Nadzorowana i w całości podlegająca pod NDC stolica Noverii. Siedziba i serce wielu galaktycznych korporacji, ciemnych interesów i niebezpiecznych, wzbudzających kontrowersje eksperymentów. W mieście od niemal zawsze panuje wzmożona ochrona koordynowana przez Kontrolę Ryzyka Elanus, przez co zwyczajni przyjezdni nie są tu zbyt mile widziani, a każdy, kto nie jest przedstawicielem jednej z tutejszych firm traktowany jest z agresywną podejrzliwością.

Charles Striker
Awatar użytkownika
Posty: 1599
Rejestracja: 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 172.300
Medals:

Ogród botaniczny

19 wrz 2026, o 19:13

- W branży nazywa się to promo, dzieciaku. - Uśmiechnął się krzywo do Ishy. Może jednak miał udar bo ledwo zrozumiał co miała im do przekazania.- Dobrze, że Asari żyją po tysiąc lat to może zdążysz się jeszcze nauczyć. Przynajmniej zdechnę z tą myślą, więc mnie nie zawiedź.
Parsknął śmiechem i zaciągnął się swoją drewnianą fajką. Oczy leniwie skręciły w stronę Curio. Miał odpowiedzieć, że widział tyle co nic. Więzienie nie było najlepszym miejscem na oglądanie największego spektaklu roku. Do tego miał inne problemy na głowie. Wsparcie w rozpoczęciu buntu więziennego nie było najłatwiejszym zadaniem. Zostawiał sobie obejrzenie tego na moment jak będzie miał chwilę spokoju.
Na zadane pytanie nie odpowiedział. Nie musiał. Już miał się wcześniej pytać Gauthier czy jest powód dlaczego siedzą akurat tutaj przy biznesmenach, ale jak widać nie musiał. Doceniał jej zaradność w kwesti nie marnowania czasu na pierdoły. Nawet jeśli kosztowało to czasami jego pokłady mentalnego spokoju, które uszczuplały się każdego dnia.
Narkotyki w jego ciele sprawiły, że mógł obejrzeć śmierć mężczyzny w bardzo dobrej jakości. W jego umyśle wszystko wydarzyło się perfekcyjnie płynnie. Striker był bardziej niczym młotek, kiedy ona była bardziej jak operacyjny skalpel. Póki co prawie wszystkie reprezentantki Cerberusa posiadały tą umiejętność bycia lepszymi zabójcami, niż żołnierzami.
Charles od razu zrozumiał co Curio miał na myśli. Był to debilny plan, ale akurat takie były jego ulubionymi. Wysokie ryzyko, mała wygrana. Złamał w rękach fajkę robiąc z niej chwilowe ostrze. Może i mieli broń, ale kawał drewna w szyję potrafił czynić cuda nawet z najsilniejszymi. W porównaniu z resztą on nie potrzebował broni, aby zrobić swoje. Dalej miał na sobie pancerz i tarcze. Mógł wziąć na siebie trochę obrażeń. Wszystko w imię dobrej rozrywki.
Wyrwał z podłogi niczym w biegu maratońskim. Ruszył na najbliższego przeciwnika, aby wyeliminować go najszybciej. Mógł użyć jego ciało jako tarcze. Co jak co, ale uwielbiał walkę w małych miejscach. Na otwartej przestrzeni był łatwym celem, ale tutaj? To oni byli zamknięci z nim.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Obrazek Obrazek Obrazek ObrazekObrazek Obrazek Obrazek Obrazek GG 56291905
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13544
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Ogród botaniczny

24 wrz 2026, o 17:13

inicjatywa
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Striker -> Zoé -> Isha -> P4 -> P2 -> Kiru -> P3 -> Crassus -> P1 -> P5

Wyświetl uwagę Mistrza Gry
AKCJA I
Wyświetl wiadomość pozafabularną

AKCJA II
Wyświetl wiadomość pozafabularną

AKCJA III
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13544
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Ogród botaniczny

24 wrz 2026, o 18:34

Wyświetl wiadomość pozafabularną Szpila przelatująca przez długość stołu ze cichym świstem zasiała w nim chaos.
Bronie przemykały nad stołem, przekazywane przez uczynnego staruszka, który gdy tylko wypełnił swoją powinność, natychmiast wycofał się z powrotem do swojego kąta. Nie próbował uciekać, nie rzucił się też do drzwi prowadzących na zaplecze - zamiast tego usiadł w rogu i, nie patrząc nawet na to, co się dzieje, sięgnął z powrotem do swojego instrumentu muzycznego, czymkolwiek był. Wkrótce powietrze wypełniła ta sama, żałosna melodia, która, jak się okazało, stanowiła zapowiedź tego, co miało nadejść.
Gauthier nie podniosła się nawet z miejsca - jej omni-klucz błysnął pod stołem, widoczny dla tych, którzy tkwili najbliżej niej. Najpierw jej sylwetka błysnęła po drugiej stronie stołu - analogiczna, usadzona wygodnie na poduszce. Później kolejna błysnęła po lewej stronie pomieszczenia, tkwiąc przy zrywających się na nogi mężczyznach.
Na koniec czwarta postać rudowłosej machnęła im ręką z uśmiechem, błyszcząc z prawej strony stołu.
Błyszczące, kolorowe szaty zawirowały w odwiecznie znanym tańcu. Plan był prosty - przynajmniej w założeniu. Przełamana w pół fajka stanowiła idealną broń, dzięki której Striker mógł w szybki sposób zakończyć żywot pierwszej osoby, która wejdzie w jej zasięg. Gdy jego ciało naparło naprzód, ręka była zdecydowana i niezachwiana - nic to, gdy arbuz, który jeszcze chwilę mógłby przysiąc, że leżał w innym miejscu, nagle wyrósł u jego stóp. Jego but uderzył w obszerny owoc, szata zaplątała się wokół jego nóg i wraz z fajką, Striker runął na ziemię między sobą, a swoim celem, który wpatrywał się w niego z wyrazem niezrozumienia na twarzy.
- Co za suka - krzyknął któryś z nich, wściekle, do jednej z widocznych w pomieszczeniu Gautheir. Chwycił za czajnik z herbatą, zamaszystym ruchem przecinając powietrze. Fantom zniknął - fala gorącej herbaty rozlała się po pomieszczeniu, przypadkiem trafiając też tkwiącego obok mężczyznę.
- Ty jebany idioto! - wrzasnął mężczyzna, do którego Kiru zbliżała się ze swoją kataną, nawet nieświadom biotycznego pola, które zaczynało oplatać jego ciało posłane przez Ishę. W chwili, w której yahganka zamachnęła się, ten gwałtownie się pochylił, przecierając oparzone oczy, a ostrze minęło sam czubek jego głowy zaledwie parę centymetrów od celu.
Strzelba w dłoniach Curio była antyczna. Szybko przekonał się, że mogła działać na plus, jak i na minus w ich sytuacji - fala śrutu, którą posłał w stronę pomieszczenia sięgnęła dwójki przeciwników stojących najbliżej siebie, którzy przyjęli na sobie fragmenty metalu. Problem polegał na tym, że może trafiłaby też Strikera gdyby ten w chwili obecnej nie tkwił na ziemi, przetaczając się bliżej przeciwnika.
Bitwa podzieliła się na dwa sektory.
Po jednej stronie sprawy miały się dużo poważniej - D'veve wystrzeliła błękitny pocisk w stronę najbliższego przeciwnika, a błękitne płomienie wykrzywiły jego sylwetkę, wżerając się w ciało w akompaniamencie agonalnych krzyków. Gdy padał na ziemię, stojący za nim kompan jakby przypomniał sobie dzięki niej o posiadaniu własnego omni-klucza.
- Poczekaj, najpierw... - krzyknął jeden z nich w języku, który wymagał od ich translatora szybciej reakcji. W jego dłoni błyszczała butelka sake, którą chciał z pewnością rzucić zanim jego towarzysz pośle w ich stronę płomienie. Nic to, bo w ich zataczających się sylwetkach brakowało koordynacji - kula ognia przemknęła przez pomieszczenie i trafiła Kiru. Języki ognia paliły jej ramię i przeżerały się przez warstwy materiału, zostawiając po sobie ból. Piękna szata, którą miała na sobie, płonęła wraz z nią i nawet gdy yahganka ugasiła płomienie dłonią, została w ich miejscu dziura.
Mężczyzna z butelką alkoholu wydawał się niezdecydowany, ale, mimo marnego efektu w tej kolejności, zamachnął się i, z wprawą zawodowca, cisnął w D'veve butelką. Twarde szkło uderzyło ją prosto w czoło, grożąc kwitnącym w tym miejscu guzem, a słodki, śmierdzący napój zalał jej własną, ciemną szatę, unosząc się wokół nieszczególnie przyjemną zapachowo aurą.
W tym czasie z drugiej strony stołu chaos trwał w najlepsze.
Leżący na ziemi Striker przetoczył się do przeciwnika, gotów wbić drewnianą szpilę prosto w jego łydkę - ten jednak podskoczył jak oparzony, unosząc ręce przed siebie w obronnym geście. Jak się okazało, ten gest nie był przeznaczony dla Charlesa - to Gauthier podniosła leżącego na ziemi arbuza, który przetoczył się w jej stronę po tym, gdy się o niego potknięto. Ogromny owoc przeleciał przez pomieszczenie i trafił ubranego w czerwone kimono mężczyznę, powalając go na ziemię tuż obok Strikera. Arbuz rozbryzgnął się na tysiące kawałków, malując oboje mężczyzn czerwienią i klejącym, słodkim sokiem.
Tym samym, droga do stojącego za nim biznesmena była otwarta.
Curio miał przed sobą cel, miał powołanie i miał umiejętności - nie miał tylko świadomości odłamków arbuza, które znalazły się pod jego butami. Gdy leciał z impetem na przerażonego, krępego mężczyznę, but ześlizgnął się pod jego podeszwą, zmieniając trajektorię. Z całym impetem wylądował tuz obok - na drewnianym stole przykrytym zastawą, drewno roztrzaskało się pod jego impetem, a konstrukcja runęła wraz z turianinem na ziemię.
Staruszek przerwał grę, choć tylko na chwilę, zdradzając swoje oburzenie.
Wściekły, powalony mężczyzna w czerwonym kimono widząc leżącego obok Strikera, który wcześniej próbował go zamordować, ślizgał się w rozwalonych kawałkach arbuza. Sięgnął do zniszczonego stołu, w nadziei na wyłowienie kawałka drewna, którym mógłby przebić mu tętnicę - zamiast tego zgarnął z blatu filiżankę. Rzucił nią prosto w głowę Charlesa, który odchylił się na tyle, by uniknąć pocisku. Zaraz po tym sięgał po następne - druga uniknęła jego głowy, trzecia rozbiła się na dziesiątki kawałków ceramiki na jego czole, czwarta trafiła go w szczękę, zostawiając drobne nacięcia ceramiki i odległy ból, numer trzy w skali jeden do dziesięciu.
Zdołał wymacać ostry odłamek drewna z rozwalonej nogi stołu - nie zdążył go jednak rzucić. Drewniany odłamek przełamanej fajki wbił się w jego tchawicę, pchnięty ręką tkwiącego obok Strikera, kończąc żywot drugiego mężczyzny w gardłowych dźwiękach duszenia się własną krwią.
Być może zasłanianie się poparzoną yahganką nie należało do najbardziej etycznych efektów ubocznych tej walki, ale dzięki temu D'veve miała się całkiem nieźle. Jej ciało wysunęło się zza Kiru by cisnąc kolejny, biotyczny pocisk, który znalazł swój cel - biotyczna energia pokryła ciało jednego z mężczyzn jak maź, gotowa na detonację.
W tym całym ferworze, człowiek, który był celem szarży Crassusa, zwyczajnie cofnął się i ruszył do wyjścia.
- Nie pozwólcie mu uciec! - krzyknęła Gauthier w połowie dolewania sobie herbaty, kompletnie nieprzejęta walką, która się rozgrywała. - I na litość boską, nie zabijajcie wszystkich. Kogoś trzeba przesłuchać, no nie?

Wyświetl uwagę Mistrza Gry
Crassus Curio
Awatar użytkownika
Posty: 234
Rejestracja: 1 cze 2021, o 13:28
Miano: Crassus Curio
Wiek: 36
Klasa: Szpieg
Rasa: Turianin
Zawód: Najemnik. Ale taki legendarny!
Lokalizacja: Gdzieś w kosmosie
Kredyty: 650
Medals:

Re: Ogród botaniczny

27 wrz 2026, o 09:49

Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, spokojna rozmowa dosyć szybko zamieniła się w totalny chaos. Aczkolwiek całkiem kolorowy! Turiańskie oczęta przez moment podążyły za każdą nową Gauthier tu i tam, sam Curio nawet by to pochwalił gdyby nie fakt, że on sam miał ręce pełne roboty i Mizudeppō, które musiał przetestować. No i przetestował.
W momencie gdy strzelba wypluła z siebie chmurę śrutu prosto na grupę przeciwników, sam Crassus prawie podskoczył w miejscu przez sam odrzut, hałas i dym, które Mizudeppō wywołało.
- O w mordę. To działa! - skwitował po chwili, sam niedowierzając własnemu doświadczeniu. Jakaś cząstka Curio była przekonana, że stara strzelba ni cholery nie wypali a tu proszę. Błysk, huk, dym i nawet ranni są. Na szczęście nie Striker ale widząc jak śrut dmuchnął tam gdzie Charles stał minutę temu, turianin rzucił szybkie: - Sorry!
Nie był to jednak koniec, walka rozgorzała na dobre a Curio uknuł plan iście genialny. Wiedział, że Striker załapie wskazówkę, która Crassus rzucił koledze. Teraz tylko wziąć dobry rozbieg i wystrzelić się jak przysłowiową włócznię prosto w przeciwnika. Głupia myśl ale jak się uda?!
No właśnie.
Crassus wystrzelił się z miejsca z pełnym przekonaniem i jasnym celem - powalić przeciwnika. Ruszył więc z kopyta, jak to mawiają ludzie, ale za daleko nie dotarł. Prędkość wzrosła, on sam widział już swój cel bliżej ale zanim Curio mógł wybić się ze swoich nóg te natrafiły na szatańską przeszkodę. Arbuza. To co się stało dalej było jak mrugnięcie oka dla turianina - w pierwszej chwili biegnie na przeciwnika, w drugiej leci w kierunku stołu. W trzeciej zaś stołu nie było a raczej jego dwie części po tym, jak Crassus dupnął w blat z pełnym impetem.
- Ała kurwa, rzeczywiście! - głos turianina odbił się od ścian na moment przed głośnym chrupnięciem pękającego drewna.
Przynajmniej połamali stół, tak jak przystało na galę wrestlingu. Szkoda, że bez przeciwnika.
Trochę się poobijał, to prawda. Jednak w głowie nadal miał swoich ulubionych galaktycznych wojowników z ringu. Czy Pentagon Czternasty poddałby się w tym momencie? O nie. Raheem ‘Trick’ Williams też się nie podda.
Kilka oddechów po twardym lądowaniu Curio podniósł się na swoich rękach z ciężkim stęknięciem.
- Jebany arbuz. - mruknął do siebie i uniósł głowę albo móc dokładnie rozejrzeć się po wnętrzu i zobaczyć co tam się dzieje. Z dobrych wieści to ich ekipa raczej była górą w tej wymianie ciosów. Ze złych wieści to jego niedoszły cel na Speara właśnie spierdalał przez drzwi. Nie za dobrze.
Zerwał się jak tylko odzyskał pełnię władzy nad swoim ciałem. Stając, uruchomił swój omni-klucz. Pomarańczowe elementy zaświeciły się wokół jego prawego ramienia, tworząc wyraźną pięść na trójpalczastej dłoni. Curio wyskoczył z rozjebanego stołu, starając się odsunąć od swoich przyjaciół zanim użyje specjalnego trybu swojej omni-pięści i powali przeciwników na ziemię.
Jakby to było niemożliwe, Crassus wcale się nie załamywał. Zamiast tego gotowy był ruszyć w pościg za numerem 2, starając się go złapać albo powalić przy pomocy pięści.


Wyświetl wiadomość pozafabularną
VӨICΣ | ƬΉΣMΣ | FΣVΣR ObrazekObrazek Wyświetl wiadomość pozafabularną
Charles Striker
Awatar użytkownika
Posty: 1599
Rejestracja: 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 172.300
Medals:

Re: Ogród botaniczny

27 wrz 2026, o 21:27

Gotowość to była jedyna rzecz, która poszła zgodnie z planem podczas tej walki. Nawet nie był jakoś mocno zły czy sfrustrowany, po prostu nie wiedział nawet jak zareagować. O arbuza się jeszcze nie wywalił, ale lądowanie na twardej podłodze było tak samo bolesne jak każde inne. Obrócił głowę widząc, jak Curio leci majestatycznie w powietrzu a potem ląduje na stole z trzaskiem. Życie dość szybko przeniosło ich z międzygalaktycznej areny, na podwórka slumsów.
Unikanie uderzeń przeciwników nie było łatwe gdy musiał uprawiać jakiś dziwny taniec zaplątany w materiał swojego kimona. Nie rozumiał jakim cudem azjaci lubili w tym walczyć. Miał chociaż tyle szczęścia, że podczas lądowania nie wbił chociaż w siebie tego kawałka zawszonej fajki. Teraz machał nim na oślep modląc się, że trafi w cokolwiek.
- Aaaah! Kurwa! - Rzucił gdy prosto w jego oczy uderzył sok z eksplodującego arbuza. Przetarł twarz ręką, a z nosa wystrzelił zaklinowaną w nozdrzu pestką. Nawet nie zdążył zarejestrować jak kawał porcelany uderzył go prosto w czoło. Ponieważ następny kawał trafił go prosto w szczękę i to zatrzęsło jego mózgiem. To ponownie zwaliło go z nóg ale nie na tyle by nie rzucić się do przodu na przeciwnika.
Tym razem kawałek drewna dosięgnął celu. Oblepiony krwią i arbuzem zaczął rozglądać się po okolicy aby zrozumieć co się właśnie wydarzyło. Już dawno nie widział takiego cyrku w walce w bliskim kontakcie. Dobrze, że nie skończyło się to znacznie gorzej.
Na krzyk Zoe spojrzał na uciekającego przeciwnika. W jego dłoniach pojawiło się omni-lasso. Na wszelki wypadek gdyby znowu coś miało się spierdolić.

Wyświetl wiadomość pozafabularną

@Mistrz Gry
Obrazek Obrazek Obrazek ObrazekObrazek Obrazek Obrazek Obrazek GG 56291905
Kiru Heidr Varah
Awatar użytkownika
Posty: 845
Rejestracja: 3 cze 2013, o 23:04
Miano: Kiru Heidr Varah
Wiek: 100
Klasa: Szpieg
Rasa: Yahg
Zawód: Przemytnik
Lokalizacja: Cytadela
Status: ex-Krwawa Horda, jako Urdnot Kubera poszukiwana przez organizacje zwalczające przemyt
Kredyty: 56.533
Medals:

Re: Ogród botaniczny

27 wrz 2026, o 22:23

Cała ta walka od początku wyglądała dosłownie jak wycięta z jakiejś komedii i wcale by jej nie zdziwiło gdyby gdzieś tu była ukryta kamera transmitująca całe starcie do extranetu. Latające w powietrzu arbuzy i czajniki z wrzątkiem, rzucane przez gości przebranych w kimona w pomieszczeniu stylizowanym na japońską herbaciarnię, nie były czymś co widywało się podczas poważnych starć.
Może właśnie absurd tej sytuacji sprawił, że gdy rękaw jej kimona zajął się ogniem nie od razu dotarło do niej że powinna natychmiast zacząć się gasić. Dopiero po chwili, gdy płomienie przedarły się przez materiał i dotarły do skóry pod spodem, ból przypiekanego ciała uświadomił jej że nie ma co stać jak kołek tylko trzeba działać.
- Szkoda, to było ładne kimono – stwierdziła ugaszając płomienie. Niestety ta kilkusekundowa zwłoka sprawiła, że na jej ramieniu widniało teraz sporej wielkości, bolące jak skurwysyn poparzenie. Na szczęście nie wyglądało to na coś, czego nie da się ogarnąć mediżelem ani na rzecz, która wymagała natychmiastowej uwagi zamiast zaczekać do końca tej dziwnej walki. A jeśli nawet zostałaby blizna, to w jej sytuacji jedna w tą czy we w tą nie robiła zbyt dużej różnicy.
Słysząc sugestię Zoe, by zostawić jednego z przeciwników przy życiu, Kiru postanowiła już więcej nie kombinować ze sztuczkami z vidów, tylko skupić się na starym, sprawdzonym waleniu w kończyny.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
ObrazekObrazek Wyświetl wiadomość pozafabularną
Isha D'veve
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 391
Rejestracja: 17 paź 2021, o 18:53
Miano: Isha D'veve
Wiek: 109
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Najemniczka
Lokalizacja: Hemera
Status: Wolna od Cerberusa
Kredyty: 21.500
Medals:

Re: Ogród botaniczny

28 wrz 2026, o 00:00

Była w swoim żywiole. Ciężko zresztą było nie być, kiedy nikt nie miał na sobie pancerza, a biotyczka była tylko jedna. Czuła się tak, jakby walka ta została stworzona dla niej, jako spełnienie jakiejś fantazji, którą nie wiedziała, że w ogóle ma.
Oczywiście nie uszło jej uwadze to, że muszą wziąć jakiegoś jeńca. Nie zignorowała też tego, że mężczyźni nie spodziewali się wcale ataku i nie należeli raczej do ich świata w sposób, który mógłby ochronić ich przed tym, co im teraz robili. Może to naprawdę byli koledzy biznesowi. Gdy rozsadziła jednego z nich biotycznymi wyładowaniami, prawie poczuła coś na kształt wyrzutu sumienia.
A potem dostała butelką z sake. Nie pękła jej na głowie, na szczęście, ale zalało jej szatę. Szkoda. O tym nie mówili w filmach o ninja.
- Skurwysynu - zaklęła pod nosem, szykując się do pokarania go. Zamierzała złapać go biotyką za nogę i wywrócić do góry nogami, lecz zorientowała się, że jeden z nich przytomnie zabrał się do uciekania. Musiała więc zmienić priorytety z wymierzenia sprawiedliwości na zapobiegnięcie zwiewaniu.
- No to do roboty! - wrzasnęła niby do Zoe, ale jednak do wszystkich na raz. Jej zestaw umiejętności nie należał do świetnych w ogłuszaniu. Za łatwo było o wylew czy inne wstrząśnięcie mózgu. Mogła, jednak, im ich powystawiać.
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13544
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Ogród botaniczny

10 paź 2026, o 22:36

kolejność
Striker -> Zoé -> Isha -> P4 -> P2 -> Kiru -> P3 -> Crassus
AKCJA I
Wyświetl wiadomość pozafabularną

AKCJA II
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry
Awatar użytkownika
Posty: 13544
Rejestracja: 1 cze 2012, o 22:04
Medals:

Re: Ogród botaniczny

10 paź 2026, o 22:56

Ich potyczka zdecydowanie bardziej przypominała walkę uliczną niż bitwy, do których byli przygotowani i dla których zabrali ze sobą pancerze - teraz czekające cierpliwie w szafkach w przedsionku. Pomieszczenie, w którym tkwili było ciasne, stół wypełniał większość wolnej przestrzeni, tym bardziej teraz, gdy jego nogi rozlazły się na boki a deska pod wpływem turiańskiego ciężaru spadła na sam dół.
Mężczyźni szybko odkryli, że są całkowicie bezbronni.
Nie pomagały czajniki ani rzucane filiżanki - bez broni, bez pancerzy nie mogli zbyt wiele wskórać a i tak spoglądając na nich trudno było ocenić, czy faktycznie przyszli w ten sposób wyposażeni. Ten, którego Striker złapał na swoje lasso był krępy, niski, jego głowa błyszczała od żelu, którym pokryte były jego rzadkie, jasne włosy. Zwalił się na ziemię jak worek kartofli, z lassem opinającym jego kostki. Gdy Striker szarpnął, przyciągając go ku sobie, ten szorował swoim kimonem o rozbite filiżanki, drąc się przy tym wniebogłosy.
D'veve miała bardzo zaszczytny cel, jednak okazał się być utrudniony jej dużo większą koleżanką, stojącą jej na drodze. W tej przestrzeni trudno było się Kiru usunąć i choć asari była pewna, że wymierzyła dobrze, błękitna biotyka strzelająca z jej palców pochwyciła nie ten cel, który powinna. Szarżująca z omni-ostrzem yahganka nagle oderwała się od ziemi, podniesiona biotyką asari, na którą nie miała żadnego wpływu. Unosiła się ponad stołem, wirując lekko, poza zasięgiem swoich przeciwników - skoro już tam była, skorzystała z medi-żelu, dokonując powietrznego opatrywania swojego przypieczonego ramienia.
Z Kiru - dosłownie - usuniętą z drogi, Ishy udało się podnieść drugiego z mężczyzn, o krótkich, czarnych włosach skręconych w spirale i ciemnej karnacji. Trzeciemu udało się umknąć - gdy Crassus poderwał się ze zrujnowanego stołu i sięgnął po swoją omni-pięść, niemal udało mu się go dostać. Niemal, bo zamiast tego trafił w cienką, drewnianą ściankę działową, wyrywając w niej przeogromną dziurę i posyłając setki drewnianych odłamków prosto do schowka po drugiej stronie, w którym czystym przypadkiem tkwiły regały pełne zdobionej ceramiki.
Gauthier klasnęła, jako jedyna tkwiąc nadal na swojej zdobionej poduszce.
- Świetnie! - ucieszyła się, odstawiając swój kubek z herbatą, co było dość skomplikowane biorąc pod uwagę odłamki innych filiżanek i arbuza, leżące na zrujnowanym stole. - No, skoro mamy to już za sobą... Isha, czy mogłabyś sprowadzić Kiru na ziemię? Jest nieco rozpraszająca.
Odchrząknęła, wskazując na yahgankę unoszącą się nieustannie w powietrzu. Strzepała z obrzydzeniem fragmenty owocu ze swojego kimono i podniosła się, spoglądając na dwójkę uwięzionych mężczyzn.
- Ci panowie tutaj znają się z Lyssą bardzo dobrze. Kupują od niej swój towar - zaczęła beztrosko, lecz jej głos zdradzał pewne napięcie gdy wypowiadała ostatnie słowo. - Sugeruję, żebyście wydusili z nich informację o tym, gdzie ostatnio spotkali się ze swoją koleżanką. Dowolnymi metodami, rzecz jasna.
Głośne odchrząknięcie wydobyło się z rogu pomieszczenia - dziadek zaciskał mocno dłonie na swoim instrumencie muzycznym, wyraźnie poirytowany. Crassus mógłby przysiąc, że gdy jego wzrok skierował się do dziury w ścianie i zrujnowanej ceramiki po drugiej stronie, zaraz po tym usiłował wypalić w nim innego rodzaju dziurę w turiańskiej czaszce.
- No, a ktoś musi też pomóc tu posprzątać - dodała Gauthier, uśmiechając się nerwowo i nachyliła się ponad zepsutym stołem. - Czy ktoś wie, jak naprawić stół? - kontynuowała, zerkając na starca, nim dodała teatralnym szeptem: - Jestem pewna, że on nas zamorduje jeśli zostawimy to w tym stanie.

Wyświetl uwagę Mistrza Gry
Charles Striker
Awatar użytkownika
Posty: 1599
Rejestracja: 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 172.300
Medals:

Re: Ogród botaniczny

wczoraj, o 20:00

Najgorszą częścią rzucania lassem był ciężar liny. Najlepiej jeśli jest ona gruba ale lekka. Dzięki czemu użytkownik mógł lepiej wymierzyć rzut. W przypadku wersji omni niestety nie było tak. Nie dość, że ważyła tyle co nic to jeszcze była cienka jak cholera. Dlatego często przy takich rzutach nawet nie patrzył na żyłkę. Jedyne co mógł mieć, to ślepą wiarę w trafienie za pierwszym razem.
Szczęście było po jego stronie. Odległość dość bliska, a cel nie był z tych najmniejszych. Jego przodkowie byliby z niego dumni widząc jakiego warchlaka udało mu się złapać w tak niesprzyjających warunkach. Dosłownie pierwsze miejsce na festiwalu żniw na terenach korporacyjnej bio-farmy. Zaczął przyciągać swoją trzodę do siebie.
- Co do kurwy? - Rzucił pod nosem nawet nie rejestrując krzyków mężczyzny. Co tam jakieś szklanki w czyimś brzuchu, gdy zaraz obok odbywał się majestatyczny przelot żywego sterowca. Nawet na chwilę przestał ściągać żyłkę aby zrobić kilka szybkich zdjęć. Gdzieś tam był rynek na tego typu materiał i dobrze wiedział, że będzie mógł go potem wykorzystać w szantażach. Te całe erotyczne powieści o życiu Kiru można było w końcu spieniężyć.
Widok był tak odbierający oddech, że nie zobaczył nawet blamażu Crasusa. Chyba obydwaj byli zbyt oszołomieni takimi krągłościami w powietrzu. To było minimum pięćset kilo yaghanki. W sumie całkiem przydatne w tej sytuacji.
- Nie, nie. To się akurat przyda. - Uśmiechnął do Ishy, a potem do Gauthier. Nie mogło to raczej oznaczać niczego dobrego. - Nie powinniśmy gonić tego trzeciego?
Zapytał z grzeczności jako, że nikt się zbytnio nie pchał do gonitwy za ich ostatnim celem. Wolałby go zabić dla świętego spokoju, ale widząc spokój Rudej to pewnie i to miała już załatwione. Pewnie trucizna w ich napojach, patrząc, że Starucha miała po swojej stronie. Pewnie nie mieli dużo czasu do wyciągnięcia informacji.
- Moje lasso zmusza cię do mówienia tylko prawdy. - Zarechotał machając lassem przy swojej zwierzynie. Za nim postawił mężczyznę na kolana to sprzedał mu kopa w brzuch. Liczył na to, że kawałki porcelany dalej tkwiły w jego skórze. Otrzewnej nie przebije, ale zada dodatkowy ból. Ten potrafił być niesamowitym motywatorem w takich sytuacjach.
- Isha, daj tutaj tego drugiego. - Wskazał na lewitującego przeciwnika, a potem na wolne miejsce obok już oczekującego na głęboką rozmowę mężczyznę. Gdy byli na miejscu zabrał im obydwu omni-klucze i wręczył Zoe. Odpalił w końcu papierosa. - Jedno pytanie, 30 sekund, a do wygrania przetrwanie do kolejnej rundy. Ten, kto pierwszy odpowie, a do tego nie będzie brzmieć jakby leciał w chuja ten przechodzi dalej. Na przegranego zrzucę naszą przepiękną Hostesse. - Wskazał ręką na dalej unoszącą się Kiru. - Dla niektórych, nawet przegrana tutaj byłaby wygraną. Uwielbiam spełniać marzenia.
Uśmiechnął się szczerze klepiąc ich w ramiona aby sprawdzić czy są gotowi na ten cudowny teleturniej. Z jego twarzy nie zniknął szyderczy uśmiech, ani też bardzo luźny sposób poruszania się w tej sytuacji. Nie było to jego pierwsze rodeo.
- Gdzie jest, ta kurwa, Lyssa T’Saeri?


@Mistrz Gry
Obrazek Obrazek Obrazek ObrazekObrazek Obrazek Obrazek Obrazek GG 56291905
Isha D'veve
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 391
Rejestracja: 17 paź 2021, o 18:53
Miano: Isha D'veve
Wiek: 109
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Najemniczka
Lokalizacja: Hemera
Status: Wolna od Cerberusa
Kredyty: 21.500
Medals:

Re: Ogród botaniczny

dzisiaj, o 01:50

No i zrobione. Niektórzy określiliby tę walkę egzekucją, inni powiedzieliby, że to była jakaś uliczna potyczka, a nie poważna konfrontacja. Wyszło jak wyszło. Szybko zorientowała się, że musi się ograniczać i dokładnie taki umiar przyświecał jej przez całą resztę tej... bitki. Bez większych trudności chwyciła dwóch gagatków i ścisnęła ich ze sobą biotyką, póki co trzymając ich po prostu w powietrzu. W przypadku trzeciego, jednak, nastąpiły... komplikacje.
Oczywiście wymierzyła tak, jak wymierzyć była powinna. Rzadko chybiała w ostatnim czasie i była pewna, że jej passa nie została przerwana. Po prostu jej droga przyjaciółka, Kiru, postąpiła nieco nadgorliwie i wbiegła jej nie przed celownik, a prosto pod dłonie, gdy posyłała wiązkę w kierunku trzeciego drania. Zamiast więc zawiesić w powietrzu go, zawiesiła Yaghankę.
- Och, żesz! Uważaj, gamoniu! A ty tu wracaj, skurwysynu! Jeszcze z tobą nie skończyłam!
Nie posłuchał jej skrzeku i wydało jej się, że uciekł tylko i wyłącznie szybciej. No trudno. Miała już puścić Kiru i rzucić się w bieg, ale reakcja Zoe wyrwała ją nieco z tego ciągu myśli. Widocznie miała wszystko pod kontrolą. Nie byłaby zdziwiona, gdyby kazała swoim ludziom (bo na pewno jakichś tu miała, w końcu to był były Cerberus i nawet mimo pewnego luzu, wykazała się już profesjonalizmem) obserwować budynek i wyłapać także i go.
Przed odstawieniem Yaghanki na ziemię powstrzymał ją Striker. Nie była zdziwiona ani przez moment. Wiedziała co ten chory człowiek chce zrobić. Co gorsza, zorientowała się, że podoba jej się jego tok myślenia.
[in[50[/in]To będzie gorsze, niż tortury.
Przyciągnęła Kiru nieco bliżej biznesmenów i upuściła jednego z nich przed Strikerem, pozwalając Lassu Prawdy przejąć kontrolę.
Pochyliła się tak, jakby słabła.
- O... och... Striker... chyba nie dam rady... chyba słabnę. Podajcie mi szybko... coś do picia... inaczej będę musiała... o nie...
Grała przerysowanie, durnie i z mało skrywanym rozbawieniem. Niektóre żarty były tylko dla niej, bo dla innych była to najbardziej przerażająca groźba. Nie chciałaby być tą, na którą spadnie pięćset kilo Yaghańskiego mięsa, czy tam ile Kiru ważyła. Nawet bez pancerza to nie mogło być zbyt przyjemne.
- Ale na poważnie, radzę wam gadać. To jest wyczerpujące i z tego co wiem, to nie ja będę musiała to potem sprzątać. - Zniżyła ton głosu do tego, jak brzmiała normalnie. Zero sztuki aktorskiej.
Crassus Curio
Awatar użytkownika
Posty: 234
Rejestracja: 1 cze 2021, o 13:28
Miano: Crassus Curio
Wiek: 36
Klasa: Szpieg
Rasa: Turianin
Zawód: Najemnik. Ale taki legendarny!
Lokalizacja: Gdzieś w kosmosie
Kredyty: 650
Medals:

Re: Ogród botaniczny

dzisiaj, o 15:29

Mało co było normalne w tej walce albo przynajmniej czymś, do czego Curio był przyzwyczajony. Nie tylko dziwnie czuł się w tym całym szlafroku, którego ludzie nazywali kimonem, ale i w pewnym sensie był ‘nagi’ jeśli chodziło o zwyczaj jego pracy. A i nie można było zapomnieć, że brak pancerza pozostawił pełnie doświadczeń i odczuć dla Crassusa, po tym jak pierdolnął o stół. Słowem - trochę go łupało w krzyżu. Na całe szczęście turianie byli naturalnie wyposażeni w karapaks o twardszej fakturze niż ludzka skóra. Jak ci wszyscy wrestlerzy mogli wytrzymać nawet 10 minut takiej walki?!
Zerwał się i był gotów do pościgu, jednak na ułamek sekundy coś go zatrzymało. Cień, który powoli roztoczył się nad nim jakby zaćmienie słońca. Ale w pomieszczeniu? Okrągły obrys cienia pojawił się przed stopami Crassusa i tknął go by się odwrócić i, do cholery, zobaczyć co to było. Tak jak galaktyka długa i szeroka, tak Curio nigdy nie doświadczył latającego yahga. Aż do dnia dzisiejszy. Żółte oczy turianina rozszerzyły się w zdziwieniu na ten majestatyczny widok - olbrzymie ciało zawieszone w powietrzu niczym piórko. Piękne. Poetyckie. Ale miał robotę do zrobienia.
To chyba przez obraz Kiru unoszącej się w powietrzu Curio się nieco pogubił w trakcie swojej pogoni. Udało mu się dostać tam gdzie chciał ale zaaferowany zaćmieniem spowodowanym przez yahgankę, spudłował. Na jego szczęście ścianka działowa nie była niczym wyjątkowym, oszczędzając mu nieprzyjemności. Co prawda ceramika znajdująca się po drugiej stronie nie była tak fartowna ale to akurat przeszkadzało Crassusowi najmniej. Nigdy nie rozumiał zachwytu takimi delikatnymi naczyniami, dla turianina utylitarność i prostota były bardziej pożądane. Cóż.
- Się nauczą kupować metalowe kubki a nie. - sapnął sobie po wszystkim, zaglądając przez dziurę którą właśnie wybił i rozmasowując swój nadgarstek.
Zupełnie niewzruszony starszym służącym i jego gniewnym spojrzeniem, Crassus spokojnie podreptał do reszty grupy i świeżo złapanych “biznesmenów.” Wzruszył ramionami apropos pogoni za tym ostatnim, widząc w tym mało sensu.
- A tam, mamy kogo przesłuchiwać. Jakbym miał swoją klamkę to bym go jebnął a tak to. - machnął ręką.
Zaraz potem skierował swój wzrok na… Kiru, raz jeszcze. Podparł biodra trójpalczastymi dłońmi i obserwował yahgankę kręcącą powolne piruety. Teraz miał więcej czasu się przypatrzeć zanim ją zdejmą.
- Prędzej spodziewałbym się yahga wytwarzającego własną grawitację niż zaprzeczającego jej istnieniu. Piękne. - westchnął cicho i w końcu zerknał na tych złapanych i scenę, którą uskuteczniali Striker i Isha. Mieli racje, trzeba było brać się do roboty.
Dlatego też Curio wrócił do stołu, który zniszczył sobą i sięgnął po najbliższą nogę. Uderzył kilka razy stopą w blat aby do końca odgiąć nóżkę, następnie wciąż stojąc na blacie chwycił nogę oburącz i z pełną siłą wyłamał ją ze stołu, za nic mając sobie sam mebel. Za to właśnie zrobił sobie improwizowaną lagę.
- Słyszeliście koleżankę i kolegę. Zapewniam, że spadający yahg to nie jest wasze jedyne zmartwienie. Jak nie powiecie gdzie jest ta cała Lyra to sprawdzimy ile kości można połamać w człowieku zanim umrze. - uśmiechnął się szeroko, rozszerzając żuwaczki. Ułamana “maczuga” ze stołu spoczęła na jego barku. - Zaczniemy od nóg, wiadomo. No to gadać, raz dwa.
VӨICΣ | ƬΉΣMΣ | FΣVΣR ObrazekObrazek Wyświetl wiadomość pozafabularną

Wróć do „Port Hanshan”