyba nigdy nie miał nikomu okazji się tym faktem pochwalić. Na pewno nie tak stosownej. W końcu – nie z tego był tak na prawdę znany. Jakoś nagle muzyka stała się jeszcze bardziej przyjemna dla uszu.

- Znasz mnie. To już daje całkiem szeroki obraz, mamy podobne charaktery. Od swojej byłej usłyszałem kiedyś, że jakbym miał inną parę chromosomów i urodził się gdzieś indziej, to pewnie byłbym właśnie nią – z perspektywy czasu zazdrość Leny zdawała się okrutnie hipokrytyczna – Szybko dostrzeżesz podobieństwo. To zaufana przyjaciółka, fińska lekarka, specjalistka od chorób rzadkich. Jej rozprawa doktorska dotyczyła potencjalnych kierunków usprawnienia diagnostyki i terapii prenatalnej przeciwko zespołowi Hutchinsona-Gilforda, znanego też jako progeria. To jednym słowem choroba błyskawicznego starzenia się organizmu - nie chciał nadmiernie ekscytować Emilii, więc ugryzł się w język przed dodaniem „brzmi znajomo?”. Starał się, aby to zbytnio nie wybrzmiało, ale w rzeczy samej, jeśli miał być ktokolwiek, komu mógłby zaufać i wierzyć w kompetencje przy pomocy wobec choroby Korvine’a, to właśnie była nią Liinu.
Dane telemetryczne i specyfikacja procesora bojowego:
Wyświetl wiadomość pozafabularną

ObrazekObrazek
Ekwipunek niestandardowy
Soundtrack | Ringtone | Formal Wear
Emilia Östberg
Awatar użytkownika
Posty: 307
Rejestracja: 21 sty 2022, o 00:39
Miano: Emilia Östberg
Wiek: 31
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Widmo
Postać główna: Isha D'veve
Lokalizacja: -
Status: Status Widma w pełni przywrócony przez Radę
Kredyty: 59.750
Medals:

Re: Szpital Huerty

6 paź 2026, o 00:57

Pokręciła głową. Na jej twarzy nie mogło zagościć w takiej chwili nic innego, niż krzywy i nieco złośliwy uśmiech.
- No tak, trzeba się napić czegoś porządnego i zjeść drożej, niż się woli - odrzekła półtonem. - Najgorzej.
Poszerzyła kąciki ust, ale nie odpowiedziała już na potencjalne dalsze zaczepki. Ta krótka wymiana oczywiście skręciła w ironię, ale generalnie się zgadzała. Bankiety były czymś, co trzeba było w jej mniemaniu po prostu przecierpieć. "Przykra konieczność" trafiała w punkt.
Nie mogła powiedzieć, by interesowała się muzyką klasyczną, ani nawet by chciała się interesować. To nie była jej kraina. Zawsze czuła się mimo wszystko trochę obca w tym świecie. Słoń w składzie porcelany pozostawał słoniem, nawet jeśli dało mu się smoking i nałożyło się monokl. Takie wyobcowanie dało się oczywiście stłumić. Jakaś jej część jednak nigdy nie opuściła skłotów, dziwnych zgrupowań w lasach i "pro-ludzkich" demonstracji. Dziewczynę wyciągniętą z patologii można było wprowadzić w intelektualne kręgi, ale natura dawała się we znaki.
- Jakoś mi się to klei - zauważyła tylko w temacie gry na fortepianie. Albo to, albo rzeźbiarstwo. Pasowało do... może nie stereotypu, ale pewnej wizji Whittakera, jaką sobie zbudowała i jakiej ten zdecydowanie nie starał się zburzyć.
Skinęła głową na jego krótki, ale raczej treściwy opis swej znajomej. Co prawda, nie mówiło jej to wcale tak dużo, jak by chciała. Przyjaźń budowana była na podobieństwach, lecz mogły one być dość powierzchowne. Mogła zachowywać się jak on na codzień, może nawet podzielać pewne poglądy, ale w fundamentalnych sprawach kompletnie się różnić.
No nic. Wszystko okaże się w praniu.
- Brzmi obiecująco.
Nie do końca zorientowała się nawet, kiedy w jej dłoniach wylądował kieliszek szampana. Złapała ją nieco za mocno, oczywiście organiczną dłonią. Tę drugą miała zarękawiczoną, lecz kto miał wiedzieć, ten i tak wiedział.
Zaczęło się.
W przedstawieniu nie otrzymała tyle szczegółów, ile by sobie wymarzyła. Wiedziała jednak, że czas na coś użytecznego faktycznie nadejdzie. Trzeba było to po prostu przesiedzieć.
- Sądzisz, że kiedyś jeszcze będziesz na jego miejscu? - Kiwnęła głową w kierunku prelegenta. Nie wątpiła, że nie jedną prezentację Whittaker przeprowadził. Pytanie, czy w ogóle jeszcze chciał tam wrócić.
Anthony Whittaker
Awatar użytkownika
Posty: 295
Rejestracja: 23 lis 2019, o 21:18
Miano: Dr Anthony Whittaker
Wiek: 47
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Konsultant Naukowo-Dochodzeniowy Rady
Lokalizacja: Nieznana
Status: Domniemywany za zmarłego w trakcie buntu na Czyśćcu - poszukiwany przez ExoGeni, G-Novę oraz nieznaną organizację, monitorowany przez Cerberusa
Kredyty: 38.145
Medals:

Re: Szpital Huerty

7 paź 2026, o 22:43

Anthony również zdawał się ulegać atmosferze cichnących rozmów i w ramach kolejnych zdań, sam również ściszał głos. Uśmiechnął się delikatnie na ostateczny komentarz Emilii odnośnie bakietów - Touché - skwitował. Dostrzegł zawieszone ukradkiem spojrzenia. Uśmiechnął się sam do siebie po którymś z nich – wydało mu się nieco zabawne, a może trafniej powiedziawszy - intrygujące rozważenie, jak wiele ci ludzie sądzą, że wiedzą o nim - a jak wiele na jego temat nie są nawet w stanie sobie wyobrazić. Ewidentnie przez ostatni czas zdążył się jeszcze bardziej oddalić od środowiska, ku któremu jeszcze nie tak dawno zmierzał ze swoją karierą. W szczególności od Haldena, którego akurat zawsze uważał za zadufanego dupka przekonanego o własnej kompetencji. Był dobrym pracownikiem, ale beznadziejny był z niego naukowiec, gdyby nie to, że był pracoholikiem – w takim masowym publikowaniu i ślepej kurze trafi się ziarno, nawet takiej, która nie do końca rozumie błędy poznawcze, którym ulega. Do dziś Anthony pamiętał blamaż Haldena zaciekle broniącego swojej metodyki na konferencji, która wcale nie była nawet krytykowana. Padło pytanie o powód wybrania tej, a nie innej metody, nie pamiętał już szczegółów, ale uczestnik chciał poznać wady i zalety wybranego podejścia w porównaniu do alternatywnych rozwiązań i tyle wystarczyło przedstawić – w końcu każda metoda ma swoje słabości. Cóż, Halden nie do końca rozumiał tą kwestię metodologii i bronił swojego podejścia jako jedynego słusznego mimo braku wątpliwości – akurat w tym przypadku. Dr Senn szanował nieco bardziej – nie obchodziło ją jak wypadnie, po prostu rozwiązywała problemy nauki – w czym była dość podobna do Whittakera, choć jej podejście w porównaniu do dra Haldena było jak przejście z jednego końca podkowy na drugi – niby ze skrajności w skrajność, ale bliżej niż mogłoby się wydawać. Według Anthonego, była zbyt pyszna była w swoim podejściu „robię co mogę, a kto się ze mną nie zgadza, niech napisze recenzję, która się przyjmie albo pójdzie w cholerę”.

Przy czym wytknięcie pychy czy dumy przez – kogo jak kogo – ale dra Anthonego Whittakera – jest na tyle ironiczne, co obrazowe – o ile nie zakrawa o hipokryzję. Zaklaskał wspólnie z pozostałymi.

Wcześniej spojrzał się na Emilię bokiem i z uśmiechem przyjął komplement - bo tak odebrał fakt, że się "to klei". Do pewnego stopnia jego osobowość miała wręcz się "kleić" - zdał sobie z tego sprawę już jakiś czas temu. Taka łatka mu odpowiadała, trochę ją uzyskał mimowolnie, a trochę jej z czasem pomógł, gdy zaczął rozumieć to, jak ludzie go postrzegają i jak uniwersalne wrażenie on wywołuje. Kultywowanie archetypu intelektualisty łechtało ego - i choć nawet on zdawał sobie z tego sprawę - pozwalał sobie na ten luksus - zwykle ta łatka była komplementem i w tym przypadku również tak to odbierał. A swoją drogą, że nic go to nie kosztowało, bo rzeczywiście nie musiał niczego ani nikogo udawać - faktycznie, interesowały go rzeczy, którymi się zajmował - Dziękuję - odpowiedział wtedy, teraz w końcu ciekawość wygrała - A co Ci się we mnie nie "klei"? - zapytał spokojnie. Nie spodziewał się uzyskania szczerej odpowiedzi, choć był ciekaw taką usłyszeć. Do tej pory Emilia była dość wybiórcza, czy też ostrożna w słowach na jego temat i to mu nie umknęło. Postanowił ją sprawdzić.

Wicedyrektora zawsze widać więcej i częściej niż dyrektora - zauważył sam dla siebie. Na tym w sumie miała z definicji polegać ta funkcja – pozwolić dyrektorowi w spokoju siedzieć za biurkiem i robić swoje. Przy czym to „swoje”, jest zwykle albo co najmniej upierdliwe, albo w najlepszym wypadku – nudne - A cóż to, czyżby Holden miał coś nowego do powiedzenia? Czy tym razem będzie potrafił utrzymać w ryzach swój syndrom oblężonej twierdzy? – pomyślał na wzmiankę o pierwszym wykładzie – tego akurat mu brakowało – sporów na konferencjach. Zawsze sprawiało mu to dużo rozrywki, ale tym razem pewnie nie było na co liczyć – to był bankiet, a nie typowa konferencja naukowa, tu jest całkiem spora szansa że niemal nikt nawet nie będzie słuchał. Może poza akcjonariuszami i inwestorami. Zdał sobie na ułamek sekundy sprawę, że zaczyna w tym wszystkim przesiąkać cynizmem pokroju Strikera, ale zapomniał o tej refleksji niemal od razu. Rozproszył się bowiem sekundę później, jako że nie mógł oprzeć się wrażeniu, że w trakcie wypowiadania słów o „metodzie badawczej” wzrok doktor T’Vara zatrzymał się na ułamek sekundy dłużej na Haldenie, w podobny sposób, co jego wzrok zatrzymał się wcześniej na Whittakerze.

Gdy światła miały gasnąć, dyskretnie odczytał wiadomości na omni-kluczu. Uśmiechnął się, tym razem wcale tego nie kryjąc. Właśnie dlatego tak bardzo lubił tą Finkę.

„Amen.”


Podniósł wzrok znad urządzenia na pytanie Emilii, gdy pierwszy prelegent wchodził na scenę - Jego konkretnie? Cóż za upokorzenie - pomyślał, rozbawiony, ale kierowany kurtuazją powstrzymał się od tego żartu w takim miejscu - Chwilę już się nad tym nie zastanawiałem. - odparł zgodnie z prawdą - Wątpię, że będzie mi to jeszcze dane - A czy bym chciał? Tego tym bardziej nie wiem – miał dodać, ale pozostawił to w niedopowiedzeniu – uznał, że dla Emilii jest to oczywiste. Znała go na tyle, że oboje są zapewne świadomi, że powrót do „zwykłego życia” byłby trudny, może nawet niepożądany. Trzeba by było na nowo nauczyć się usiedzieć w miejscu, żyć bezpiecznie, zacząć regularnie jeść ostrygi. „Najgorzej.”
Dane telemetryczne i specyfikacja procesora bojowego:
Wyświetl wiadomość pozafabularną

ObrazekObrazek
Ekwipunek niestandardowy
Soundtrack | Ringtone | Formal Wear

Wróć do „Krąg Prezydium”