Pogoń za Reedem była zarówno jego prywatną wendetą, jak i służbowym obowiązkiem - chociaż to ostatnie trzymało się swojej pozycji na zaledwie strzępkach pozorów, nadając jego upartemu podążaniu śladami łowcy znamiona wiarygodności. Nie skłamał mówiąc, że Reed jest terrorystą w oczach Rady. Mężczyzna odpowiadał za setki zgonów w Wieży Cytadeli, dziesiątki w Szanghaju, kilka na Palavenie i zapewne tysiące więcej pod wodzami Steigera, jeszcze nim ich ścieżki się przecięły. Patrząc pod tym kątem, jego zabicie lub sprowadzenie przed sąd Rady, było czynem, które mogło tłumaczyć długi pościg Widma.
Ale rzeczywistość była inna i zdawał sobie z tego sprawę. Przyzwolenie Irissy było zasłoną, która pozwalała im oboje udawać, że wszystko jest tak jak być powinno - Radna wydaje rozkazy swojemu Widmu, a ono je wykonuje. Prawda była jednak taka, że nawet gdyby asari zabroniła mu się mieszać i kazała odpuścić, było to polecenie, którego by nie wykonał. Lekkomyślne nawet w jednej dziesiątej części nie opisywało drogi, którą turianin obrał, a której prawdziwe tony wypowiedział na głos, gdy ostatni raz stał twarzą w twarz z łowcą Castora. Reed swego czasu był koszmarem, który wisiał za jego plecami, tuż na skraju widzenia, zawsze obecny i zawsze czuwający, ale to się zmieniło. Turiańskie blizny znieczuliły go na mężczyznę, gdy w końcu osiągnął swój limit i został złamany nie przez jedno wydarzenie, a przez serię postępujących po sobie miesięcy, natomiast fakty wygrzebane na światło dzienne sprawiły, że łowca przestał być upiorem skrywającym się w cieniu, a stał się człowiekiem.
Śmiertelnie niebezpiecznym, ale jednak człowiekiem.
I tak jak kiedyś wszędzie wypatrywał, że niespodziewany atak Reeda był czymś nieuniknionym, tak teraz wierzył, że oferuje mu to samo - stając się permanentną sylwetką na horyzoncie, zawsze podążającą jego tropem, widoczną tam ilekroć się obrócił.
- Być może - odezwał się po dłuższej chwili milczenia, przyglądając się blondynce. - Albo po prostu jestem uparty.
Kiedy niespodziewanie znalazła się bliżej, drgnął zaskoczony, ale nie poruszył się. Obrócił głowę najpierw w jedną stronę, a potem drugą, próbując śledzić ją spojrzeniem, chociaż sprawiało mu to coraz większe problemy. Alarmy w jego głowie odezwały się z opóźnieniem, brzmiąc jakby znajdowały się pod wodą - przytłumione, odległe. Jakaś jego część zaczęła zdawać sobie sprawę, że coś jest nie tak, ale inna wciąż uparcie próbowała doszukać się w tym logiki, wierząc swoim wcześniejszym przeczuciom dotyczącym kobiety. Wszystkie fakty wskazywały na to, że nie jest ich wrogiem. Pozwoliła mu odejść z Sonią z Wysp Owczych, wykazując cień empatii w jej stronę. Stanowiła oficjalną część zasobów tamtejszych sił specjalnych. Była skłonna współpracować.
Jego umysł działał ociężale, ale im bardziej rzeczywistość zaczynała się wypaczać, tym mniej mógł ignorować wszystkie inne głosy, które domagały się jego uwagi. Klatka, do której po uratowaniu Mayi i ich rozmowie na szczycie L'appel du Vide, wycofała się jego zimna osobowość, którą sobie wykształcił przez cztery miesiące nieobecności biotyczki, teraz trzęsła się ze złości, szepcząc mu, że jeszcze kilka tygodni temu nic takiego nie miałoby miejsca. Że przecież nauczył się jak działa świat.
Fakty nie były faktami. Były jego tendencją do dostrzegania wszędzie pozytywnych świateł, które wytknęła mu kiedyś Maya, nawet tam gdzie ich nie było - tendencją, która najwyraźniej wróciła jako pierwsza, gdy odzyskał równowagę po odzyskaniu biotyczki. Każdy z tych faktów można było wytłumaczyć na inny sposób, chociaż zdecydował się to zignorować.
I co teraz go ugryzło, przypominając dlaczego tak się zmienił przez ostatnie miesiące.
Zachwiał się o krok do tyłu, gdy został uderzony biotyką. Potrząsnął głową, próbując odzyskać trzeźwość myślenia, chociaż bez większych sukcesów.
- Wiesz co? Postaram się nie potraktować tego personalnie - odezwał się powoli, próbując zmusić organizm do współpracy, a mgłę otulającą jego umysł do odejścia. Gdy dostrzegł ruszający do ataku oddział blondynki, zareagował odruchowo - aktywując przyciski we wnętrzu rękawicy i posyłając salwę granatów łukowych w przejście.
Wyświetl wiadomość pozafabularną








